Doświadczeni arbitrzy podkreślają, że w najważniejszych rozgrywkach kluczowe są trafne decyzje w kluczowych momentach oraz utrzymanie kontroli nad grą. Slavko Vinčić, sędziując finał Mistrzostw Świata, zdaniem niektórych oceniaczy, spełnił te wymagania. Chociaż nie obyło się bez kontrowersji, zwłaszcza dotyczących decyzji z pierwszej połowy, gdzie faul Alexisa Mac Allistera mógł zakończyć się żółtą kartką, Vinčić zachował swoją linię orzeczniczą.
Mateusz Borek, komentator TVP, skrytykował sędziego za brak konsekwencji w drugiej połowie, zarzucając mu ustalenie standardu, którego nie przestrzegał. Jednak z perspektywy zawodowego sędziego, podejście Vinčicia, które opierało się na zarządzaniu emocjami na boisku przez rozmowy, a nie przez kartki, nie było błędne. Dopiero gdy sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli, jak w przypadku faulu Lisandro Martineza, Vinčić zdecydował się na kartkę.
Argentyńczycy, znani z ostrej gry i „czarnej magii” na boisku, byli wyzwaniem dla sędziego. Vinčić próbował zarządzać meczem rozmowami i dopiero przy eskalacji agresji zaczął karać kartkami. Decyzje sędziego nie były podyktowane innymi zasadami niż w pozostałych meczach, ale finał rządzi się własnymi prawami, gdzie dla płynności gry sędzia może pozwolić na więcej.
Pomimo tego, Sloveńczyk utrzymał kontrolę i nie dopuścił do poważniejszych kontrowersji. Krytyka skierowana w stronę Vinčicia za odpuszczanie Argentyńczykom powinna być bardziej zrównoważona. Jeśli doszukiwać się winnych za zachowanie Argentyńczyków, to odpowiedzialność leży po stronie zawodników i ich trenera Lionela Scaloniego, a nie sędziego.
W sumie Vinčić dowiódł swej sprawności i utrzymał szacunek zawodników, co było kluczem do ukończenia meczu bez większych komplikacji. W przyszłości powinno się jednak wyciągać wnioski z takich sytuacji i mieć na uwadze równowagę w stosowaniu kartek w kluczowych momentach.








z3ae08