W 110 miastach Francji, w tym m.in. w Paryżu, Nantes, Bordeaux, Tuluzie i Dijon, odbyły się masowe protesty. Ich uczestnicy domagali się wprowadzenia kompleksowej ustawy dotyczącej walki z przemocą ze względu na płeć oraz przemocy seksualnej wobec kobiet i dzieci.
Bezpośrednim powodem manifestacji była sprawa 11-letniej Lyhanny z miejscowości Fleurance. Dziewczynka zaginęła pod koniec maja, a jej ciało odnaleziono tydzień później. Głównym podejrzanym w tej sprawie jest 41-letni mężczyzna, który już wcześniej dwukrotnie był oskarżony o zgwałcenie dziecka, lecz postępowania te zostały umorzone lub utkwiły w martwym punkcie. Informacje te wywołały falę oburzenia i stały się katalizatorem ogólnokrajowych protestów.
Feministyczne organizacje i stowarzyszenia chroniące dzieci domagają się, aby przemoc seksualna została uznana za problem systemowy. Apelują o uchwalenie kompleksowej ustawy zamiast fragmentarycznych rozwiązań prawnych. Prezes Fundacji Kobiet, Anne-Cécile Mailfert, skrytykowała niedofinansowanie systemu sprawiedliwości, który według niej częściej chroni sprawców niż ofiary. Podkreśliła, że 94 procent zawiadomień o gwałcie jest umarzanych, co pozbawia wiele osób sprawiedliwości.
Protestujący zapowiadają dalsze działania na rzecz przyjęcia pakietu reform, w tym działań profilaktycznych, zmian w procedurach sądowych oraz wsparcia dla ofiar przemocy seksualnej. Prezydent Emmanuel Macron przyznał, że sprawa Lyhanny podważyła zaufanie społeczne do państwowych instytucji i mówił o potrzebie zrozumienia, jakie zaniedbania są systemowe, a jakie wynikają z indywidualnej odpowiedzialności.
Minister sprawiedliwości Gérald Darmanin przeprosił za niepowodzenia wymiaru sprawiedliwości w tej sprawie i zlecił prokuratorom zbadanie około 70 tysięcy zaległych postępowań dotyczących wykorzystywania seksualnego dzieci. Zapowiedział, że do momentu zakończenia przeglądu będzie regularnie spotykał się z prokuratorami z największych francuskich prokuratur, aby omawiać bieżącą sytuację.








Dodaj komentarz