Manewry Erdogana

Pojednaniu Turcji z Izraelem i Rosją towarzyszy pogarszanie się relacji z Niemcami.

 Dwieście  stron liczy uzasadnienie pozwu pod adresem prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana i grona tureckich wojskowych i polityków, złożonego  w niemieckiej Prokuraturze Generalnej w Karlsruhe. Znalazło się w nim oskarżenie o zbrodnie wojenne oraz akty ludobójstwa dokonanego w ostatnich miesiącach przez armię turecką w zamieszkałej przez Kurdów prowincji Sirnak w południowo-wschodniej Turcji.

Turecka zwojna domowa

Trwa tam regularna wojna, bombardowane są kurdyjskie miasta odcięte kordonem wojska od reszty świata. Władze w Ankarze zwalczają w ten sposób bojowników Kurdyskiej Partii Pracy.

Skąpe informacje o tych wydarzeniach przedostają się w świat, ale nikt w zasadzie nie reaguje w sytuacji, gdy Turcja stała się kluczowym partnerem UE w opanowaniu kryzysu  imigracyjnego.

Pozew powstał z inspiracji licznej grupy niemieckich obrońców praw człowieka, kilku deputowanych Bundestagu oraz członków rodzin ofiar walk w Turcji. Przedstawiono w nim wiele udokumentowanych przypadków zbrodni wojennych, np. w miejscowości Cizre, gdzie – jak wynika z pozwu – zginęło co najmniej 178 osób spalonych żywcem w piwnicach oblężonego miasta.

Drażnienie prezydenta

Nie ma obaw, iż pozew tego rodzaju doprowadzi do kolejnej sytuacji kryzysowej w relacjach niemiecko-tureckich. Jest niemal pewne, że prokuratura pozew odrzuci – twierdzi Ahmed Kuhalci z niemieckojęzycznego wydania „Hürriyet”.

Tak już było pięć lat temu, kiedy to do prokuratury wpłynął podobny pozew. Uznała wtedy, że Recep Tayyip Erdogan, ówczesny premier, cieszy się immunitetem i o żadnym postępowaniu mowy być nie może. Wtedy relacje niemiecko-tureckie były idealne, jeżeli porównać je z obecnym stanem rzeczy.

Władze tureckie nie zezwoliły właśnie grupie niemieckich wojskowych i polityków na wizytę w bazie Incirlik na południu kraju, gdzie stacjonują niemieckie tornada. Bez uzasadnienia. Wiadomo jednak, że Ankara pragnęła jeszcze raz przypomnieć Berlinowi, że nie zapomniała o uchwale Bundestagu uznającej  masakrę Ormian w czasach imperium osmańskiego za ludobójstwo. Niemieccy parlamentarzyści  nie ugięli  się wtedy przed groźbami Ankary mimo ostrzeżeń urzędu kanclerskiego, że drażnienie prezydenta Erdogana jest w określonej sytuacji politycznej obarczone wyjątkowym ryzykiem pogrzebania szans na realizację marcowego porozumienia UE–Turcja w sprawie imigrantów. Dzięki niemu zatrzymany został potok imigrantów z Turcji. Na jak długo, nie wiadomo. Na razie Turcja zajmuje się innymi sprawami.

Kierunek Moskwa i Tel Awiw

– Zszokowana Brexitem Europa nie znajduje się obecnie w centrum uwagi prezydenta Erdogana – tłumaczy „Rzeczpospolitej” Emre Goenen z Uniwersytetu Bilgi w Stambule. Wyrazem takiej oceny sytuacji jest list skierowany przez Erdogana do prezydenta Władimira Putina. „Nigdy nie pragnęliśmy ani też nie mieliśmy zamiaru zestrzelenia samolotu Federacji Rosyjskiej” – napisał prezydent Turcji, oferując poprawę relacji. Chodzi o zestrzelony w listopadzie ubiegłego roku operujący w Syrii  Su-24, który miał przekroczyć granicę Turcji. Zdaniem przedstawicieli Kremla prezydent Turcji wyraził w liście także żal i przeprosiny z powodu śmierci rosyjskich pilotów.

Rzecznik Erdogana zaprzecza, twierdząc, że list zawierał ofertę poprawy wzajemnych relacji. Moskwa jest usatysfakcjonowana.

Równocześnie we wtorek w Ankarze doszło do podpisania turecko-izraelskiego porozumienia przywracającego relacje dyplomatyczne, zerwane w 2010 r., po desancie izraelskich komandosów na jeden ze statków, na których tureccy aktywiści usiłowali dotrzeć z pomocą humanitarną do izolowanej Strefy Gazy. W czasie akcji zginęło dziesięciu obywateli Turcji. Wynikiem było zerwanie niemal przyjacielskich do tej pory relacji pomiędzy Tel Awiwem i Ankarą. To już przeszłość.

– Turcja nie może sobie pozwolić na luksus nieposiadania przyjaciół w regionie w sytuacji, gdy ważą się losy wojny w Syrii – twierdzi Emre Goenen. W Turcji przebywa nadal 3 mln uchodźców z Syrii i bez względu na wielomiliardową pomoc UE sytuacja taka nie może trwać wiecznie. Tak jak i wojna domowa na południu kraju.

PIOTR JENDROSZCZYK

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*