Irracjonalny STRACH. Amerykański generał zapowiada wojnę

generał zapowiada wojnę

– Sądzę, że w ciągu 15 lat będziemy w stanie wojny z Chinami – oświadczył wizytujący Warszawę amerykański generał Ben Hodges, były szef amerykańskich wojsk lądowych. Zagrożenie, że dojdzie do wojny chińsko-amerykańskiej, jest jednym najbardziej prawdopodobnych scenariuszy wojennych.

Sytuacja, kiedy lider USA traci swoją przewagę technologiczną i militarną nad Chinami, wymusi jedną z dwu reakcji. Albo pogodzenie się, że USA nie będą już krajem nr 1, albo doprowadzenie do konfliktu, zanim Chiny staną się niezwyciężone. Taką sytuację analitycy nazywają pułapką Tukidydesa, historyka, który opisał zmagania Sparty i Aten. Był to pierwszy taki przypadek w historii, gdy schodząca potęga (w tej roli Sparta) zdecydowała się na wojnę w celu obrony swojej dominującej pozycji. Później w historii ludzkości 16 razy dochodziło do sytuacji, kiedy zmieniał się hegemon. W 12 wypadkach dochodziło do wojny (75 proc.). Ale były też pokojowe „przekazania” pałeczki. Na przykład między Wielką Brytanią a Stanami Zjednoczonymi w XIX w. Brytyjczycy bardzo poważnie myśleli o tym, aby wziąć udział w wojnie secesyjnej po stronie Południa i w ten sposób zapewnić sobie, że USA ich nie przegonią.

Skazani na konflikt

Aby zrozumieć, dlaczego konfrontacja jest prawdopodobna, trzeba zobaczyć wzrost siły chińskiej gospodarki. Tuż po II wojnie światowej USA produkowały połowę całego światowego bogactwa. Dziś USA odpowiadają już za tylko 16 proc. światowej gospodarki, a Chiny za 18 proc. Chociaż w 1980 r. było to zaledwie 2 proc. Stało się to, co w XIX w. przepowiedział Napoleon: „Pozwólcie Chinom spać, bo jak się przebudzą, to świat zadrży”. To właśnie problem rywalizacji Niemiec z Wielką Brytanią stał się powodem dwóch wielkich krwawych wojen. Mechanizm konfrontacji lidera z tym, który próbuje atakować jego pozycję, jest niemalże naturalny. Po prostu nikt, kto rządzi, nie chce pogodzić się z utratą władzy. Na początku XX w. Niemcy chciały, aby Wielka Brytania i Francja „posunęły się trochę” i żeby nowa potęga, jaką były Niemcy, też dostała swój udział w rządzeniu światem. Niemieckie pretensje zostały odrzucone i wszyscy wiedzą, czym to się skończyło. Gdyby 28 czerwca 1914 r. Serb Gawriło Princip nawet nie zastrzelił w Sarajewie następcy tronu Austro-Węgier arcyksięcia Franciszka Ferdynanda, I wojna światowa i tak by wybuchła.

W amerykańskich mediach rozważania o wojnie chińsko-amerykańskiej są już stałym elementem krajobrazu. Graham Allison, analityk i autor książki Skazani na wojnę. Czy Ameryka i Chiny unikną pułapki Tukidydesa, pierwszy tekst na ten temat napisał już w 2015 r.

Irracjonalny strach

Ten sam mechanizm, który kazał Sparcie zaatakować Ateny, zanim ich potęga stanie się niezwyciężona, może dziś pchnąć USA do wojny z Chinami. Ci ostatni mają zupełnie inną perspektywę patrzenia na świat. To cywilizacja, która zawsze była i liczy sobie 5 tys. lat historii. W tym kontekście 250-letnia historia USA jest niemal żartem. Dodatkowo Chinom nigdzie się nie śpieszy. Gołym okiem widać, że potencjał ludnościowy musi zadecydować, że to właśnie Chiny staną się nowym globalnym liderem. Pokusa, aby zatrzymać ów marsz Chińczyków po światowy prymat, jest w USA zrozumiała. Z drugiej zaś strony konsekwencje takiego konfliktu są trudne do przewidzenia. Doskonale oddaje to cytat z niemieckiego premiera z 1918 r. Theobalda von Bethmann-Hollweg, który widząc, jak upadają imperia, jęknął: „Gdybyśmy tylko wiedzieli” (do czego doprowadzi wojna). Amerykanie starają się strofować Chińczyków i przekonują ich, że powinni być tacy jak oni.

Sęk w tym, że idąc po status globalnej potęgi, USA bynajmniej nie przebierały w środkach. Wojna hiszpańsko-amerykańska i wyrzucenie Hiszpanów z Kuby było planowym działaniem USA. Amerykanie wówczas głośno zastanawiali się nad tym, aby zabrać Brytyjczykom Kanadę. Fakt, że pomiędzy USA i Wielką Brytanią nie doszło do otwartego konfliktu w II połowie XIX w., zawdzięczamy dość pokornemu pogodzeniu się przez Brytyjczyków z faktem, że przestają być krajem nr 1. W 1895 r. Amerykanie wprost zagrozili Brytyjczykom wojną, jeżeli nie zgodzą się na arbitraż w sporze granicznym z Wenezuelą.

Trudno sobie wyobrazić, aby USA przyjęły takie stanowisko Chin. Pytanie, czy zimna wojna chińsko-amerykańska zmieni się w gorącą. I tutaj, niestety, dużo zależy od przypadku. To, że nie doszło po II wojnie światowej do konfrontacji Związku Sowieckiego z USA, wynika tylko i wyłączenie z braku efektywności gospodarczej komunizmu. Krótko mówiąc, USA i kraje zachodnie były zbyt bogate, a konflikt doprowadzić by musiał do anihilacji sowieckich państw.

Dziś Amerykanie i Chińczycy nie tylko mówią o możliwej wojnie, ale mają mnóstwo planów jej prowadzenia. Od lokalnych konfliktów, po pełnowymiarowe starcie z użyciem broni atomowej. Dziś zresztą chińscy generałowie lubią żartować, że naród chiński ma kilka milionów kawalerów, którzy chętnie umrą za ojczyznę. O ile w USA śmierć każdego żołnierza jest wielką medialną tragedią, o tyle na Chińczykach nie robi to żadnego wrażenia.

Amerykanie mają też kłopot z faktem, że Chiny są dyktaturą. Obawa, że „pax China” będzie opresyjny w przeciwieństwie do „pax Americana”, którzy sami zainteresowani uważają za największe osiągnięcie ludzkości. To, co może zapobiec ewentualnej wojnie, to świadomość jej ogromnych kosztów. Nie tylko materialnych, ale przede wszystkim gospodarczych. W tym należy upatrywać szansy, że Chiny i USA nie zdecydują się na otwartą walkę.

JAN PIŃSKI, WARSZAWSKAGAZETA.PL

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*