Rezerwa na ćwiczeniach Dragon 17, czyli ponury obraz wojska

Największe tegoroczne ćwiczenie wojskowe DRAGON 17, z udziałem ok. 17 tysięcy żołnierzy polskich i zagranicznych, a także rezerwistów oraz kilkudziesięciu żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej pokazały jaki jaki jest rzeczywisty stan  naszych rezerw, wyposażenia i koordynacji z  jednostkami operacyjnymi.  Ujawnił to nie generał dwugwiazdkowy, odpowiedzialny za ćwiczenia,  ale Piotr Śmielak, oficer rezerwy  w obszernym  i udokumentowanym zdjęciami raporcie pt. „ Dragon 17. Największa kompromitacja w dziejach MON.”  Z wykształcenia  jest historykiem, z zawodu managerem, a co najważniejsze pasjonatem wojska.

Autor wielokrotnie podkreślał, że zaniechania  dotyczą wielu ekip kierownictwa MON od przeszło 20 lat. Oba teksty ukazały się w piątek i niedzielę ( pierwszy z nich już po pierwszym dniu miał 120 tysięcy odsłon) i są dostępne w przeglądzie mediów na portalu.  Na reakcję szefa MON nie trzeba było długo czekać, skoro rzecznik ministra obrony narodowej Pani ppłk Anna Pęzioł-Wójtowicz w sobotę zakomunikowała, że Antoni Macierewicz przyjął raport odpowiedzialnego za ćwiczenia  dowódcy Generalnego  RSZ  gen. dyw. Jarosława Miki w dniu 3 listopada br., czyli następnego dnia po pierwszej części raportu i podjął bardzo konkretne działania. Były  to  następujące decyzje o dużym znaczeniu dla resortu obrony. Chodzi o :

  • podporządkowanie WSzW i WKU dyrektorowi Departamentu Kadr ( podlegała szefowi Sztabu Generalnemu WP, a konkretnie P-1), z jednoczesnym dostosowaniem ich działania do wniosków wynikających ze Strategicznego Przeglądu Obronnego ( SPO),
  • podpisanie zamówienia na dostarczenie do końca bieżącego roku 100 tysięcy kompletów zimowych i letnich mundurów oraz odzieży ochronnej, a także ponad 20 tys. hełmów kewlarowych,
  • natychmiastową realizację wniosków wynikających ze SPOw zakresie niezbędnych zmian systemu logistycznego i zaopatrzenia Sił Zbrojnych, tak aby wzmocnić i usprawnić struktury wykonawcze terytorialnego systemu zaopatrywania jednostek wojskowych.

Są to jak działania jak najbardziej potrzebne,  ale w przypadku zlecenia  Inspektoratowi Uzbrojenia czy też Wojskowym Oddziałom Gospodarczym umów na dostawę sto tysięcy kompletów zimowych i letnich mundurów oraz odzieży ochronnej, a także ponad 20 tys. hełmów kewlarowych, mało realne z uwagi na procedury przetargowe i ograniczone zdolności produkcyjne naszych fabryk. Chyba że mundury i hełmy dostarczą nam do końca roku Chińczycy.

Pośpiech – jak to mówią  jest wskazany przy łapaniu pcheł. Na razie musimy rozwiązać kilkadziesiąt innych problemów, które wyszły w trakcie największych, tegorocznych  polskich ćwiczeń wojskowych, do których zaproszono nieopacznie rezerwistów  oraz dopiero co tworzone Wojska Obrony Terytorialnej. Znajdujący się na ćwiczeniach uważny obserwator i pasjonat wojska zauważył następujące problemy, które zasygnalizował w dwóch swoich tekstach.  Są to:

  • niewydolność WKU i brak przeszkolonych rezerw. Bardzo szybko się okazało, już w trakcie organizacji ćwiczeń, że nie uda się powołać na Dragona 17 zakładanej liczby rezerwistów. Zdecydowana większość komend WKU, nie była w stanie dostarczyć na w/w ćwiczenia więcej niż kilkudziesięciu żołnierzy, co stanowi zaledwie około 60-70 proc. (w zależności od jednostki) wymaganych stanów żołnierzy!,
  • niezgodność przydziałów z posiadanymi przez rezerwistów specjalnościami. W rezultacie marynarze trafiali do rozpoznania, lotnicy do wojsk zmechanizowanych, zaś np. artylerzyści do … logistyki (!),
  • brak koordynacji między WKU, który posiada dokładne spisy etatów do obsadzenia przez rezerwistów wraz z wymaganą specjalnością i odpowiednimi dokumentami a jednostkami wojskowymi. Sprawa nierozwiązana dla każdej opcji politycznej od przeszło 20 lat, pomimo monitów dowódców brygad i dywizji, Bałagan skumulował się na Dragonie 17, gdzie prawdopodobnie co drugi żołnierz nie miał przydziałów zgodnych z jego specjalnością. A szczytem kuriozum, był fakt iż na ćwiczenia kierowano osoby bez przysięgi wojskowej(!) Jak na ćwiczeniach przekazać legalnie takim ludziom broń, skoro zgodnie z prawem są nadal cywilami?
  • brak rzetelnej informacji ze strony WKU, ile będą trwały ćwiczenia. Mówiono, że przez weekend, a dopiero na miejscu dowiadywali się, że nie będą widzieli się z rodziną prawie miesiąc,
  • WOG-i wiedzą lepiej niż dowódcy jednostek. Dawniej to dowódca Jednostki Wojskowej decydował, co ma być wydane żołnierzowi na ćwiczenia. Po reorganizacji, okazało się, że regulacje ustala centrala. Na 29 dni wystarczał tylko: 1 mundur, dwie pary skarpet, dwa podkoszulki, koszulka i spodenki gimnastyczne, dwa ręczniki, bez możliwości przeprania. Wojsko na jesienne noce dostało między innymi pustynne (to nie żart!) szorty i podkoszulki oraz zimowe tzw. behatki. W rezultacie, po pierwszej nocy spędzonej w polu, szosy i drogi wokół poligonu szybko zaroiły się od samochodów zaniepokojonych rodzin, które zaczęły żołnierzom przywozić ciepłe ubrania na noc, foliowe płaszcze i plandeki przeciwdeszczowe oraz inne wyposażenie, które powinni dostać z MON, a nie dostali,
  • kompromitujące sprawy socjalno-bytowe. W wielu miejscach brakowało np. sanitariatów. Bałagan organizacyjny w WOG dał tutaj o sobie wyjątkowo znać. Na jednym obozowisku toy-toye nie zdążyły być ustawione na czas. Na drugim zdjęto je bez powiadamiania dowódców ćwiczących oddziałów, na kilka dni przed tym, zanim wojsko zjechało z poligonu! Stąd bywało, iż na 200-300 żołnierzy przypadały 2 toy-toye!
  • Inne normy wody dla rezerwistów i sztabowców. Dzienne normy mówią o 3,7 litra wody dla mężczyzn. Rozporządzenie MON z dnia 4 marca 2011 określa normę należności wody pitnej butelkowanej 1,5 l na czas pokoju i 2,5 litra na czas wojny. Normy 1.5 litowe nie dotyczą wyższych urzędników MON, ani zagranicznych żołnierzy, którzy wody mieli pod dostatkiem. Dochodziło do gorszących scen gdy na stołówkach obsługa, zabierała butelki z wodą, tym którzy chcieli jej pobrać więcej niż przysługujące 1,5 litra (nawet kobietom),
  • brak kantyn i możliwość spędzania wolnego czasu po ćwiczeniach. Okazało się, że bufety funkcjonują tylko gdy ćwiczą wojska NATO, tam zaś gdzie ćwiczy żołnierz polski, ani bufet, ani kantyna się jemu nie należą! Choć poligon jeden dla wszystkich,
  • różnicowanie żołnierzy na lepszych, czyli WOT i zawodowe oraz  gorszych  – rezerwowe. Zadziwiające więc jest, że niedoświadczone i niewyszkolone Wojska Obrony Terytorialnej (trudno być wyszkolonym, po paru miesiącach istnienia) dostały na wyposażenie nowoczesne kamizelki, hełmy kevlarowe, środki łączności i pozoracji, a wyszkolona Rezerwa na której będzie spoczywał główny ciężar obrony, dostała zabytkowe hełmy z PRL, wyposażenie  wyciągnięte z dna magazynów (np. pustynne kamizelki taktyczne – to nie żart) oraz muzealny sprzęt do obsługi,
  • Zużyty sprzęt. Na ćwiczeniach królował sprzęt rodem z PRL. Niejednokrotnie na poligonach występował sprzęt… muzealny!
  • łączność w polu za pomocą … cywilnych telefonów komórkowych. Wielu żołnierzy Rezerwy uszkodziło swoje prywatne telefony komórkowe chcąc jak najlepiej wykonać powierzone im przez przełożonych zadania. I podobnie jak za leki, nikt im za to nie zwróci. Wyłączenie sieci komórkowej przez prywatnych operatorów na obszarach ćwiczeń Dragon 17 rozłożyłoby całe ćwiczenie. Jest to tym bardziej zdumiewające, iż w styczniu 2016 roku MON zakupił za ponad 600 mln zł., ok. 2000 sztuk dobrej jakości radiostacji firmy Harris, ale na Dragonie 17 taki sprzęt był rzadkością.
  • brak systemu zarządzania polem walki szczebla batalionu BMS (Battlefield Management System), na który wojsko czeka od dawna. Wśród żołnierzy obrósł już legendami. Co ciekawe taki system, niezłej jakości jest produkowany w Polsce od kilku lat,
  • Duże zaangażowanie dowództwa ćwiczących jednostek oraz ich kadry zawodowej. Częstokroć ich elastyczność szkolenia i co tu mówiąc profesjonalizm ratował sytuację. Przećwiczono wiele elementów, które dla rezerwistów, po 10-20 latach przerwy w ćwiczeniach, były novum. Starano się nawet podchodzić indywidualnie do poszczególnych żołnierzy. Nie żałowano dostępnych sobie sił i środków. Niczego dobrego nie można powiedzieć o niektórych sztabowcach z Warszawy. Wg autora, skupiali się na mapach i wirtualnym przesuwaniu wojsk na komputerach sztabowych. Dochodziło do sytuacji, w których niektórzy sztabowcy z Warszawy, dowiadywali się po dwóch dniach, iż mają prawdziwe pododdziały w polu. Często miało się wrażenie, że przybywający oficerowie z Warszawy są bardziej zainteresowani szybszym powrotem do domu, niż dobrze przeprowadzonymi ćwiczeniami.
  • podsumowanie ćwiczenia Dragon’17 pokazały jednoznacznie, że w wojsku nie zaszły żadne istotne zmiany, poza zmianami jednych twarzy na drugie. Procedury, pokazówki to elementy rodem z PRL, które są nadal kultywowane w MON na szczeblu centralnym. Problem wojska to nie dowódcy jednostek wojskowych, ale cała otaczająca je administracja z WOG-ami, WKU i MON w Warszawie. Może czas najwyższy owe WOG-i, WKU i administrację w terenie, przyporządkować odpowiednim dowódcom brygad i dywizji, lub choćby dowódcom garnizonów? Tak aby oni decydowali kogo i co potrzebują na czas ćwiczeń – konstatuje autor raportu.

Treść tych raportów już wstrząsnęła wojskiem i będzie przedmiotem wielu komentarzy w mediach. Wykorzysta to z pewnością opozycja, chociaż nie jest bez winy. Warto jednak jeszcze raz wiele kwestii przedyskutować, bo spojrzenie rezerwisty, nie ograniczonego obawą o swoje stanowiska jest bardzo cenne. Tym bardziej że obecna władza nie bardzo chce słuchać generałów, szczególnie tych w rezerwie.

Piotr Śmielak podejrzewa, że zamiast wyciągnąć wnioski i  wprowadzać sensowne reformy, to wzorem poprzedników z PO, szef MON nieformalnie zakaże przeprowadzać ćwiczeń dłuższych niż 7-10 dni, aby bałagan w armii nie był tak widoczny. Być może ograniczy liczbę ćwiczących żołnierzy Rezerwy, albo ze szkodą dla Polski ich zakaże, jak zrobiła to PO. Ograniczy się być może, wizyty dziennikarzy na poligonach i w jednostkach. A jeśli sprawa się zbyt szeroko „rozleje” to pewnikiem będzie się szukało kozła ofiarnego obecnej sytuacji. I jak znam życie będzie to, jakiś Bogu ducha winny żołnierz, możliwie niskiej rangi.

WOLIN 

Polub Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*