13 lat temu w Jastrzębiu-Ruptawie, niewyobrażalna tragedia wstrząsnęła Polską. Dariusz P., wówczas 40-letni mieszkaniec tego śląskiego miasta, zamordował swoją rodzinę, podpaliwszy dom, w którym ona przebywała. W płomieniach zginęła jego żona Joanna oraz czworo dzieci: Justyna, Małgosia, Marcin i Agnieszka. Ocalał jedynie 17-letni syn Wojciech, który zdołał uciec przez okno.
Zbrodnia, którą Dariusz P. usiłował przedstawiać jako nieszczęśliwy wypadek, była zamierzona i starannie zaplanowana. Motywem były liczne długi mężczyzny sięgające 3,5 miliona złotych. Zanim doszło do tragedii, Dariusz P. ubezpieczył rodzinę na wysoką kwotę, przewidującą podwójną wypłatę w razie śmierci bliskich. Przygotowaniom do zbrodni towarzyszyło wyniesienie z domu cennych rzeczy oraz zainstalowanie zabezpieczeń uniemożliwiających ucieczkę z budynku.
Po zbrodni, Dariusz P. próbował zmylić śledczych, odgrywając rolę cierpiącego ojca. W dniu pogrzebu swoich bliskich wysłał sobie sms-a z innego numeru, sugerując, że odpowiedzialność za tragedię ponosi fikcyjna osoba. Mimo tych prób, śledczy szybko odkryli prawdę, a sąd skazał go na dożywocie z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie po 35 latach.
Dla matki Dariusza, pani Urszuli, całe zajście jest trudne do pojęcia. Kobieta wciąż utrzymuje kontakt ze swoim skazanym synem, mimo że dasięży do jego winy zdają się powoli zanikać. Dariusz dzwoni do niej regularnie, ale temat jego sytuacji w więzieniu pozostaje rzadkim tematem rozmów. Wojciech, jedyny syn, który przeżył tragedię, również wspiera swoją babcię, mieszkając w innej miejscowości.
Dom, w którym miała miejsce tragedia, pozostaje opuszczony i zarośnięty. Sąsiedzi nie mają wątpliwości, że jego historia odstrasza potencjalnych nabywców. Urszula P. od 13 lat nie odwiedziła miejsca tragedii, pamięć o straszliwych wydarzeniach wciąż pozostaje żywa.
Sprawa Dariusza P. była jedną z najgłośniejszych w Polsce, przykładem przerażającej determinacji zdesperowanego człowieka, który gotowy był poświęcić najbliższych dla finansowych korzyści. Choć wyrok sądu jest ostateczny, dla niektórych, jak pani Urszula, element niepewności wciąż pozostaje.








Dodaj komentarz