W ostatnich tygodniach rosyjskie wojska intensyfikują wykorzystanie dronów w wojnie na Ukrainie. Jak mówi Tomasz Darmoliński, ekspert ds. dronów i prezes Fundacji „Żelazny”, ataki dronowe na Kijów i inne ukraińskie miasta stają się coraz bardziej nieprzewidywalne i zbieżne w czasie, co utrudnia reakcję. W Odessie, jednym z ważnych celów, Rosjanie przeprowadza ataki różnymi typami dronów i rakiet.
Tomasz Darmoliński wskazuje, że Rosja gromadzi zdobyte ukraińskie drony, aby badać konstrukcje, elektronikę i oprogramowanie, co może potencjalnie posłużyć do działań prowokacyjnych, chociaż takie scenariusze wymagają odpowiedniego przygotowania i są ryzykowne do przeprowadzenia. Wojna dronowa na Ukrainie weszła w fazę przemysłową – liczba używanych dronów sięga obecnie setek tysięcy miesięcznie.
Ukraina rozwija również własne zdolności dronowe, stawiając na różne klasy platform, które umożliwiają atakowanie celów o dużym zasięgu. Wśród nich są m.in. FP-1 oraz platformy dalekiego zasięgu, które mogą razić cele nawet na ponad 2000 kilometrów.
Rosja natomiast intensyfikuje swoje działania w zakresie walki radioelektronicznej i rozwijania technologii dronowej, planując produkcję milionów dronów rocznie. Do tego stosują coraz bardziej zaawansowane metody zakłócania, w tym system „Wołna Kupoł Garant”, przeznaczony do blokowania satelitarnej łączności Starlink.
Ekspert alarmuje, że rosyjskiej ofensywie dronowej towarzyszy na Ukrainie stała adaptacja metod obrony. Rosyjskie jednostki posuwają się bliżej frontu, co pozwala na szybsze i skuteczniejsze ataki nawet z użyciem dronów krótkiego zasięgu. W międzyczasie Ukraina nie ustaje w budowaniu systemów rozpoznania i adaptacji własnych linii obrony oraz ofensywnych działań dronowych, które są wspierane danymi satelitarnymi i międzynarodowymi koalicjami technologicznymi.
Obecny konflikt pokazuje, jak drony zmieniają pole walki, co może być istotną lekcją dla Polski, która też musi przygotować się na ewentualne zagrożenia związane z ich użyciem.








Dodaj komentarz