Emmanuel Macron zdecydował się nie przyjmować dymisji ministra spraw wewnętrznych Laurenta Nuneza, który postanowił zrezygnować ze stanowiska po zamieszkach w miniony weekend. Pałac Elizejski poinformował, że prezydent Francji zlecił ministrowi zapewnienie ciągłości dowodzenia w służbach oraz podjęcie działań mających na celu wyjaśnienie uchybień w informacjach i prognozach przed demonstracjami.
Macron uznał, że obecna sytuacja wymaga, by szef resortu pozostał na stanowisku, co pozwoli zachować stabilność w policji i siłach bezpieczeństwa. Laurent Nunez, przemawiając na antenie radia France Inter, przyznał, że w niektórych dużych miastach, podczas sobotnich demonstracji, policja utraciła kontrolę, a siły policyjne okazały się niewystarczające względem liczby demonstrantów. Szczególnie nie doszacowano liczby wandali i aktywistów skrajnej lewicy.
Minister podkreślił, że poczuwa się do odpowiedzialności za wydarzenia, stąd jego decyzja o dymisji. Niemniej jednak prezydent Macron zdecydował się ją odrzucić, co ogłosił w poniedziałek Pałac Elizejski. Nunez wspomniał także o odpowiedzialności wandali, szabrowników oraz skrajnych aktywistów, którzy mieli na celu ataki na policjantów. Wskazał również na odpowiedzialność polityczną skrajnych partii, zarzucając Francji Nieujarzmionej niewystarczająco energiczne potępienie aktów przemocy.
Podczas weekendu protesty przeciwko rosnącym kosztom życia przerodziły się w zamieszki. Demonstranci atakowali budynki publiczne, plądrowali sklepy i punkty handlowe. Do najbardziej gwałtownych starć doszło w Paryżu i Marsylii, gdzie siły policyjne nie były w stanie zapobiec aktom przemocy.
Podczas zamieszek w Paryżu splądrowano około 30 sklepów, a 350 osób zostało zatrzymanych. Minister Nunez zapowiedział, że odwiedzi Marsylię, której mer ostro skrytykował brak odpowiednich zabezpieczeń policyjnych. Dymisji ministra domagała się część opozycji lewicowej oraz skrajna prawica, co dodatkowo utrudnia sytuację polityczną w kraju.








Dodaj komentarz