Kraków wstrząsnął się zimą, gdy w centrum miasta znaleziono potwornie skatowanego królika. Bestialski atak na zwierzę poruszył mieszkańców i wywołał falę oburzenia. Mały gryzoń, nazwany później Marcysiem, padł ofiarą brutalnej przemocy 21-letniego mężczyzny. Sąd wydał w tej sprawie wyrok, wymierzając kary, które wielu uznało za niewystarczające.
11 lutego, w sercu Krakowa, przechodzień trafił na biedne stworzenie leżące pod krzakiem na placu zabaw. Zakrwawiony i ciężko ranny królik walczył o życie. Zaatakowany nożem, z obciętymi uszami i połamanymi łapkami, Marcyś przeszedł prawdziwe piekło, zanim zdołał trafić pod opiekę weterynarzy. Dzięki ich wysiłkom udało się go uratować, choć konieczne były amputacje. Obecnie Marcyś mieszka w kochającej rodzinie i przechodzi rehabilitację.
Postępowanie doprowadziło do skazania oprawcy królika, oznajmiło Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami. 21-latek został skazany na 5 miesięcy pozbawienia wolności, otrzymał zakaz posiadania zwierząt przez 15 lat oraz zobowiązany do zapłaty 10 tys. zł na rzecz KTOZ. Orzeczenie sądu wywołało burzliwe reakcje w sieci, gdzie internauci nie kryli rozczarowania łagodnym wyrokiem.
„Okrucieństwo i sadyzm” – tak pracownicy KTOZ opisali działania 21-letniego oprawcy. Środki społecznościowe wrzały od krytyki decyzji sądu i pytań o jej adekwatność. Wielu użytkowników mediów społecznościowych uważa, że wyrok jest zbyt łagodny w stosunku do popełnionego czynu.
Zgodnie z polskim prawem za znęcanie się nad zwierzętami grozi do 3 lat więzienia, co podkreśla rozbieżność między maksymalną możliwą karą a orzeczoną przez sąd w tym przypadku. Oświadczenia KTOZ sugerują, że choć sprawa Marcysia wstrząsnęła opinią publiczną, wyrok może nie wystarczyć do odstraszenia przyszłych sprawców przemocy wobec zwierząt.








Dodaj komentarz