Fatalne wieści dla Polski! Wyciekły tajne dokumenty

Za sprawą organizacji Greenpeace do opinii publicznej przedostały się kopie dokumentów z negocjacji traktatu o wolnym handlu między USA a UE (TTIP). Niezależnie od tego, jakie porozumienie osiągną w punktach sprzecznych obydwie ze stron, to już wiadomo, że kompromis, w jakimkolwiek kształcie by on nie został wypracowany, będzie dla Polski fatalny.

 

W dokumencie wymienione są dwie strony: Stany Zjednoczone i Unia Europejska, nie zaś państwa członkowskie UE. Te ostatnie nie zostały wyszczególnione w ogóle. Pytanie zatem, jak w całokształcie dokumentu zostanie uznany ich status? Czy nie okaże się przypadkiem, że we wszelkich sporach z korporacjami będzie je reprezentowała Komisja Europejska? Jest to bardzo prawdopodobne, graniczące wręcz z pewnością, jako że „przedsiębiorstwo jednej ze stron” zostało zdefiniowane nie na poziomie narodowym, ale unijnym. Dokument wprost je określa jako „przedsiębiorstwo zorganizowane i ustanowione prawem strony” czyli prawem unijnym, nie zaś narodowym.

Jako organ kontrolujący oraz posiadający uprawnienia na szczeblu centralnym wymieniona jest Komisja Europejska, co pozwala domniemywać, że każde stanowisko państwa członkowskiego może zostać uznane za oficjalne w relacjach w ramach TTIP tylko i wyłącznie w sytuacji, kiedy uzyska aprobatę UE.

Z treści umowy wynika, że to nie prawodawstwo poszczególnych krajów członkowskich będzie decydujące, ale prawodawstwo unijne i to właśnie unijne regulacje stanowią przedmiot umowy.

Przedmiotem umowy nie są terytoria państw członkowskich UE, ale obszar całej UE, jako integralnej całości, przy zupełnym pominięciu podziału na państwa narodowe, co w sposób zupełnie niedemokratyczny tworzy nowy ład polityczno-prawny.

Zgodnie z negocjowaną umową stroną wyrażającą zgodę na import „produktów nowoczesnego rolnictwa”, którym to eufemizmem określono produkty GMO, wyrażać ma strona umowy, czyli Komisja Europejska, nie zaś poszczególne kraje członkowskie, niezależnie od tego, czy te ostatnie życzą sobie GMO na swoim terytorium. Jeżeli KE zaakceptuje ten skądinąd jeszcze sporny punkt, zarówno Polska jak i inne kraje członkowskie zostaną zalane genetycznie modyfikowaną żywnością ze Stanów Zjednoczonych, która nie będzie nawet miała oznakowania, iż jest GMO.

Z ujawnionych dokumentów wynika, że jeżeli dojdzie do konfliktu między państwem członkowskim a np. korporacją i mediacji, reprezentantem państwa członkowskiego w tym procesie będzie Komisja Europejska, ponieważ to ona – jako przedstawiciel UE – jest stroną tej umowy. Co więcej, to Komisja Europejska, nie zaś kraj będący w konflikcie ma akceptować skład trybunału arbitrażowego, co oznacza, iż KE będzie działała w zgodzie z interesem eurokratów (często w ten czy inny sposób powiązanych z korporacjami), nie zaś państwa będącego w sporze z np. korporacją.

Nastąpi ponadto gwałtowny rozrost biurokracji. Powstanie szereg różnych komisji w tym m.in. komisja ds. handlu winem i napojami procentowymi. Należy spodziewać się, iż w dłuższej perspektywie czasu będą one działały na rzecz konkretnych grup producentów, co oznacza, że polskie winiarstwo i nie tylko ono może zostać poważnie zagrożone.

O ile przekazanie negocjacji w sprawie TTIP w ręce Komisji Europejskiej z powodzeniem nazwać można zbrodnią stanu, o tyle ewentualne przyjęcie tego dokumentu może w praktyce oznaczać koniec państwowości Polski i innych krajów wspólnoty, wówczas występujących już oficjalnie jako federacj

ANNA WIEJAK

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!