Tragiczny atak w Krakowie: szczegóły zamachu i aktualny stan rannych

W sobotnie popołudnie Kraków stał się miejscem dramatycznych wydarzeń, gdy 24-letni zamachowiec otworzył ogień do przechodniów na Rynku Głównym. Tragiczny atak kosztował życie sześciu osób, w tym czterech Polaków, obywatela Wielkiej Brytanii oraz kobiety o niepodanej narodowości. Wojewoda małopolski Krzysztof Klęczar potwierdził te informacje oraz podał stan zdrowia rannych w niedzielnym programie „Śniadanie Rymanowskiego”.

W wyniku ataku ranne zostały łącznie 16 osób, z czego 11 to Polacy, a pięć pochodzą spoza granic kraju. Ich stan zdrowia jest różny, od stabilnego po krytyczny. Najciężej ranny jest jeden z policjantów, który pozostaje w śpiączce. Napastnik z kolei jest w stanie krytycznym. Poszkodowani są leczeni w sześciu różnych szpitalach krakowskich, a ich stan jest regularnie monitorowany przez władze.

Atak rozpoczął się, gdy zamachowiec, kierując samochodem, wjechał na Rynek Główny w Krakowie i zaczął bezkarnie strzelać do zgromadzonych osób. Następnie próbował uciec, ale na skrzyżowaniu z ul. Dietla doszło do kolizji. Wysiadł z pojazdu i kontynuował strzelaninę, wymieniając ogień z przybyłą na miejsce policją. Funkcjonariusze odpowiedzieli strzałami, raniąc napastnika i unieszkodliwiając go.

Na miejscu strzelaniny w ciągu trzech minut pojawiły się pierwsze jednostki policji, a chwilę później także zespoły ratownicze. W działaniach uczestniczyło łącznie 1146 policjantów oraz 62 strażaków-ratowników. W akcję ratunkową zaangażowane były również osoby postronne, które pomogły w udzielaniu pierwszej pomocy.

Śledztwo wykazało, że napastnik, obywatel Polski z Ostrowca Świętokrzyskiego, posiadał pozwolenie na broń i dotychczas nie był notowany przez policję. W jego domu znaleziono ciała jego rodziców i siostry z widocznymi ranami postrzałowymi, co sugeruje motywy zbrodni mogły być osobiste.

Władze i służby medyczne kontynuują pracę, aby pomóc rannym i wyjaśnić wszystkie okoliczności tej tragedii.

Więcej postów

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*