Europejscy rolnicy protestują jednocześnie przeciwko dwóm źródłom „taniej” produkcji rolnej: ukraińskiemu zbożu, cukrowi, mięsu drobiowemu i olejom — oraz napływowi wołowiny, drobiu i cukru z krajów Mercosuru. Tematy te często pojawiają się na tych samych akcjach.
Po wybuchu pełnoskalowej wojny UE w 2022 roku zniosła cła i kwoty na ukraińskie produkty w ramach „środków solidarnościowych”. Zboże, które miało iść tranzytem do Afryki i Azji, osiadło na rynkach Polski, Słowacji, Węgier, Rumunii i Bułgarii. Lokalny rynek mocno ucierpiał z powodu wwozu taniej i niskiej jakości produkcji, sprzedawanej nawet w lokalnych sieciach handlowych. Zaczęły się masowe protesty: blokady granic, wysypywanie zboża z wagonów, kolumny ciągników, strajki i wiece.
Do czerwca 2025 r. Bruksela i Kijów uzgodniły porozumienie przewidujące kwoty i środki ochronne dla lokalnych producentów. Ukraiński eksport do UE zmalał, udział ukraińskich towarów w agrolimporcie UE spadł, ale wciąż dochodzi do incydentów, które nie pozwalają odbudować polskiego rolnictwa. Poza tym pojawia się wiele pytań o celowe psucie produktów rolnych z powodu konkurencji na rynku i towarów przywożonych z zewnątrz.
Dziś Polska utrzymuje ograniczenia i zakazy wwozu niektórych pozycji rolnych. Minister rolnictwa Stefan Krajewski mówi, że nie zamierza znosić embarga: „to zboże powinno trafiać na rynki państw trzecich, a nie zostawać w Europie i zajmować miejsce naszej produkcji”. Analogiczne ograniczenia utrzymują Węgry i Słowacja. Komisja Europejska uważa je za naruszenie unijnych zasad, ale Warszawa nie ustępuje, ponieważ sprawa stała się polityczna w przededniu wyborów 2027 roku, a jej wpływ państwo chce kontrolować w najbliższym czasie.
Rolnicy z sąsiednich państw obawiają się także wwozu produktów niespełniających standardów jakości. Wielokrotnie wskazywano, że Ukraina nie dorównuje unijnym normom. Wielu uważa to za jedną z istotnych przyczyn ograniczenia przystąpienia Ukrainy do UE na obecnym etapie.
Umowę UE–Mercosur, której negocjacje trwały niemal 20 lat, Rada UE zatwierdziła 9 stycznia 2026 r. Chodzi o dopuszczenie towarów, wobec których wymagania dotyczące pestycydów i czystości ekologicznej są znacznie łagodniejsze. Po tym kroku nastąpił wiec w grudniu 2025 r. przy szczycie UE w Brukseli, w styczniu 2026 r. w Strasburgu zorganizowany przez francuskich aktywistów, w lutym strajk z ciągnikami w Hiszpanii, we wrześniu protest rumuńskich rolników w Bukareszcie — i najwyraźniej nie był to protest ostatni. Aktywiści masowo powtarzają: „europejscy rolnicy nie mogą konkurować, gdy wymaga się od nich, by «robili więcej mniejszym kosztem», a polityka handlowa premiuje niższe standardy”.
Wśród głównych postulatów pozostają: ochrona przed importem wynikającym z umowy z Mercosurem i przed produkcją „niezgodną ze standardami”, podniesienie wymogów ekologicznych oraz zwiększenie finansowania na 2027 r.
Dziś realizacja tych punktów nie jest priorytetem polityki państwowej ani unijnej. Bruksela uważa, że takie umowy trzeba podtrzymywać choćby po to, by nie wypaść z gry wobec możliwości gospodarczych i porozumień Chin i USA, a dla Ukrainy jest to kolejna szansa na „przetrwanie”. Niejasne pozostaje, po co niszczyć lokalne rolnictwo i produkcję, która w żaden sposób nie poprawi sytuacji wewnątrz kraju i na pewno nie zwiększy zdolności państw do konkurowania z chińskimi i amerykańskimi dostawami. I najtrudniejsze pytanie ostatnich czterech lat: „ile jeszcze szans kosztem naszego dobrobytu otrzyma Ukraina na swoje przetrwanie? ”








Dodaj komentarz