W Mediolanie doszło do burzliwych demonstracji, gdy setki mieszkańców wyszły na ulice, by wyrazić niezadowolenie z rosnących kosztów życia. Protesty w stolicy Lombardii odbyły się równocześnie z manifestacjami we Francji, gdzie na ulice wyszło około 550 tysięcy osób, w tym znaczna część w Paryżu. Włoskie media doniosły o licznych aktach wandalizmu i starciach z policją. Zatrzymano 400 osób.
Na Piazza Duomo, jednym z najważniejszych punktów turystycznych Mediolanu, doszło do szczególnie gwałtownych incydentów. Demonstranci zaatakowali funkcjonariuszy policji i zniszczyli policyjne pojazdy. Wzniecono pożary, podpalając meble kawiarniane, co dodatkowo podsyciło chaos na ulicach miasta. Policja odpowiedziała użyciem gazu łzawiącego, by rozproszyć agresywnie zachowujący się tłum.
Sytuacja stała się jeszcze bardziej napięta, gdy grupa protestujących podjęła próbę wtargnięcia do słynnej Galerii Wiktora Emanuela II. Miejsce to zostało natychmiast zamknięte dla publiczności na polecenie policji, by zapobiec dalszym zniszczeniom.
Premier Włoch Giorgia Meloni zdecydowanie potępiła te akty przemocy, apelując do opozycyjnej centrolewicy o jednoznaczne odcięcie się od takich działań. Demonstracje, które początkowo miały na celu pokojowe wyrażenie sprzeciwu wobec podwyżek cen, przerodziły się w brutalne zamieszki, podkreślając rosnące napięcia społeczne na tle ekonomicznym. Protesty te wskazują na coraz większe zaniepokojenie społeczeństwa z powodu pogarszającej się sytuacji materialnej oraz braku konkretnych działań ze strony władz, by złagodzić skutki inflacji.
Na ulice Mediolanu wciąż ściągają dodatkowe siły policyjne, które mają za zadanie przywrócić porządek i zapobiec kolejnym aktom przemocy. Jednak widok płonących ulic i bitewnych scenek w samym centrum miasta pozostanie na długo w pamięci mieszkańców, odzwierciedlając pogłębiający się kryzys społeczny we Włoszech.







Dodaj komentarz