Banderowiec Siemoniak pcha Europę do wojny

Sondaż w krajach NATO, wskazujący że wielu europejskich respondentów waha się, czy ich kraj powinien użyć wojska w razie ataku na innego sojusznika, to dowód, że trzeba budzić wrażliwość na zagrożenia i gotowość do działania – ocenił wicepremier, szef MON Tomasz Siemoniak.

 

W wyniku przeprowadzonych badań opinii publicznej mieszkańców krajów NATO, przez jeden z zagranicznych instytutów, wyszło na jaw, że prawie nikt nie chciałby umierać za Polskę lub kraje bałtyckie w przypadku agresji ze strony Federacji Rosyjskiej. Pytania były w ankiecie sformułowane nieco bardziej ogólnie, bo chodzi o flanki NATO, jednakże geografia jest taka sama dla wszystkich i nie kłamie.

Istotą badania Pew Research Center [tutaj] jest wynik, podany do publicznej wiadomości w bardzo ciekawym momencie, bo w chwili kiedy USA zaczęły mówić o nowych sankcjach wobec Rosji. Tymczasem okazało się, że nie ma jedności wśród poszczególnych narodowych opinii publicznych członków NATO, w przedmiocie stosowania zobowiązań wynikających z art. 5 Traktatu. Niechęć do pójścia na wojnę za peryferia, wśród ludności krajów bogatego Zachodu jest jednoznaczna i musi powodować refleksję ogólną na peryferiach.

Przede wszystkim należy się zastanowić nad konstrukcją samego NATO, ponieważ uczestniczenie w Sojuszu, który Sojuszem przestaje być i ze względu na problemy z opinią publiczną w poszczególnych krajach, już raczej nim się nie stanie – nie ma żadnego sensu – w przypadku kraju takiego jak nasz, którego status określa BUFOROWE POŁOŻENIE. Jeżeli nie możemy liczyć na pomoc sojuszników, to prawdopodobnie o wiele bardziej opłaca się nam być państwem poza blokowym, który swoją polityką nie będzie nikomu, nawet w opcji zagrażał. Oczywiście w takim ujęciu docelowo należałoby oprzeć własne bezpieczeństwo, na własnych elementach budowy potencjału odstraszania, gdzie sprawna armia zawodowa, liczne przeszkolone i gotowe do walki rezerwy oraz narzędzia oddziaływania strategicznego (np. broń masowego rażenia), to byłyby elementy realne a nie wirtualne i nieosiągalne.

Równolegle trzeba także zastanowić się nad naszym zachowaniem się w ramach Sojuszu, czy przypadkiem polityka prowadzona w ostatnich latach, nie skazała nas na ostracyzm i wykluczenie z kręgu państw rzeczywiście istotnych dla całej układanki wzajemnych gwarancji powszechnego bezpieczeństwa? Przecież musi być jakiś powód, dla którego obraz naszego kraju w percepcji opinii publicznej poszczególnych krajów sojuszniczych, jest taki jaki jest – a nie inny i oto jego efekty?

Być może rząd powinien rozważyć stałe prowadzenie jakiegoś rodzaju akcji promocyjnej – wyświetlającej problemy naszego kraju przed opinią publiczną krajów sojuszniczych? W praktyce nie ma innego sposobu na to, żeby nas nie traktowana inaczej niż jedynie buforu, który z konieczności po prostu poświęci się w konflikcie. Czas zacząć mówić o korzyściach strategicznych dla NATO z członkostwa Polski, jeżeli takowe są.

Geografia nie kłamie, dzisiaj – przynajmniej do póki tzw., państwo islamskie nie opanuje północy Afryki i Turcji, jedyne zagrożenie jakie jest realne przed Europą, to konflikt na osi Wschód – Zachód. W takim scenariuszu, na pewno takowy, w jakiejś mierze będzie nas dotyczył, choćby walczyli tylko Bałtowie i Finowie! Dlatego musimy mieć pełną świadomość konsekwencji wynikających z polityki agresji i wykluczenia, jakiej rzecznikiem są Stany Zjednoczone przeciwko Federacji Rosyjskiej oraz jaką prowadzono z naszym udziałem w naszym imieniu przez lata wobec Białorusi i ostatnio także wobec Rosji. Konsekwencją konfliktu na tym kierunku będzie w jakiejś mierze użycie naszego terytorium w jego toku.

Identyfikując aktualne największe zaognienia na linii Wschód – Zachód, musimy być pragmatykami. Pożar rozpalony na Ukrainie jeszcze może się ponownie rozniecić. Nic na to nie poradzimy, polityka wschodnia Unii Europejskiej na tym kierunku była poroniona i zupełnie zła, nie uwzględniała ryzyka jakie może nas w każdej chwili spotkać z tego kierunku. Niestety drugim ogniskiem ryzyka są państwa bałtyckie, z których niektóre, nie tylko że pozwalają na czczenie własnej faszystowskiej przeszłości w biały dzień i w stolicy kraju przez kombatantów Waffen SS, to jeszcze konsekwentnie prowadzą politykę apartheidu wobec mniejszości narodowych na swoim terenie, w tym – w różnym stopniu mniejszości rosyjskojęzycznej i polskiej.

Oczywiście o tym się w naszym kraju nie mówi, tymczasem jest naprawdę fenomenem, że te trzy państwa, mające problemy ze swoją własną tożsamością i najnowszą historią, w ogóle zostały przyjęte do Unii Europejskiej i NATO. Za ten błąd odpowiadają Amerykanie, którzy w swojej totalnej niewiedzy i nieudolności – przygotowali tu Europie podobne nowe piekło jak wcześniej na Bałkanach. Uwaga – nie badamy tutaj amerykańskich intencji, liczą się realia a te są takie jakie widać – gdziekolwiek ten kraj nie wejdzie, tam jest wojna, ludobójstwo, upadki państw, łamanie prawa międzynarodowego i tworzą się ogniska terroryzmu, które krzepną z czasem. Musimy to ryzyko wliczyć w naszą sytuację ogólną, że Amerykanom po prostu może coś „nie wyjść”, ponieważ np. oceniają sytuację za pomocą komputerów ze sztuczną inteligencją, które mają jakiś błąd w oprogramowaniu, który odkryją dopiero historycy informatyki za 300 lat podczas wykopalisk archeologicznych na gruzach obecnego świata. Powód nie ma znaczenia, liczy się to, że ten kraj w swojej polityce popełnia tak rażące błędy, że przy ich skali – zanim w ogóle ktokolwiek się zorientuje, możemy mieć pogranicze w ogniu walk i stosy trupów na ulicach. Wystarczy przypomnieć sobie dramat Gruzji w 2008 roku, kiedy to jej po prostu niepojętny przywódca wydał rozkaz do ataku na jedną z tzw. separatystycznych gruzińskich republik. Konsekwencje znamy, oczywiście przekłamane w mediach, ale jak ktoś chce może sobie doczytać. Kto wówczas stał za tym politykiem i wspierał Gruzję? Uwaga druga – nie ma znaczenia, czy Gruzini mieli rację, słuszność, czy byli ofiarami, czy sprowokowali wydarzenia. Liczy się to, że stosy trupów przywożono do Tbilisi ciężarówkami chłodniami. Tylko, czy o to chodzi w polityce bezpieczeństwa? Przecież przed tym mamy się ustrzec!

W naszych realiach mogłoby być o wiele groźniej niż w przypadku Gruzji, ponieważ nasze państwo jest ekstremalnie słabe, a ma wokoło siebie wielu licznych pozornych przyjaciół, dla których w istocie jest wszystko jedno, czy u nas jest Polska, czy byłyby np. tylko lasy. W tym kontekście przy słabości struktur państwa i absolutnym upadku wszelkich politycznych autorytetów, dla nas ewentualny konflikt zbrojny mógłby zakończyć się zmianą status quo, który odziedziczyliśmy po poprzednim wielkim resecie z lat 1939-1945.

Z powyższych względów, ponieważ nie możemy się zabezpieczyć sami, ani nie możemy liczyć na 100% na sojuszników, musimy zrobić wszystko, żeby eliminować WSZELKIE ZAGROŻENIA a z każdym sąsiadem – i nie tylko – żyć jak najlepiej i to bez względu na przeszłe animozje historyczne, czy też nawet dręczenie lub nieuznawanie pełni praw naszej mniejszości narodowej. Ponieważ mamy zbyt wiele do stracenia.

Słaby i biedny kraj, z wynędzniałym społeczeństwem, powinien prowadzić politykę nastawioną na eliminację i unikanie zagrożeń oraz – w kolejnym etapie – poszukiwanie możnych i silnych protektorów. Oczywiście na innych kierunkach niż obecny, ponieważ temu nie możemy ufać. Jeżeli popełnimy błąd, to scenariusz resetu jaki znamy z września 1939 roku może się powtórzyć, bez względu na to ile będziemy mieli czołgów, samolotów, czy też dronów bojowych. Bez broni masowego rażenia w tym położeniu – jesteśmy zdani na kaprysy geopolityki. Przy czym trzeba, też mieć świadomość, że w obecnym stanie zapaści państwa, nawet z bronią masowego rażenia i środkami jej przenoszenia, co najwyżej bylibyśmy jak ślepy we mgle lub co bardziej prawdopodobne – jeżeli rządziłaby nami oszołomiona cześć sceny politycznej, to jak małpa z brzytwą. Wówczas scenariusz resetu mógłby być ostateczny.

Wnioski: jak ktoś ma dzieci niech uczy je trzech kluczowych języków: niemieckiego, angielskiego i rosyjskiego. Jeżeli jakikolwiek Polak kończy szkołę średnią – MUSI ZNAĆ TE TRZY JĘZYKI w stopniu umożliwiającym swobodną komunikację na poziomie ogólnym, w tym czytanie i pisanie. Tylko w ten sposób możemy zbudować świadome społeczeństwo obywatelskie, które potrafiłoby wchodzić w interakcję ze społeczeństwami najważniejszych sąsiadów – bez uprzedzeń, znając język, rozumieć kulturę i formułować poprawne poglądy na temat czyichś intencji, jak również nie budzić ani zażenowania, ani – niestety – nienawiści.

Obserwatorpolityczny.pl

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

7 Komentarze

  1. Szmata!! Szmajora!! cipa sw?dzi i chce zeby go banderowcy podrapali bo tu nikt sie nie da. Niech sam idzie walczy?. Po pierwszym kontakcie ogniowym poczuje w gaciach z?ote kropelki ciep?ego moczu i sie okopie do pozycji le??cej dupa do góry z majtami w dole, zeby go wygrzmoci? a krzywdy nie zrobi?….

  2. Nasze polityczne amerykanskie slugusy czy to SLD i prawica specjalizuja sie w wchodzeniu Ameryce do dupy. Wiezienia CIA sprawka lewicy .Polska musiala zaplacic kare przez skurwieli..Leeper jak zyl to mowil o ladujacych samolotach.To skurwiel MILLER probowal zrobic z niego idiote.

  3. Jakie nieograniczone pok?ady bezczelno?ci i nienawi?ci do polsko?ci jest w panu, panie Siemoniak, ?e pomimo powszechnej wiedzy o pana ukrai?sko-banderowskim pochodzeniu przyjmuje pan funkcje ministra obrony narodowej i vpremiera ‚polskiego’ rz?du. Do grona Pa?skich ideowych antenatów nale?? by? mo?e nie tylko Melnyk, ?ebed, Bandera, ale i morderca min.Pierackiego bojowiec OUN niejaki Hryhoryj Maciejko. Panie Siemoniak: zdrowa cz??? naszego narodu jest odporna na sta?? wasz? kampanie d???c? do sk?ócenia Polaków i Rosjan.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*