Dramatyczne wydarzenia rozegrały się w Kikowie, w województwie świętokrzyskim. Podczas prac polowych doszło tam do tragicznego wypadku, w wyniku którego zginęła 14-letnia dziewczynka. Cała sytuacja miała miejsce na oczach jej 16-letniego brata oraz 52-letniego ojca, co dodatkowo potęguje emocjonalny ciężar zdarzenia.
Do wypadku doszło 1 lipca. Na polu w miejscowości Kików rodzina pracowała przy sianokosach. Teren, na którym wykonywali pracę, jest trudny i górzysty, jednak mimo to zdecydowano, że za kierownicą ciągnika zasiądzie 14-latka. Niestety, w pewnym momencie ciągnik przewrócił się, przygniatając dziewczynkę. Bliscy ruszyli jej z pomocą, jednocześnie wzywając służby ratunkowe. Na miejscu lądował także śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Mimo szybkiej akcji ratunkowej nie udało się uratować życia nastolatki.
Prokuratura wszczęła dwutorowe śledztwo w tej sprawie. Pierwszy wątek dotyczy nieumyślnego spowodowania śmierci, a drugi narażenia 16-latka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Jak dotąd nikt nie usłyszał zarzutów. – Śledztwo prowadzone jest dwutorowo – powiedział prok. Tomasz Rurarz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Kielcach.
Śledczy ustalili, że ojciec dziewczynki był trzeźwy w chwili wypadku, co potwierdziła Komenda Powiatowa Policji w Busku-Zdroju. Mężczyzna został przesłuchany, a 16-letni brat ofiary także złożył zeznania. W czwartek po południu przeprowadzono sekcję zwłok ofiary. Przyczyną śmierci był uraz wielonarządowy, a szczegółowa opinia medyczna będzie dostępna w ciągu najbliższych dni.
Policja pod nadzorem prokuratury bada szczegółowe okoliczności wypadku i czynności, jakie wykonywały dzieci przed tragedią. Nie jest jeszcze znane, co dokładnie doprowadziło do przewrócenia się ciągnika. Prokuratura zapowiada, że w toku śledztwa mogą pojawić się dodatkowe kwalifikacje prawne.








Dodaj komentarz