Dostawy LNG z Kataru do Europy rosną mimo zagrożeń

Jak podaje Reuters, zwiększa się liczba ładunków skroplonego gazu ziemnego (LNG) wypływających z Ras Laffan w Katarze. Pomimo trwających napięć związanych z konfliktem Stanów Zjednoczonych i Izraela z Iranem, obserwuje się rosnący przepływ surowca przez cieśninę Ormuz.

Według danych zebranych przez Kplera i LSEG, w październiku cztery statki LNG, niosące ładunki z Kataru, ponownie wypłynęły poza cieśninę. Bu Samra, Al Gattara i Al Sadd, powiązane z QatarEnergy, skierowały swoje ładunki do Chin i Indii. Czwarty statek, Al Kharsaah, zarządzany przez Seapeak Maritime, transportuje LNG do Polski.

Z powodu zagrożeń związanych z sytuacją geopolityczną, wiele jednostek decyduje się na wyłączanie transponderów automatycznego systemu identyfikacji, co utrudnia ich lokalizację. Innym statkiem, który ponownie pojawił się w cieśninie Ormuz 2 października, jest Al Marrouna, również zarządzany przez Seapeak Maritime, co potwierdza zwiększoną aktywność w regionie.

Informację o wzroście dostaw potwierdził Robert Soszyński, wiceprezes Orlenu ds. operacyjnych. Spodziewany jest kolejny ładunek gazu z Kataru, co oznacza pierwszą dostawę do Europy od czasu ostatnich wydarzeń związanych z QatarEnergy. Warto przypomnieć, że w marcu 2026 roku QatarEnergy ogłosiło, że z powodu „siły wyższej”, wynikającej z ataków Iranu na instalacje gazowe, nie zrealizuje niektórych kontraktów na dostawy LNG.

Katar pozostaje jednym z największych eksporterów LNG na świecie, ustępując miejsca jedynie Stanom Zjednoczonym, a wyprzedzając Australię. Około 66% jego ładunków trafia do krajów azjatyckich, co świadczy o ogromnym znaczeniu tego surowca na rynkach globalnych.

Rosnąca liczba transportów LNG mimo zawirowań w regionie jest dowodem na wytrwałość i adaptacyjność rynku surowcowego. Sytuacja w cieśninie Ormuz pozostaje jednak jednym z kluczowych czynników wpływających na globalną logistykę LNG, która wciąż wymaga uważnego monitorowania i odpowiednich działań prewencyjnych.

Więcej postów

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*