Polsko-niemiecka wojna o imigrantów. Zniesienie wiz UE dla Ukraińców może nas drogo kosztować

Bez Ukraińców nie uda nam się uniknąć katastrofy związanej z brakiem rąk do pracy. Niedługo będzie to tym trudniejsze, że nie tylko my będziemy liczyli na ich wsparcie. – W tej wojnie o ludzi, która teraz rozgrywa się w Europie, Niemcy popełnili zasadniczy błąd. Nie mają zatem wyboru i muszą powalczyć z nami o Ukraińców – mówi Cezary Kaźmierczak, prezes ZPP, komentując zniesienie wiz unijnych dla obywateli tego kraju.

 Biorąc pod uwagę brukselskie standardy w iście błyskawicznym tempie udało się w Unii osiągnąć porozumienie w sprawie zniesienia wiz dla Gruzinów i Ukraińców. Negocjatorzy unijnych rządów dogadali się w tej sprawie przed tygodniem i teraz tylko potwierdzić muszą to ministrowie państw członkowskich i Parlament Europejski.

Jeśli i tym razem rozmowy zakończą się sprawnie, to Ukraińcy i Gruzini już od nowego roku będą mogli swobodnie wjeżdżać do państw wspólnoty. Oczywiście nie jest to tożsame z otwarciem dla nich rynku pracy, ale w ocenie ekspertów może być tego zapowiedzią.

– Niemcy, którzy jeszcze przed rokiem byli temu przeciwni, teraz w ekspresowym tempie przeprowadzają zniesienie wiz przez ospałe unijne instytucje. Nie ma mowy o przypadku. Jeżeli to zajęło im trzy miesiące, to nawet w miesiąc będą mogli zezwolić Ukraińcom na pracę. A wtedy po prostu nam ich zabiorą – prognozuje Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

W jego ocenie stało się tak dlatego, że Berlin uświadomił sobie wreszcie, że napływ emigrantów z Afryki Północnej nie był korzystny dla niemieckiej gospodarki. Przede wszystkim naszych zachodnich sąsiadów przerosła skala tego zjawiska, a ponadto wyraźnie pomylono się z oceną potencjału imigrantów.

– W tej wojnie o ludzi, która teraz rozgrywa się w Europie, Niemcy popełnili zasadniczy błąd. Przeciętnie 60 proc. z tej ostatniej fali imigracji nie chce pracować. Kompletny dramat jest w Szwajcarii, tam jest to aż 90 proc. Nie mają zatem wyboru i muszą powalczyć z nami o Ukraińców – dodaje Kaźmierczak.

Niemcy nie mają wyboru, a Ukraińcy?

Andrzej Kubisiak z agencji pracy Work Service również nie ma złudzeń co do intencji naszych zachodnich sąsiadów. On również uważa, że zniesienie wiz może być pierwszym krokiem na drodze do otwarcia rynku pracy dla Ukraińców. W tej walce o pracownika w najbliższych latach konkurować będziemy głównie z naszymi zachodnimi sąsiadami, bo tam bezrobocie jest najmniejsze.

– Niemcy nie będą korzystać z wszystkich dostępnych metod, bo według prognoz będą potrzebować do 2030 roku 10 milionów ludzi do pracy. Tyle, że otwarcie rynku dla Ukraińców może dla nas oznaczać katastrofę – dodaje Kubisiak.

Ekspert nie ma złudzeń, że to nie brak inwestycji jest głównym hamulcem naszej gospodarki, lecz brak rąk do pracy będzie najpoważniejszym problemem w najbliższych latach. Potwierdzają to dane GUS, według których mamy już 100 tys. wakatów w Polsce. Przed rokiem było ich o niemal jedną trzecią mniej.

Już teraz, o czym pisaliśmy też w money.pl, w wielu regionach kraju, gdzie pojawiają się nowe inwestycje i tworzone są miejsca pracy, to właśnie Ukraińcy są jedynym ratunkiem na kadrowe problemy firm.

Ich znaczenie może tylko rosnąć, bo na rynku pracy tak dobrze już dawno nie było. Stopa bezrobocia w listopadzie wyniosła 8,2 proc. i była o 1,4 pkt. proc mniejsza niż w listopadzie 2015 r. Ostatni raz na tak niskim poziomie była w 1991 r. Co więcej kolejne rekordy padają też w polskich pośredniakach. Jak wyliczył mBank, liczba ofert zatrudnienia, przypadająca na tysiąc bezrobotnych, jest najwyższa od 16 lat.

Ponadto jak wynika z raportu Manpower, obecnie już 41 proc. pracodawców w Polsce nie może znaleźć pracowników. Ten wskaźnik jest już u nas wyższy niż średnia światowa (38 proc.) i znacznie wyższy niż jeszcze dwa lata temu (32 proc.)

Te dane byłyby jeszcze gorsze, gdyby nie milion Ukraińców, który już teraz legalnie pracuje w Polsce. Według prognoz Work Service, w przyszłym roku mogą to być nawet dwa miliony, o ile nasi wschodni sąsiedzi nie pojadą dalej na zachód. Nikt też nie powiedział, że będą czekać na otwarcie legalnego rynku pracy.

Tam zarobią cztery razy więcej

– Trudno się dziwić, że Ukraińcy z nadzieją patrzą na poczynania Niemców. Przecież tam mogą liczyć na czterokrotnie wyższe zarobki. Pamiętajmy, też że ruch bezwizowy ułatwia znalezienie pracy w szarej strefie. Mając do wyboru dużo wyższe zarobki Ukraińcy do tej pory pracujący u nas legalnie, mogą się zbytnio nad tym nie zastanawiać – ocenia Kubisiak.

Jak się jednak okazuje, nie tylko Ukraińcy przyglądają się bacznie temu, jak mogą zmienić się ich możliwości znalezienia dobrze płatnej pracy. Daniel Dziewit, twórca serwisu kojarzącego pracowników z Ukrainy z naszymi pracodawcami PracaDlaUkrainy.pl, dostaje ostatnio pytania również od firm z zagranicy.

– Przedsiębiorca z Luxemburga pytał mnie o to, czy po zniesieniu wiz uda mu się wśród Ukraińców zainteresowanych emigracją znaleźć potrzebnych mu pracowników. Widać wyraźnie, że Europa zachodnia wyczuła tę szanse na pozyskanie kapitału ludzkiego, który będzie się łatwiej asymilował i jest bardziej zainteresowany pracą – mówi Dziwit

W ostatnim czasie musi też odpowiadać na niezliczone telefony od samych Ukraińców, którzy za jego pośrednictwem chcą wysondować możliwości znalezienia pracy w Niemczech. W jego ocenie na razie ratuje nas jeszcze to, że Ukraińcom łatwiej dogadać się z Polakami, ale już wkrótce bariera językowa może nie mieć większego znaczenia.

– Niemcy w swoich pakietach dla imigrantów mają kursy językowe. Język polski jest oczywiście podobny do ukraińskiego, ale za to w Niemczech płace są dużo wyższe. To może być decydujące. W niemieckich mediach widać wyraźnie, że pojawia się coraz więcej informacji na temat tego, że Ukraińcy łatwo odnajdują się w nowej rzeczywistości i kulturze – mówi Dziwit.

W tym przygotowywaniu tamtejszej opinii publicznej na nową imigrację wykorzystywane są też pochlebne głosy dotyczące Ukraińców płynące z naszego kraju.

– Stałem się ostatnio obiektem wzmożonego zainteresowania niemieckich mediów. Ciągle ktoś do mnie dzwoni z pytaniami w sprawie Ukraińców. Można oczywiście powiedzieć, że mam paranoję, ale proszę pamiętać, co mawiał współzałożyciel Intela: tylko paranoicy przetrwają – mówi Cezary Kaźmierczak.

Zmieniamy politykę migracyjną?

Pytanie tylko czy rzeczywiście jesteśmy na przegranej pozycji w tym starciu. Oczywiście poziomem płac będzie nam trudno konkurować z Niemcami, ale jak podkreślają znawcy tematu, nasz rząd wiele robi, by tej różnicy nie zwiększać.

– Pracodawcy otrzymują sprzeczne komunikaty. Słyszeliśmy w połowie roku o planach zaostrzania przepisów migracyjnych. W ostatnich tygodniach pojawiły się wypowiedzi o szukaniu rozwiązań podobnych do tzw. zielonej karty. A na początku grudnia dowiedzieliśmy się, że w 2017 roku nie będzie żadnych zmian – mówi Andrzej Kubisiak.

Tymczasem dla eksperta Work Service oczywistym jest, że zmiany są po prostu konieczne. Obecna polityka migracyjna powoduje, że Ukraińcy przyjeżdżają do nas, żeby zarabiać przez 6 miesięcy i jak najwięcej pieniędzy wywieść do domu. Negatywnie wpływa to na polską gospodarkę, bo tracimy około miliona konsumentów.

– Ten model pozwala tylko na krótkoterminowe uzupełnianie luki. Dlatego musimy wyprzedzić to, co się dzieje w UE, bo to tylko pierwszy krok do otwarcia rynku pracy dla Ukraińców – przekonuje Kubisiak. Powinniśmy zatem próbować przynajmniej tworzyć warunki, które mogłyby Ukraińców zachęcić do pozostania u nas na dłużej.

Dla Prezesa ZPP najskuteczniejszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie mechanizmów, które sprawdzają się w USA. – Byłem emigrantem więc wiem, co jest tak naprawdę potrzebne. Przyznawanie praw pobytu czyli zielone karty, dostosowywane do tego ilu pracowników nam trzeba załatwiło by sprawę. Tymczasem my stosujemy błędną strategię powstrzymywania napływu, a przecież potrzebujemy pracowników – mówi Kaźmierczak.

W jego ocenie biznes sam mógłby udźwignąć koszty doszkalania pracowników czy kursów językowych. Choć Niemcy, z którymi mamy o imigrantów powalczyć zapewniają już teraz bezpłatne stypendia dla Ukraińców, nie widzi też potrzeby zapewniania dodatkowych świadczeń socjalnych.

– Powinniśmy stawiać na ludzi, którzy sami będą sobie potrafili poradzić. Za resztę zapłacą przedsiębiorcy. Nie widzę powodu, by płacili za to podatnicy – dodaje Kaźmierczak.

Włochów i Hiszpanów nie przyciągniemy

Nasi zachodni sąsiedzi najwyraźniej jednak uważają inaczej. Dlatego w swojej polityce migracyjnej mają do zaoferowania wiele zachęt, jak wspomniane szkolenia językowe czy dopłaty do tanich noclegów w pierwszych miesiącach na obczyźnie.

– W Niemczech jest cała sieć tanich hosteli dla obcokrajowców. W Polsce tego brakuje. Proponowane przez Francuzów i Niemców darmowe studia dla Ukraińców też trudno będzie przebić. Przy nich polskie programy wsparcia studentów z Ukrainy mogą okazać się mało konkurencyjne – mówi Daniel Dziewit.

W jego ocenie rządzący są wyraźnie zaskoczeni tym, co dzieje się na rynku pracy i nie są przygotowani do rywalizacji w przyciąganiu pracowników. Nie ma też dla niego wątpliwości, że to właśnie Ukraińcy są szansa, której nie możemy zmarnować.

Dla eksperta Work Service też wydaje się to oczywiste, bo jeśli nie Ukraińscy to kto? – Możemy jeszcze ze względu na różnice w zarobkach liczyć na Białorusinów, ale jest to jednak jest dużo mniejsza skala. Białorusinów jest po prostu blisko 5 razy mniej niż Ukraińców – mówi Kubisiak.

Wprawdzie na południu Europy bezrobocie wśród młodych sięga nawet 40 proc., ale jak dodaje, nie możemy liczyć na to, że nasze zarobki skuszą Hiszpanów czy Włochów. Dlatego ze wszystkich sił powinniśmy zabiegać o Ukraińców, którzy planują emigrować.

Według badań tamtejszego instytutu TNS Online Track, 50 proc Ukraińców chce wyjechać z kraju. Nigdy nie wrócić planuje aż 20 proc. respondentów. Przed rokiem takie plany miało tylko 10 proc. Kolejne 30 proc. rozważa wyjazd, ale na razie nie widzi takich możliwości. Jednak już wkrótce zniknąć może część barier związana z wizami.

KRZYSZTOF JANOŚ

Więcej postów

1 Komentarz

Komentowanie jest wyłączone.