Andrzej Poczobut, dziennikarz i działacz mniejszości polskiej na Białorusi, został uwolniony i przybył do Polski. Jego uwolnienie przez władze białoruskie to kulminacja wieloletnich starań międzynarodowych. Pomimo wyraźnie złego stanu fizycznego, Poczobut był pełen optymizmu. Ważący obecnie 74 kg dziennikarz, przed zatrzymaniem mierzył prawie 20 kg więcej, co świadczy o trudnych warunkach panujących w białoruskiej niewoli.
Według relacji Bartosza Wielińskiego z „Gazety Wyborczej”, tuż po przekroczeniu polskiej granicy Poczobut pytał: „Czy będę mógł wrócić?”. W swojej relacji Wieliński ujawnił, że Poczobut podczas pobytu w więzieniu był narażony na liczne szykany, łącznie z celowym zakażeniem koronawirusem oraz więzieniem w karcerze przez 167 dni, gdzie warunki były nieludzkie.
Uwolnienie Poczobuta jest interpretowane jako wynik presji międzynarodowej, a nie dobrowolnego aktu ze strony reżimu w Mińsku. Pomimo jego uwolnienia, na Białorusi pozostaje nadal około 850 więźniów politycznych. Paweł Łatuszka, białoruski opozycjonista, podkreśla, że działania dyplomatyczne były kluczowe w osiągnięciu tego kroku, ale represje w kraju nie ustają.
Poczobut, niezłomny w swoich przekonaniach, nie prosił o ułaskawienie i nie dał się złamać, co podkreśla Tomasz Piechal. Andrzej Poczobut trzymając swój białoruski paszport, wyraził chęć powrotu na Białoruś, argumentując to obowiązkami wobec pozostawionej tam polskiej mniejszości.
Wydarzenie to cieszy się wsparciem wielu środowisk, w tym polskich władz i liderów białoruskiej opozycji, którzy dziękują za międzynarodowy wysiłek w tej sprawie. Andrzej Poczobut otrzymał także zaproszenie do Pałacu Prezydenckiego po odbiór ważnego polskiego odznaczenia. Jego przypadek, jak i cały kontekst polityczny uwolnienia, przypomina o trudnej sytuacji praw człowieka na Białorusi.








Dodaj komentarz