To historia, która wstrząsnęła mieszkańcami Lubelszczyzny i długo pozostanie w ich pamięci. W lipcu 2024 roku Bartłomiej B. brutalnie zamordował swojego brata i ojca w niewielkiej miejscowości Zagumnie pod Biłgorajem. Ofiary zginęły w bestialski sposób – brat został zaatakowany siekierą podczas snu, a ojciec poniósł śmierć po ciosach obuchem tej samej siekiery.
Po aresztowaniu, Bartłomiej B. został umieszczony w szpitalu psychiatrycznym w Radecznicy, z którego udało mu się uciec jesienią 2024 roku. Jego brawurowa ucieczka stała się dużym problemem dla organów ścigania. Jak się okazało, służby więzienne dopuściły się poważnych zaniedbań – kajdanki były poluzowane, a strażnicy nie dopełnili swoich obowiązków. Śledztwo wykazało, że sześciu funkcjonariuszom postawiono zarzuty, a czterech z nich zostało skazanych.
Bartłomiej B. przez kilkanaście dni unikał schwytania, poruszając się kradzionymi samochodami i próbując dotrzeć na Ukrainę. Ostatecznie został zatrzymany na strychu opuszczonego domu w Żarnowej na Podkarpaciu. W połowie kwietnia 2025 roku ruszył jego proces w sądzie w Zamościu. Rozprawa przyciągnęła uwagę mediów ze względu na brutalność jego czynów i brawurową ucieczkę.
Podczas procesu Bartłomiej B. przeprosił rodzinę za swoje czyny, co jednak nie wpłynęło na decyzję sądu. Został skazany na 30 lat więzienia z możliwością warunkowego zwolnienia po 20 latach. Prokuratura, uznając wyrok za zbyt łagodny, zaskarżyła decyzję sądu. Sprawa trafiła do Sądu Apelacyjnego w Lublinie, gdzie po krótkim procesie wyrok utrzymano w mocy. Sędziowie uznali, że kara 30 lat więzienia jest adekwatna do zbrodni, jakiej się dopuścił.
Historia Bartłomieja B. jest ostrzeżeniem przed tym, co może się stać, gdy system zawodzi, dopuszczając do ucieczki osadzonego tak niebezpiecznego przestępcy. Choć sprawiedliwość ostatecznie zwyciężyła, pozostają pytania o to, co można zrobić, by zapobiec podobnym sytuacjom w przyszłości.








Dodaj komentarz