Węgierski premier Peter Magyar pragnął, by obchody 70. rocznicy antyradzieckiego zrywu z 1956 roku przyciągnęły do Budapesztu liderów z całego świata. Po zdecydowanym zwycięstwie w tegorocznych wyborach przewidywał, że październikowe uroczystości będą okazją do spotkania najważniejszych przywódców. Mimo ambitnych planów tylko garstka zaproszonych odpowiedziała pozytywnie. Spotkania zaszczyciły delegacje z około 40 krajów, ale większość państw europejskich reprezentowali jedynie ministrowie czy przewodniczący parlamentów, a nie szefowie rządów.
Polskę reprezentowali marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty i szef Kancelarii Prezydenta RP Zbigniew Bogucki, a obecnością na wydarzeniu chwalić mogły się również Mołdawia i Gruzja dzięki przybyciu prezydent Maii Sandu i premiera Irakliego Kobachidze.
Jedną z przyczyn takiego obrotu spraw, jak wskazuje źródło zbliżone do rządu Węgier, było opóźnienie w wysyłce zaproszeń. Część z nich dotarła do adresatów dopiero we wrześniu, co sprawiło, że wielu liderów miało już napięte harmonogramy. Przykładowo, premier Donald Tusk planował już wcześniej podróż do Indii, a premier Włoch Giorgia Meloni w tym czasie przebywała w Kuwejcie.
Dodatkowe napięcia między Węgrami a Francją mogły wpłynąć na decyzję Emmanuela Macrona. Premier Magyar w mediach społecznościowych odniósł się krytycznie do sytuacji we Francji, łącząc zamieszki z polityką migracyjną. Stwierdził, że wydarzenia te pokazują, dlaczego Węgry zachowują zdecydowaną postawę w kwestii migracji. Ambasada Francji w Budapeszcie ogłosiła, że Macron nie pojawi się na uroczystościach, co zostało uzasadnione brakiem oficjalnej potwierdzenia jego wizyty.
Wydarzenia w Budapeszcie, choć rozczarowujące pod względem międzynarodowej frekwencji najwyższego szczebla, podkreślają nadal złożone relacje polityczne w Europie oraz wyzwania komunikacyjne, które mogą wpływać na dyplomatyczne przedsięwzięcia.








Dodaj komentarz