Gra Berlina na trzech kontynentach: pragmatyczni Niemcy nie obrażają się na fakty…

Niemcy

Grecja zażądała od Niemiec reperacji wojennych w wysokości 279 mld euro. Jak na to odpowiedział Berlin? W obecności prezydentów Republiki Federalnej i Grecji Franka Waltera  Steinmeiera i Prokopisa Pavlopulosa 11 dni temu (11 października) rządy obu krajów powołały „niemiecko-grecką wymianę młodzieży”. Celem owej inicjatywy ma być „lepsze wzajemne poznanie się młodzieży niemieckiej i greckiej” oraz „redukcja zbędnych stereotypów”. Rząd w Berlinie wsparł ową wymianę kwotą 3 milionów euro rocznie. W ten sposób Grecja zameldowała się w grupie państw mających od dawna programy  wymiany młodzieży z Niemcami – takich jak Polska, Francja, Węgry czy Turcja. Rozumiem, że tak naprawdę naszym zachodnim sąsiadom chodzi o właśnie ową „redukcję wzajemnych stereotypów”. Równie jasne jest, że Ateny zgłaszając postulat reparacji wojennych mogły ulec owym stereotypom. Minęły czasy, gdy Berlin „resocjalizował” niepokorne narody na ścieżce wojennej. Teraz elegancko przekupuje te kraje, których opinia jest wobec niemieckich władz szczególnie krytyczna. Oczywiście owa próba „politycznej korupcji” odbywa się  w rękawiczkach ,bo przecież pobyty młodych Greków w Republice Federalnej i niemieckiej młodzieży w Helladzie to modelowy przykład działania „soft diplomacy”.

Zwycięstwa eurosceptyków to reakcja na dominację nie tyle UE, co Berlina

Miękka dyplomacja miękką dyplomacją, ale Berlin wie, że Grecja jest w tej chwili jednym z najbardziej antyniemieckich państw na Starym Kontynencie. Nie tylko ze względu na historię, ale też współczesność. Chodzi o rolę Berlina w przykręcaniu Atenom ekonomicznej śruby, gdy ten najbiedniejszy – gdy chodzi o poziom PKB na głowę mieszkańca  − kraj członkowski Unii Europejskiej – wpadł w poważny kryzys gospodarczy po kilku latach spędzonych w strefie euro. „Euroland” bowiem okazał się genialnym pomysłem dla najbogatszych krajów UE i jego beneficjentami zostały Niemcy właśnie, a także na przykład Królestwo Niderlandów, ale jednocześnie wpędził on w olbrzymie  finansowe i ekonomiczne turbulencje kraje biednego europejskiego Południa. Nie tylko zresztą Grecję, ale także mający silną walutę Cypr oraz Hiszpanię, Portugalię i Włochy. Nie bez przyczyny w dwóch z tych krajów tradycyjnie bardzo proeuropejskich, a mówiąc ściślej: prounijnych, wygrali eurosceptycy. Co ciekawe jednak, była to zarówno eurosceptyczna prawica (Lega, dawna Lega Nord), jak we Włoszech, ale też eurosceptyczna lewica w Grecji (Syriza). Ciekawe też, że sprzeciw wobec polityki Brukseli, a w dużej wierze de facto Berlina spowodował, że  w obu krajach doszło do stworzenia koalicji rządowych „ponad podziałami”. W Italii rząd utworzyła bardzo prawicowa, anty-„strefa euro” i antyemigracyjna Liga, ale również liberalny, a w wielu sprawach nawet lewicujący Ruch Pięciu Gwiazd. Zaś w Grecji wszyscy podkreślają, że rządzi tam lewicowa, wręcz postkomunistyczna Syriza, a  mało kto zauważa, że w koalicji rządowej z nią jest prawicowa partia „Niezależnych Greków” kierowana przez wicepremiera i ministra obrony Panosa Kammenosa.

USA- Niemcy: ostra krytyka i … dobra współpraca

Wracając jednak do Republiki Federalnej Niemiec, bardzo niedawno w weekendowym wydaniu „Frankfurter Allgemeine Zeitung” prezes zarządu samochodowego potentata „Volkswagen” Herbert Diess stwierdził – ku zaskoczeniu wielu bezkrytycznie zapatrzonych w niemiecki przemysł i w niemiecką myśl technologiczną – iż: „W Europie i w Niemczech nie dysponujemy w niezbędnym wymiarze przemysłem IT”. I nie były to słowa rzucane na wiatr: szef VW zilustrował w ten sposób decyzję koncernu prosperującego już w Niemczech za czasów Hitlera stworzenia z amerykańskim Micrtosoftem centrum software w USA. Informację tę wpisuję do sztambucha tym wszystkim, którzy uważają, że ostra, nieraz wręcz brutalna krytyka Angeli Merkel i rządu RFN ze strony prezydenta Donalda Trumpa w kategoryczny sposób ogranicza amerykańsko-niemiecką współpracę gospodarczą czy militarną. Podkreśliłem aspekt militarny nie przypadkiem: nie dalej jak w lipcu na szczycie NATO w Brukseli zdecydowano o utworzeniu kolejnych dwóch dowództw Paktu Północnoatlantyckiego, przy czym jedno z nich powstało w USA, a drugie w Badenii-Wirtembergii, w Niemczech.

Eksport niemieckiej broni do Rijadu: Niemcy mogą, a USA – nie …

Ze zgrozą czytaliśmy dosłownie w ostatnich godzinach makabryczne szczegóły dotyczące porwania, tortur, morderstwa i dosłownie poćwiartowania zwłok opozycyjnego dziennikarza z Arabii Saudyjskiej, który w amerykańskich gazetach krytykował Rijad (miało to miejsce w ambasadzie tego kraju w Turcji). Gwoli informacji, a nie złośliwości, ale w Bundestagu właśnie ujawniono odpowiedz Ministerstwa Gospodarki i Energii RFN na interpelację posła do Bundestagu z frakcji „Zielonych” Omida Nouripoura. Okazało się, że do końca tego roku bardzo wyraźnie wzrośnie wartość eksportu broni z Niemiec do Arabii Saudyjskiej ! Tylko w ciągu raptem sześciu miesięcy, od 14 marca do 23 września 2018 roku Republika Federalna wyeksportowała do Arabii Saudyjskiej broń i amunicję o wartości przeszło ćwierć miliarda euro! Owa liczba – 254 miliony euro – to niemal równowartość wszystkich zezwoleń na eksport broni wydanych przez rząd w Berlinie w całym 2017 roku. W tym kontekście warto podkreślić, ze umowa koalicyjna będąca fundamentem „Grosse Koalitzion”, „Czarno-Czerwonej” koalicji rządowej CDU/CSU-SPD zawierała deklarację… zaprzestania eksportu uzbrojenia do wszystkich krajów uczestniczących bezpośrednio w wojnie w Jemenie. W tym oczywiście chodzi o Arabię Saudyjską – jednego z głównych rozgrywających w tej krwawej, długotrwałej wojnie.

Charakterystyczne, że w wielu polskich mediach, na przykład tych należących do niemieckiego kapitału, ale także „Gazecie Wyborczej”, potępia się hipokryzję prezydenta Trumpa i USA,  zawierających miliardowe kontrakty  z Arabią Saudyjską i eksportujących do Rijadu tony nowoczesnego uzbrojenia, ale przecież nie tylko uzbrojenia . Tymczasem trudno tam przeczytać o tym, że niechętne nowej administracji w Waszyngtonie Niemcy robią dokładnie to samo, o co oskarżany jest republikański gospodarz Białego Domu.  To spektakularny, choć przecież kolejny,  przykład totalnej hipokryzji i podwójnych standardów: „potępiamy nieswoich Amerykanów, głośno milczymy o swoich Niemcach”…

RYSZARD CZARNECKI, MPOLSKA24.PL

Więcej postów