Tunisia zwalnia selekcjonera po klęsce ze Szwecją

Po sromotnej porażce 1:5 ze Szwecją, Sabri Lamouchi przestał pełnić obowiązki selekcjonera reprezentacji Tunezji. Decyzję o jego zwolnieniu podał do publicznej wiadomości dziennikarz Romain Molina, co nie było dużym zaskoczeniem dla osób zorientowanych w sytuacji wewnętrznej drużyny.

Lamouchi, którego kontrakt z tunezyjską federacją dobiegał końca po mistrzostwach świata, już wcześniej starał się o jego przedłużenie przed turniejem. Jak sam przyznał, podobnego doświadczył w 1998 roku, gdy po nieudanym mundialu współpraca z tunezyjską drużyną nie doszła do skutku, a o jego losie zadecydowała chęć pozostania w profesjonalnym futbolu.

W rozmowach z federacją Lamouchi wyraził chęć pozostania na stanowisku, jednak podkreślił, że potrzebuje pewności co do swojej przyszłości jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywek. Ostatecznie rozmowy nie zaowocowały nową umową, co zadecydowało o jego powrocie do Francji, gdzie rozpoczął pracę w Bastię.

Sytuacja trenerska w Tunezji ilustruje szersze zjawisko w futbolu, gdzie trenerzy, mimo osiąganych wyników, często nie są w stanie utrzymać swoich stanowisk. Wyniki rzutują na ich pozycję, a zmiany w sztabie szkoleniowym są często preferowane nad wymianą całego zespołu piłkarzy. Fakt ten jest widoczny nie tylko w Tunezji, ale i w innych krajach, w tym w Polsce, na przykład w przypadku Jerzego Brzęczka czy Czesława Michniewicza.

Decyzję o zmianach personalnych na stanowiskach trenerskich zazwyczaj podejmuje prezes federacji, jednak w praktyce wpływ na takie ruchy mają również osoby z wyższego szczebla zarządzania, w tym czasami minister sportu. Formalnie prezes zostaje wybierany zgodnie z zasadami FIFA, ale realnie może to być minister, kto z tylnego siedzenia decyduje o wielu sprawach, w tym o finansach federacji. Konflikty wewnętrzne oraz próby dominacji ze strony niektórych osób związanych z federacją mogą dodatkowo komplikować sytuację, co z pewnością jest wyzwaniem dla każdego trenera pracującego w takim systemie.

Więcej postów

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*