Od 8 lipca Państwowa Inspekcja Pracy (PIP) będzie mogła przekształcać zakwestionowane umowy cywilnoprawne na umowy o pracę, co budzi obawy w polskich szpitalach. Zmiany te mogą prowadzić do wzrostu kosztów oraz problemów z obsadą dyżurów lekarskich. W przypadku uznania współpracy za faktyczny etat, pracodawca może zostać obciążony zaległościami wobec ZUS, a także będzie musiał skorygować deklaracje PIT i opłacić dodatkowe roszczenia dotyczące urlopów i nadgodzin.
W szczególności obawy związane z nowymi regulacjami dotyczą ochrony zdrowia, gdzie kontrakty cywilnoprawne są powszechną formą współpracy. Dr Jerzy Gryglewicz podkreśla, że aż 66% lekarzy działa na takich umowach. Problemy wynikają zarówno z nowych uprawnień PIP, jak i z braku jasnych zasad ich stosowania w branżach o specyficznej charakterystyce, jak służba zdrowia. Gryglewicz akcentuje potrzebę szczegółowej interpretacji przepisów w odniesieniu do sektora medycznego.
Krzysztof Zaczek, prezes Szpitala Murcki w Katowicach, krytykuje sposób wdrażania nowych regulacji, uznając je za nieprzejrzyste i niepraktyczne. Wskazuje, że kontrakty w służbie zdrowia często są świadomym wyborem obu stron i zapewniają elastyczność konieczną w medycynie. Wyraża przekonanie, że zmiany mogą bardziej zaszkodzić rynkowi pracy niż go ochronić oraz służyć głównie jako źródło dochodu dla budżetu państwa.
Największe ryzyko nowych przepisów związane jest z placówkami, w których większość lekarzy pracuje na kontraktach. Przymusowa zmiana formy zatrudnienia może wiązać się z opóźnieniami w zobowiązaniach wobec ZUS i fiskusa oraz wzrostem kosztów pracy. Dodatkowo, część lekarzy może nie zaakceptować przekształcenia umów, co doprowadziłoby do problemów z obsadą dyżurów.
Dr Gryglewicz ostrzega, że konsekwencją nowych zasad może być ograniczenie pracy niektórych oddziałów czy poradni, a ostatecznie najbardziej ucierpiałby na tym pacjent. Zmiany te, bez jasnej interpretacji przepisów, mogą wpłynąć negatywnie na funkcjonowanie niektórych placówek medycznych.








Dodaj komentarz