Tak ostry spadek zatrudnienia na początku roku to rzadkość. Jest się czym martwić?

niezależny dziennik polityczny

Przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw na początku tego roku zmalało bardziej niż kiedykolwiek wcześniej we współczesnej historii, pomijając 2021 r. Na pierwszy rzut oka kłóci się to ze scenariuszem przyspieszenia w gospodarce, który zapowiada premier Donald Tusk. W rzeczywistości to tendencje demograficzne zaburzają obraz rynku pracy.

Przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw, który obejmuje podmioty z co najmniej 10 pracownikami (poza rolnictwem), zmalało w styczniu o 10 tys. etatów w stosunku do grudnia i o niemal 55 tys. etatów w stosunku do stycznia 2025 r. Biorąc pod uwagę całkowitą liczbę etatów, ich liczba nie zmalała radykalnie: o 0,2 proc. w ciągu miesiąca. W styczniu nawet taka zniżka jest jednak zjawiskiem nietypowym.

W przeszłości, od 2004 r., zniżki przeciętnego zatrudnienia w styczniu GUS odnotował tylko dwa razy: na początku tego okresu i w 2021 r. Tylko ta druga była większa od tegorocznej, sięgnęła 15 tys. etatów.

W połączeniu z informacją, że w styczniu przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw zwiększyło się o 6,1 proc. rok do roku, najmniej od czterech lat, po zwyżce o 8,6 proc. w grudniu, wyraźny spadek zatrudnienia zdaje się wskazywać na ochłodzenie na rynku pracy.

Spojrzenie w lusterko wsteczne

Do danych z sektora przedsiębiorstw trzeba jednak podchodzić ostrożnie. Szersze spojrzenie na rynek pracy nie daje pracownikom zbyt wielu powodów do niepokoju. Przeciwnie, nie brakuje na nim sygnałów poprawy koniunktury. To choćby Miesięczny Indeks Koniunktury, obliczany przez Polski Instytut Ekonomiczny, który wskazuje, że w lutym ósmy miesiąc z rzędu więcej firm planowało zwiększać zatrudnienie niż zmniejszać.

Badanie zatrudnienia i wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw prowadzone jest na podstawie sprawozdań składanych przez wszystkie podmioty z co najmniej 50 pracownikami i przez losową próbę (10 proc.) podmiotów zatrudniających od 10 do 49 pracowników. Ta próba aktualizowana jest co roku właśnie w styczniu, z uwzględnieniem przedsiębiorstw, których liczba pracowników w poprzednim roku zwiększyła się do co najmniej 10 osób oraz z pominięciem tych podmiotów, których liczba pracowników zmalała poniżej tego progu.

To sprawia, że dane o zatrudnieniu z każdego roku dotyczą nieco innej zbiorowości przedsiębiorstw. O tym, co dzieje się z zatrudnieniem w aktualnej zbiorowości przedsiębiorstw, więcej mówią jego zmiany miesięczne między styczniem a grudniem jednego roku.

Aktualizacja próby przedsiębiorstw niemal zawsze skutkowała skokowym wzrostem przeciętnego zatrudnienia w tym sektorze w styczniu, niekiedy nawet o ponad 100 tys. etatów (rekord z 2017 r. to 161 tys.). Te zmiany były często nawet większe niż w trakcie poprzednich lub późniejszych 11 miesięcy (czyli okresów od stycznia do grudnia). Świadczyło to o tym, że na poziom zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw w większym stopniu wpływał bilans zmian liczby podmiotów kwalifikujących się do badania (czyli z co najmniej 10 pracownikami) niż zmiany liczby etatów w takich podmiotach.

Styczniowe zmiany zatrudnienia mówią oczywiście coś o koniunkturze na rynku pracy, ale w przeszłości. Wskazują na tempo kreacji przedsiębiorstw i ich rozwoju, a także skalę ich likwidacji, w poprzednim roku.

To, że w 2025 r, nad Wisłą nie doszło do boomu przedsiębiorczości, nie jest zaś niespodzianką. Wskazywał na to…spadek przeciętnego zatrudnienia. W przeszłości po tych latach, w których dochodziło do spadku zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw (między styczniem a grudniem), styczniowe zmiany związane z aktualizacją próby zwykle były mniejsze niż przeciętnie, choć – z wyjątkiem 2021 r. – nie ujemne, jak w tym roku.

Mroźna zima i długie urlopy

Mimo to, początek tego roku i tak był wyjątkowy. Między styczniem a grudniem 2025 r. liczba etatów w sektorze przedsiębiorstw stopniała o 44,7 tys., czyli o 0,7 proc. To był trzeci z rzędu rok likwidacji etatów. W 2023 r. ubyło ich 35 tys. (0,5 proc.), a w 2024 r. aż 62 tys. (1 proc.).

Po tamtych zniżkach w styczniu zatrudnienie rosło o – odpowiednio – 21 tys. w 2024 r. i 1 tys. w 2025 r. W styczniu 2026 r. można więc było oczekiwać pośredniego wyniku, ale bliższego 20 tys. Dlaczego okazał się nawet gorszy?

Choć tzw. demografia przedsiębiorstw była w przeszłości główną przyczyną wahań zatrudnienia w tym sektorze na przełomie lat, nie była przyczyną jedyną. Równolegle zachodziły autentyczne zmiany zatrudnienia w istniejących przedsiębiorstwach między grudniem a styczniem, ale były w tle zaburzeń statystycznych, spowodowanych aktualizacją próby. Wraz z hamowaniem tempa kreacji firm – o czym więcej piszemy dalej – te zmiany przesuwają się na pierwszy plan. Istnieją powody, aby sądzić, że w tym roku były one wyjątkowo duże.

Najważniejszym z nich jest pogoda. Wyjątkowo mroźny i śnieżny styczeń (średnia temperatura wynosiła -4,3°C w porównaniu do 1,8°C rok wcześniej) wymusił przerwy na budowach i utrudnienia w niektórych innych branżach, co mogło negatywnie wpłynąć na poziom zatrudnienia. W budownictwie liczba etatów w pierwszym miesiącu 2026 r. zmalała o 0,9 proc. wobec grudnia.

Podobne zniżki już się w styczniu w tej branży zdarzały, ale ta była pierwszą, do której doszło po zwyżce zatrudnienia w poprzednich 11 miesiącach (łącznie o 0,7 proc.). Jest to więc świadectwo nagłej zmiany koniunktury, podobnie jak to, że produkcja budowlano-montażowa, oczyszczona z wpływu wahań sezonowych, tąpnęła w styczniu o niemal 9 proc. wobec grudnia i niemal 11 proc. wobec stycznia 2025 r.

Na marginesie warto dodać, że pogoda, a także układ świąt, który sprzyjał długim przerwom w pracy na początku tego roku, tłumaczą też częściowo styczniowe wyhamowanie wzrostu wynagrodzeń. Takie czynniki wpływają bowiem negatywnie na wynagrodzenia osób pracujących na akord. Drugą przyczyną spowolnienia wzrostu płac była wysoka baza odniesienia z grudnia, gdy w części branż (leśnictwo i górnictwo) pracownicy otrzymali duże premie.

Pracownika można podkupić, a nie zdobyć

Gdyby nie trudne warunki pogodowe, spadku przeciętnego zatrudnienia w przedsiębiorstwach w styczniu wobec grudnia być może by nie było. Jasne jest jednak, że nie doszłoby też do jego istotnej zwyżki.

Spowolnienie w kreacji nowych przedsiębiorstw, innych niż najmniejsze, oraz w rozwoju już istniejących jest bowiem faktem. W III kwartale 2025 r. (to najnowsze dane) nad Wisłą aktywnych było blisko 2,88 mln przedsiębiorstw, o 4,9 proc. więcej niż rok wcześniej. Zwiększyła się jednak wyłącznie liczba mikroprzedsiębiorstw zatrudniających mniej niż 10 osób: o niemal 5,2 proc. rok do roku.

Liczba przedsiębiorstw każdej kolejnej klasy wielkości zmalała:

  • małych (10-49 pracowników) o 0,5 proc.,
  • średnich (50-249) o niemal 1 proc.,
  • a dużych (249 pracowników i więcej) o 0,1 proc.

Te tendencje nie są jednak spowodowane słabą koniunkturą. Odzwierciedlają raczej zmiany strukturalne i demograficzne, które zachodzą w polskiej gospodarce (i są ze sobą mocno powiązane).

Od kilkunastu lat nad Wisłą kurczy się populacja osób w wieku produkcyjnym. Liczba mieszkańców w wieku od 20 do 64 lat jest obecnie o około 13 proc. mniejsza niż w 2012 r. (uwzględniając imigrantów). Do niedawna wpływ tego zjawiska na rynek pracy niwelował wzrost współczynnika zatrudnienia w tej grupie, szczególnie wśród kobiet i seniorów: osób w wieku produkcyjnym było coraz mniej, ale coraz większa ich część pracowała.

Rezerwa osób biernych zawodowo powoli się wyczerpuje. A to sprawia, że wzrost zatrudnienia w jednych podmiotach gospodarczych staje się możliwy tylko dzięki jego spadkowi w innych.

Podmiotami, które tych pracowników tracą, są właśnie przedsiębiorstwa zatrudniające co najmniej 10 osób – choć nie w każdym sektorze. Jednocześnie liczba pracujących w mniejszych firmach, w tym osób pracujących na własny rachunek, a także w szeroko rozumianej administracji publicznej – z uwzględnieniem wojska – rośnie. Wiąże się z dynamicznym rozwojem sektora usług, który jest bardziej rozdrobniony. Efekt jest taki, że liczba pracujących nad Wisłą wciąż nie maleje szybciej niż liczba osób gotowych pracować.

Widać to w najbardziej pełnych danych dotyczących rynku pracy, choć ich mankamentem jest to, że ukazują się ze sporym opóźnieniem. Przykładowo, najnowsze dane dotyczące liczby pracujących w podmiotach gospodarki narodowej – niezależnie od wielkości, ale z pominięciem osób pracujących na podstawie umów cywilnoprawnych – dotyczą sierpnia 2025 r.

I pokazują, że w pierwszych ośmiu miesiącach minionego roku liczba pracujących była o 0,2 proc. mniejsza niż rok wcześniej, ale gdyby pominąć rolnictwo, była o 0,1 proc. większa.

Podobny obraz wyłania się z Badań Aktywności Ekonomicznej Ludności, które z kolei obejmują wszystkich pracujących, ale opierają się na badaniach ankietowych na próbie populacji. W pierwszych trzech kwartałach 2025 r. liczba pracujących nad Wisłą według tego źródła była o 0,1 proc. mniejsza niż takim samym okresie poprzedniego roku, ale po wyłączeniu rolnictwa (wraz z leśnictwem i rybactwem) o 0,4 proc. większa.

Na dużo szybszy wzrost liczby pracujących w Polsce, bez znacznie większej skali imigracji, nie można już liczyć. Wahania koniunktury na rynku pracy będą się przejawiały bardziej zmianami tempa wzrostu płac niż zmianami zatrudnienia.

Oglądana z tej perspektywy styczniowa zwyżka przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw nie daje powodów do obaw, że na rynku pracy następuje ochłodzenie. W ujęciu realnym, czyli po uwzględnieniu inflacji, zwyżka sięgnęła niemal 4 proc., co wciąż jest wynikiem powyżej długoterminowej średniej (wynosi 3 proc.) – mimo wspomnianych zaburzeń związanych z pogodą i układem kalendarza. Wskaźniki nastrojów konsumentów sugerują zaś, że Polacy tę zwyżkę siły nabywczej wynagrodzeń odczuwają.

Więcej postów

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*