Jeremy Sochan: Trudne chwile w New York Knicks, ale szansa na finał NBA

Walka o miejsce w wielkim finale NBA jest intensywna i emocjonująca. Na Zachodzie San Antonio Spurs pokonali w pierwszym meczu mistrzów Oklahoma City Thunder po dwóch dogrywkach 122:115. W Nowym Jorku także nie zabrakło dramatyzmu. Knicks, przegrywając w pewnym momencie czwartą kwartę aż 22 punktami, odrobili straty i zwyciężyli Cleveland Cavaliers 115:104. Ostatnia część meczu zakończyła się wynikiem 44:11 na korzyść gospodarzy, a liderem zespołu był Jalen Brunson z 38 punktami.

Powrót na parkiet po urazie OG Anunoby’ego, który zdobył 13 punktów i zanotował pięć zbiórek, nie wpłynął korzystnie na sytuację Jeremy’ego Sochana. Trener Mike Brown zdecydował się dać więcej minut innym zawodnikom, takim jak Miles McBride i Landry Shamet, co oznacza mniej okazji dla polskiego koszykarza.

Do tej pory Sochan zagrał jedynie 23 minuty w dziesięciu meczach play-off, zdobywając w nich jednak 20 punktów. Choć jego produktywność była wysoka, grał głównie w końcówkach meczów, podczas tzw. „garbage time”, gdy wynik był już przesądzony. Czwarty mecz przeciwko Hawks Sochan spędził na ławce, mimo że sytuacja na parkiecie pozwalała na jego wejście.

Historia Sochana w Knicks nie jest usłana różami. Po obiecujących początkach w San Antonio Spurs i przejściu do New York Knicks w lutym zacieśnienie szans na grę stało się dla Polaka znacznym wyzwaniem. W regularnym sezonie pojawiał się sporadycznie, a jego talent defensywny był wykorzystywany rzadko.

Decyzja o przejściu do Knicks mogła wydawać się błędem, być może mniejsze aspiracje innego klubu, takiego jak przebudowujący się Chicago Bulls, dawałyby mu więcej możliwości na pokazanie swoich umiejętności. Z drugiej strony, w Knicks Sochan zyskał szansę na grę w finale NBA i możliwość zdobycia mistrzowskiego pierścienia przy wsparciu zespołu.

Potencjalny finał z San Antonio Spurs, jego byłymi kolegami, mógłby przynieść dodatkowe emocje. Nawet bez zdobycia tytułu Polak może otrzymać pierścień mistrzowski, podobnie jak w przeszłości Anderson Varejao czy Torrey Craig.

Przyszłość Jeremy’ego Sochana stoi pod znakiem zapytania. Latem kończy mu się kontrakt, a rynek wolnych agentów stanowi okazję na znalezienie nowego zespołu. Dla młodego zawodnika liczy się teraz każda minuta na parkiecie, by przyciągnąć zainteresowanie innych drużyn i zawodników.

Więcej postów

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*