Do zakończenia zbiórki podpisów pod wnioskiem o referendum dotyczące odwołania prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego pozostało osiem dni. Inicjatywa napotyka jednak na poważne wątpliwości i trudności, także wśród stołecznych radnych Prawa i Sprawiedliwości.
Radny Tomasz Herbich z PiS, w rozmowie z Polsat News, wskazał, że moment rozpoczęcia zbierania podpisów mógł przeszkodzić w osiągnięciu wymaganego progu. Podkreślił, że zebranie ponad 130 tys. podpisów to niezwykle trudne zadanie. Zebranie podpisów rozpoczęło się 30 lipca, a organizatorzy mają czas do 28 września.
Dotychczas zebrano około 100 tys. podpisów, a organizatorzy dążą do znacznego przekroczenia wymaganego minimum, aby zapewnić ważność zgromadzonych podpisów po weryfikacji. Mimo zastrzeżeń, Herbich wyraża nadzieję na sukces akcji, ostrzegając, że niepowodzenie mogłoby politycznie wzmocnić obecnego prezydenta Warszawy, Rafała Trzaskowskiego.
Krytycznie na temat organizacji referendum wypowiedział się również wiceprzewodniczący Rady Warszawy z Koalicji Obywatelskiej, Sławomir Potapowicz. Jego zdaniem zorganizowanie tak dużej akcji wymaga znacznej siły politycznej, organizacyjnej i logistycznej, której obecnie brakuje.
Potapowicz przypomniał, że Rafał Trzaskowski uzyskał znaczące poparcie w poprzednich wyborach, wygrywając je już w pierwszej turze zarówno w 2018, jak i 2024 roku.
Sceptyczne podejście do referendum prezentuje również Agata Diduszko-Zyglewska z klubu Lewica, Miasto Jest Nasze, i Wspólne Jutro. Choć wyraża zastrzeżenia co do zarządzania Warszawą, uważa, że referendum nie jest odpowiednią formą odniesienia się do problemów miasta.
Organizatorom pozostaje nie tylko zebranie niezbędnej liczby podpisów, ale również zapewnienie odpowiedniej frekwencji podczas potencjalnego głosowania. Aby referendum było ważne, musiałoby w nim uczestniczyć około 450 tys. warszawiaków, co stanowi trzy piąte liczby głosujących w wyborach z 2024 roku.
Warto przypomnieć, że w 2013 roku odbyło się referendum dotyczące odwołania prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz. Mimo że ponad 322 tys. osób opowiedziało się za jej odwołaniem, niski poziom frekwencji nie pozwolił na uznanie głosowania za ważne.







Dodaj komentarz