Marcin Romanowski, poseł PiS i były wiceszef Ministerstwa Sprawiedliwości, przebywa w Tyraspolu, stolicy separatystycznego Naddniestrza. Stamtąd skierował do Sądu Okręgowego w Warszawie wniosek o wydanie tzw. listu żelaznego, który miałby mu pozwolić na powrót do Polski bez ryzyka aresztowania. Rzeczniczka sądu ds. karnych, sędzia Anna Ptaszek, potwierdziła, że pismo pochodzi z Tyraspola, co budzi dodatkowe kontrowersje, gdyż Naddniestrze to region uznawany jedynie przez niektóre państwa i pozostaje pod wpływem Rosji.
Obrońca Romanowskiego, mec. Bartosz Lewandowski, wskazał, że jego klient zadeklarował gotowość stawienia się przed polskim wymiarem sprawiedliwości, o ile będzie mógł odpowiadać z wolnej stopy. Jednak problemem dla polskich władz jest brak skutecznych środków prawnych, by sprowadzić Romanowskiego z regionu nieuznawanego międzynarodowo.
Mecenas Piotr Milik podkreśla, że fakt, iż Naddniestrze nie jest formalnie uznawanym państwem, komplikuje ewentualne działania prawne. Podobne wyzwania dotyczą innych separatystycznych terytoriów powstałych po rozpadzie ZSRR, takich jak Abchazja czy Osetia Południowa. Wicepremier MSZ Marcin Bosacki zaznaczył, że choć Polska może formalnie domagać się od Mołdawii wydania Romanowskiego, realizacja tego żądania jest nierealna z uwagi na rosyjską kontrolę nad Naddniestrzem.
Sytuacja polityka stanowi kolejny punkt napięcia w relacjach polsko-mołdawskich oraz ukazuje ograniczenia prawne, jakie napotykają międzynarodowe wysiłki w rozwiązywaniu kwestii dotyczących nieuznawanych terytoriów. Tymczasem Romanowski pozostaje poza zasięgiem polskiego wymiaru sprawiedliwości, co rodzi pytania o dalsze kroki, które mogą podjąć polskie władze w tej trudnej sytuacji.








Dodaj komentarz