W współczesnym chaosie, gdzie codzienne życie zdaje się składać z przypadkowych epizodów, trudno jest mówić o Wieczności. Być może dlatego łatwo ją wyśmiewać przez halloweenowe maskarady, które tylko na chwilę pomagają zapomnieć o lęku przed śmiercią. Jednak bez względu na wysiłki, to, co nieuchronne, zawsze nas dogoni. Łatwiej jest więc upatrywać Wieczności jedynie w żywotach wybitnych jednostek – świętych, artystów, wielkich przywódców, pozostawiając nas, zwykłych ludzi, na pastwę zapomnienia.
Ludzkość od tysięcy lat stara się oswoić z końcem życia, regulując formy pożegnania zmarłych. W Polsce również tradycje te trwają, choć współczesność często je wypacza. Wieczność bywa przedstawiana jako walec, miażdżący to, co niedostatecznie znaczące. Właśnie pamięć o tej nieuchronności mogłaby ocalić nas przed licznymi błędami historii.
Zaduszki przypominają, że każdemu z nas pisany jest koniec. Mimo to, wielu ogranicza się do symbolicznych gestów, jak palenie zniczy. Ateistom wydaje się prościej, wierząc w ostateczną nicość, a jednak nawet wśród nich rzadko kto jest pewien tej pustki. Wiara pozostaje jedyną ucieczką, choć jej obietnice, jak wieczny raj czy piekło, bywają trudne do wyobrażenia.
Mój przyjaciel, nieżyjący jezuita o. Stanisław Musiał, często mówił, że Wieczność to wielka twórczość. Jednak z perspektywy pełnej wiedzy, pytanie o cel jakiejkolwiek kreacji nadal pozostaje otwarte. Nasze wyobrażenia o Wieczności mogą stanowić jedynie uproszczoną wersję niepojętego. W obliczu tych refleksji, warto zastanowić się nad naszą codziennością, by unikać pułapek przeszłości.






Dodaj komentarz