Kraków. Żołnierz PEDOFIL wabił mamy, by wykorzystać córki

Emil K. wynajmował mieszkanie kobietom, które miały małe dzieci. Dziewczynki molestował.

Dziwne skłonności u Emila K. sąsiedzi zaczęli zauważać dopiero, gdy przeszedł na emeryturę. Widzieli, że przesiaduje na placu zabaw, przyglądając się dzieciom na huśtawkach i w osiedlowej piaskownicy. Widywali go też koło szkoły podstawowej, gdy czaił się za rogiem i zerkał na uczennice wychodzące z budynku.

Nigdy nie zaczepiał nieletnich, nie oferował słodyczy, pieniędzy i innych prezentów, nie dotykał ich, tylko uważnie obserwował, co dziewczynki robią i jak są ubrane. Ludzie myśleli, że zwyczajnie tęskni za dziećmi, bo sam nie miał rodziny i był kawalerem.

Wzorowy żołnierz

Uważano go jedynie za nieszkodliwego dziwaka. Długie lata był znany jako wzorowy żołnierz zawodowy, który w ciężkich czasach potrafił wspomóc mieszkańców swojego bloku dodatkowymi kartkami na benzynę, przydziałem papierosów czy wódki.

Sam nie nadużywał alkoholu i nie ciągnęło go do palenia, więc za symboliczne kwoty odstępował sąsiadom używki.

Przygodę z armią zakończył, bo zaczął mieć duże problemy zdrowotne. Po latach służby niespodziewanie okazało się, że cierpi na zwyrodnienie stawów biodrowych i ma kłopoty z poruszaniem się. Takich wybrakowanych żołnierzy nowoczesne wojsko nie potrzebowało, dlatego Emil K. został wysłany na zasłużoną żołnierską emeryturę.

Kobiety w jego życiu

O dziwo, dopiero wtedy w jego domu zaczęły bywać kobiety i to przeważnie z małymi dziećmi. Zaciekawionym sąsiadom mężczyzna zdradził, że dał ogłoszenie do gazety, że szuka opiekunki, która zadbałaby o jego trzypokojowe mieszkanie, zrobiła zakupy i obiad. W zamian oferował nocleg i stałe zakwaterowanie.

– Chętnie przyjmę samotną kobietę z dzieckiem – deklarował w prasie. Gdy rozdzwoniły się telefony, kandydatkom na opiekunkę stawiał tylko jeden warunek: miały się u niego zjawić razem ze swoją pociechą. Kobiety malowały usta na czerwono, kropiły się perfumami, stroiły w najlepsze suknie podkreślające biust i odsłaniające nogi. Nie podejrzewały, że dla mężczyzny co innego było ważne, by przyjął ofertę potencjalnej lokatorki.

Emil K. rezygnował z ofert tych pań, które przychodziły z synami i wybierał tylko te, które zjawiały się z córkami i to w wieku 10-13 lat. To dzieciom przyglądał się uważniej, a nie ich mamom. Niektórym paniom obiecywał przepisanie na własność mieszkania, byle tylko dożywotnio się nim zaopiekowały.

Kobiety były zachwycone taką hojną ofertą i gotowe zrobić wiele, aby zyskać uznanie w oczach tak miłego i życzliwego gospodarza.

W mieszkaniu na terenie Krakowa Emil K. udostępniał dwa wolne pomieszczenia, ale bywało i tak, że kobiety z dziećmi mieszkały już razem z nim w trzecim pokoju.

Z czasem okazywało się, że jest bardzo wścibski. Potrafił podglądać lokatorki w łazience, ingerować w ich życie prywatne i wychowanie dzieci. Bywał apodyktyczny i ograniczał swobodę lokatorek. Wychodziła na jaw jego wojskowa natura, że wszystko musi być na rozkaz, natychmiast i bez dyskusji. Na tym tle dochodziło do kłótni i awantur, po których dwie, może trzy kobiety trzasnęły drzwiami i wyprowadziły się.

Jednak bardziej niepokojące relacje Emila K. były nie z dorosłymi, ale z dziewczynkami, które u niego mieszkały. Zwracali na to uwagę sąsiedzi z bloku, ale także przypadkowi ludzie, którzy widzieli, jak się zachowuje wobec tych nastolatek, np. na placu zabaw.

Potrafił je głaskać, przytulać i odważnie całować w miejscu publicznym. Także do szkół, do których chodziły dziewczynki, docierały takie alarmujące sygnały. Uczennice informowały nauczycieli, że otrzymują od mężczyzny SMS-y o intymnej treści.

ARTUR DROŻDŻAK, NASZEMIASTO.PL

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*