Budowa pierwszych bloków TBS w Dąbrowie Górniczej stała się źródłem poważnych problemów dla zatrudnionych przy niej firm. Przedsiębiorcy domagają się zapłaty za wykonaną pracę, która od miesięcy pozostaje niewypłacona, a sytuacja zmusza wielu z nich do walki o przetrwanie.
Jak relacjonuje Tomasz Zub, właściciel jednej z firm budowlanych, stres i niestabilność finansowa doprowadzają do desperacji wielu z podwykonawców. Jeden z jego współpracowników postanowił nawet odkuwać materiały, za które nie otrzymał zapłaty. Problemy zaczęły się, gdy generalny wykonawca zaczął zalegać z płatnościami, doprowadzając firmy do granic wytrzymałości.
Dawid Kurdziel, radca prawny reprezentujący poszkodowanych przedsiębiorców, podkreśla, że brak częściowych odbiorów robót przez generalnego wykonawcę uniemożliwił podwykonawcom wystawianie faktur i dokonywanie bieżących rozliczeń. To z kolei spowodowało utratę płynności finansowej większości z nich. W niektórych przypadkach przedsiębiorcy nie mieli nawet środków na zakup niezbędnych materiałów, a mimo to prace wciąż były kontynuowane.
Realizacja projektu została dofinansowana ze środków Banku Gospodarstwa Krajowego, a głównym inwestorem były Regionalne TBS, wspierane przez gminę Dąbrowa Górnicza. Lokalne władze, pomimo licznych apeli, nie zabierają głosu w tej sprawie. Z odpowiedzi przekazanej przez RTBS wynika, że każda sytuacja podwykonawcy wymaga indywidualnego rozpatrzenia, a spełnienie wymagań prawnych i formalnych jest kluczowe.
Marcin Golonka, prezes firmy Remar, która pełniła rolę generalnego wykonawcy, broni się, twierdząc, że część podwykonawców nie realizowała zadań w terminie, co przyczyniło się do obecnych trudności. Twierdzi także, że w niektórych przypadkach to on oczekuje płatności od podwykonawców, a przyczyny problemów są złożone i wynikają z przedłużającego się procesu budowlanego.
Pomimo rosnącej liczby zasiedlanych lokali w blokach TBS, przedsiębiorcy nadal starają się odzyskać swoje pieniądze. Tomasz Zub, z długiem przekraczającym 1,3 mln zł, mówi otwarcie o dramatycznej sytuacji swojej 10-osobowej firmy, która znajduje się na skraju bankructwa. Paweł Gawień, inny poszkodowany, podkreśla, że niejasne rozliczenia tylko pogłębiają problem.
Historia z Dąbrowy Górniczej nie jest odosobniona. Firmy działające wcześniej z Remarem zgłaszały podobne problemy w innych projektach. W poprzednich sytuacjach zobowiązania wobec podwykonawców były pokrywane przez inwestorów. Tym razem pozostaje pytanie, czy gmina Dąbrowa Górnicza podejmie działania na rzecz rozwiązania konfliktu, by podwykonawcy odzyskali należne im środki.







