Wiceprezydent Stanów Zjednoczonych, J.D. Vance, odwiedził Budapeszt z misją politycznego wsparcia dla premiera Viktora Orbána w kluczowym momencie kampanii wyborczej. Deklarując pewność co do wygranej lidera Fideszu, Vance jednocześnie zapewnił o gotowości współpracy z każdym przyszłym rządem węgierskim. Wizyta amerykańskiego polityka przyciągnęła uwagę mediów, a jego słowa były szeroko komentowane zarówno wśród zwolenników, jak i przeciwników rządu.
Podczas konferencji prasowej, która była transmitowana przez główne media, prorządowa dziennikarka próbowała uzyskać potwierdzenie tezy o zagrożeniu ze strony Ukrainy. Spotkała się jednak z rozczarowaniem, gdy Vance kategorycznie zaprzeczył, że prezydent Ukrainy groził Orbánowi czy ingerował w węgierską kampanię. Wiceprezydent jednocześnie skrytykował Unię Europejską za próbę wpływania na wybory, co wywołało kontrowersje, zważywszy na fakt, że sam Vance wyraźnie popierał Orbána.
Z kolei Péter Magyar, przedstawiciel TISZY, partii opozycyjnej, zapewnił, że przyszły rząd będzie widzieć Stany Zjednoczone jako kluczowego sojusznika. Zaprosił także amerykańskich liderów do Budapesztu z okazji 70. rocznicy węgierskiej rewolucji. Wypowiedź ta podkreśliła, że ewentualna zmiana władzy na Węgrzech nie oznaczałaby izolacji międzynarodowej.
W kontekście wizyty ważnym wydarzeniem było także telefoniczne połączenie z Donaldem Trumpem, który nie szczędził pochwał dla Orbána. Vance, krytykując europejską politykę, szczególnie w kontekście suwerenności energetycznej, zwrócił uwagę na konieczność odejścia od rosyjskich surowców. To właśnie Amerykanie naciskają na Budapeszt w kwestii zmiany dostaw gazu i ropy.
Według najnowszych badań, Węgrzy bardziej obawiają się wpływów Rosji niż Ukrainy. Sondaże pokazują, że opinia publiczna jest podzielona, a polityczne sympatie silnie wpływają na postrzeganie zagrożeń z zagranicy. Zwolennicy Fideszu obawiają się Unii Europejskiej, podczas gdy sympatycy opozycji są bardziej zaniepokojeni działaniami Rosji i USA.
Ostateczna decyzja w sprawie importu amerykańskiej ropy leży w gestii węgierskiego koncernu MOL, który wyraził zgodę na transakcję o wartości pół miliarda dolarów. Zawarty kontrakt to ważny krok w kierunku dywersyfikacji energetycznej, choć nie został jeszcze oficjalnie potwierdzony przez rządowe media na Węgrzech. Tymczasem polityczna dynamika w kraju wskazuje, że nadchodzące wybory mogą być jednym z najbardziej zaciętych starć w najnowszej historii Węgier.








Dodaj komentarz