Mieszkania w Polsce jednak drożeją, w niektórych miastach nawet najszybciej od lat – wynika z nowych danych NBP na ten temat. Drożeją też węgierskie obligacje, z dość ciekawego powodu. W przyszłości być może drożeć będą też akcje Blika, jeśli pojawią się na giełdzie, nad czym spółka obecnie się zastanawia. Ponadto mamy nowe dane o nastrojach w Niemczech i o pozycji odnawialnych źródeł energii w polskim systemie energetycznym. Oto pięć wydarzeń w gospodarce, na które warto zwrócić uwagę.
1. Ceny mieszkań w Polsce jednak rosną: Poznań, Warszawa i Łódź na czele listy
Ceny mieszkań w największych miastach w Polsce w okresie od września do listopada ubiegłego roku rosły najszybciej od ponad roku – wynika z nowych danych dotyczących cen transakcyjnych na rynku wtórnym opublikowanych przez NBP.
Wzrost ten wyniósł 2,6 proc. w skali kwartału, kończąc wcześniejszy okres trwający równo rok, w którym ceny te praktycznie stały w miejscu, rosnąc średnio tylko o 0,4 proc.
Największe wzrosty, aż o 5,9 proc., widać w Poznaniu. W przypadku tego miasta ostatni raz ceny szły w górę w takim tempie w 2012 roku, a więc trzynaście lat temu. W Łodzi mieszkania na rynku wtórnym podrożały średnio o 3,4 proc.
Obydwa te miasta są bardzo ciekawe, ponieważ tu i tu tak naprawdę średnia cena za metr kwadratowy lekko spadła, a jednak tak zwany indeks hedoniczny wyliczany przez NBP mocno wzrósł, a to ten indeks właśnie poprawnie wskazuje, czy mieszkania faktycznie drożeją, czy tanieją.
Chodzi tu o to, że prosta średnia za metr spadła, ponieważ zmieniła się struktura rynku, czyli w danym okresie sprzedało się więcej mieszkań o na przykład większym metrażu, z ceną za metr na niższym poziomie niż np. w przypadku kawalerek, albo w tańszych dzielnicach, co spowodowało spadek średniej dla całego miasta. Indeks hedoniczny sumuje natomiast zmiany cen mieszkań o tych samych cechach, niezależnie od tego, których sprzedało się więcej, a których mniej.
Indeks ten dla Warszawy wzrósł o 4 proc., czyli najbardziej od siedmiu kwartałów. Akurat w przypadku stolicy pokrywa się to ze wzrostem średniej ceny za metr kwadratowy do 16 750 zł.
Jeśli chodzi o pozostałe duże miasta, to w Krakowie indeks hedoniczny cen mieszkań urósł o 1,5 proc., w Trójmieście o 0,7 proc., a we Wrocławiu spadł o 2,3 proc. Spadek o 2,7 proc. zanotowały Katowice, a największe w kraju, o ponad 3 proc. Opole i Rzeszów. Z drugiej strony, ze wzrostem o 4,5 proc. wśród liderów wzrostów plasuje się Zielona Góra.
Różnica pomiędzy ceną ofertową, a transakcyjną na rynku wtórnym w większości miast utrzymuje się nieco poniżej 10 proc., wyjątkami są Gdańsk i Gdynia, gdzie przekracza ona 15 proc., oraz Poznań, Warszawa i Bydgoszcz, gdzie sięga ona odpowiednio: 12,5, 11,4 i 10,9 proc.
Na rynku pierwotnym średniej ceny i ich zmiany w stosunku do poprzedniego kwartału wyglądają następująco:
- Warszawa – 16 583 zł, wzrost o 1,8 proc.
- Kraków – 15 588 zł, spadek o 0,3 proc.
- Gdańsk -14 379 zł, wzrost o 1,4 proc.
- Wrocław – 14 062 zł, spadek o 3,2 proc.
- Gdynia – 13 893 zł, wzrost o 2,8 proc.
- Poznań – 12 435 zł, spadek o 0,7 proc.
- Katowice – 11 854 zł, spadek o 0,9 proc.
- Szczecin – 11 726 zł, spadek o 0,2 proc.
- Lublin – 11 123 zł, wzrost o 2,8 proc.
- Łódź – 9708 zł, spadek o 1,3 proc.
Z danych wynika, że średnie ceny na rynku pierwotnym w Gdańsku przegoniły te we Wrocławiu, zaś poziomy cen w Warszawie, Lublinie, Gdańsku i Gdyni to nowe rekordy.
2. Węgierskie obligacje nowym przebojem na rynkach finansowych
Sporo ostatnio piszemy o ogromnym popycie na polskie obligacje, który skutkuje spadkiem ich rentowności, podobne rzeczy, ale z nieco innych powodów dzieją się też na Węgrzech.
Rentowność ich obligacji dziesięcioletnich spadła właśnie do 6,5 proc. czyli poziomu najniższego od grudnia 2024 roku.
O ile u nas spadek rentowności obligacji to reakcja na świetne prognozy dotyczące tempa wzrostu gospodarczego i oczekiwanie na kolejne obniżki stóp procentowych, o tyle na Węgrzech gospodarka radzi sobie znacznie gorzej, inflacja jest wyżej, ale za to u nich w kwietniu będą wybory parlamentarne.
Z sondaży wynika, że skonfliktowany z władzami Unii Europejskiej Viktor Orban je przegra i to jest główny motyw napędzający wzrost cen i spadek rentowności węgierskich obligacji – rynek liczy na to, że nowy rząd po wyborach zakończy spory z Brukselą i odblokuje dostęp do miliarów euro w unijnych funduszach.
W tym kontekście bardzo ciekawy był w tym tygodniu kolejny spadek rentowności w reakcji na wystąpienie w Budapeszcie amerykańskiego sekretarza stanu Marco Rubio, który ewidentnie wmieszał się w węgierską kampanię wyborczą po stronie Orbana, co można odczytywać jako próbę zwiększenia jego szansy na uniknięcie porażki i pozostanie przy władzy.
Jeden z analityków cytowanych w tej sprawie przez Bloomberga wskazuje na to, że Rubio w Budapeszcie zapowiedział, że jeśli Węgry wpadną w kłopoty, to zawsze pomogą liczyć na finansową pomoc ze strony Stanów i prezydenta Donalda Trumpa.
Wynika więc z tego, że Węgry mogą teraz liczyć na dopływ pieniędzy z zewnątrz niezależnie od wyniku wyborów; jeśli Orban przegra odblokowane zostaną fundusze unijne, a jeśli wygra, to dostanie jakąś formę dofinansowania z USA. I to właśnie jest przyczyna ostatniego przypływu optymizmu na lokalnym rynku, widocznego w postaci umocnienia się węgierskich obligacji, a przy okazji także forinta na rynku walutowym, który chociażby w stosunku do złotego jest ostatnio najsilniejszy od dwóch lat.
3. Blik zastanawia się nad giełdowym debiutem
Blik może pojawić się na warszawskiej giełdzie. A dokładniej rzecz ujmując Polski Standard Płatności, bo tak nazywa się spółka, która jest właścicielem systemu Blik, który w ostatnich latach wyrósł na bardzo ważną część infrastruktury płatności mobilnych w Polsce, obsługując kilka miliardów transakcji rocznie i mając około 20 mln użytkowników korzystających z niego poprzez aplikacje bankowe.
W 2025 r. liczba operacji sięgnęła 2,9 mld, a ich łączna wartość wyniosła 441,5 mld zł, co przekłada się na średnio ok. 8 mln transakcji dziennie.
Na te 2,9 mld transakcji składa się 1,4 mld płatności w sklepach internetowych, 735 mln przelewów na numer telefonu, 704 mln transakcji w sklepach stacjonarnych i 79 mln przypadków wypłat gotówki w bankomatach.
Szacunki przytaczane w Bloombergu sugerują, że wartość rynkowa spółki w momencie debiutu giełdowego mogłaby oscylować wokół 2 mld dolarów, czyli powyżej 7 mld złotych. Taka oferta publiczna plasowałaby się więc w gronie największych ofert ze strony spółek technologicznych w historii warszawskiego rynku i mogłaby istotnie ożywić zainteresowanie GPW ze strony zarówno inwestorów krajowych, jak i zagranicznych.
Decyzja o debiucie giełdowym jeszcze nie zapadła. Na razie wiadomo tylko, że Rada Nadzorcza spółki dyskutowała na ten temat. Ale w przypadku każdego giełdowego debiutu, cała historia zaczyna się od takich właśnie dyskusji.
Oczywiście wejście Blika na giełdę obok korzyści dla samej giełdy miałoby też przynieść korzyści spółce. Umożliwiłoby pozyskanie kapitału na przyspieszenie ekspansji zagranicznej, spółka prowadzi już pilotaże i projekty współpracy z partnerami w innych krajach, testując m.in. przelewy na telefon pomiędzy różnymi rynkami, co wymaga istotnych nakładów. Ewentualne wejście na giełdę mogłoby też wzmocnić rozpoznawalność marki Blik na rynkach międzynarodowych i pomóc przyciągnąć doświadczonych menedżerów oraz specjalistów z obszaru fintechu.
Przy okazji debiutu giełdowego pojawiłaby się też szansa dla dotychczasowych udziałowców na częściowe wyjście z inwestycji i zainkasowanie sporego zysku, chociaż to na razie nie jest jeszcze przesądzone.
Z kapitalizacją w okolicach 7-8 mld zł Blik zmieściłby się w gronie czterdziestu największych spółek na warszawskiej giełdzie, sąsiadując pod tym względem z Cyfrowym Polsatem i Dom Development.
4. Nastroje w Niemczech pozostają całkiem niezłe
Indeks Instytutu ZEW w Niemczech spadł w lutym do 58,3 pkt, z 59,6 w styczniu. Spadek jest zaskakujący, bo rynek oczekiwał wzrostu, ale warto pamiętać, że wynik styczniowy był najwyższy od paru lat, tak więc również dane za luty na tle tego, jak ten wskaźnik wyglądał przez wiele wcześniejszych miesięcy, są zupełnie niezłe.
Indeks ZEW powstaje na bazie ankiet wśród 35 ekspertów z branży finansowej i dotyczy ich prognoz na kolejne sześć miesięcy dla niemieckiej gospodarki. Można więc powiedzieć, że jest to indeks nastrojów wśród analityków, ekonomistów i inwestorów.
Nastroje te pozostają umiarkowanie dobre, a spora część ekspertów biorących udział w ankiecie oczekuje stopniowego ożywienia w niemieckiej gospodarce, co oczywiście byłoby okolicznością bardzo korzystną także dla polskiej gospodarki, dla której Niemcy to główny zagraniczny rynek zbytu.
W ubiegłym roku gospodarka Niemiec urosła realnie zaledwie o 0,2 proc. ale był to jej pierwszy wzrost od 2022 roku, w tym roku prognozy mówią o wzroście o około 1 proc., albo nieco szybszym.
5. OZE w Polsce: ponad połowa łącznej mocy w systemie, udział w produkcji znacznie mniejszy
Wiatraków i paneli fotowoltaicznych mamy w kraju coraz więcej i doszliśmy właśnie do momentu, w którym całkowita moc zainstalowana w odnawialnych źródłach energii stanowi już ponad połowę wszystkich mocy służących do wytarzania prądu w Polsce. Jest to moment symboliczny, chociaż absolutnie nie wynika z niego, że większość energii wyprodukowanej w kraju pochodzi z OZE.
Cechą źródeł odnawialnych jest bowiem to, że nie wykorzystują swoich mocy w sposób ciągły. Na przykład fotowoltaika nie pracuje w nocy, a wiatraki stoją, kiedy wiatr nie wieje. W efekcie więc z OZE dysponujących połową wszystkich dostępnych mocy wyprodukowano w 2025 roku „tylko” 31,4 proc. całej energii elektrycznej, zaś większa część w strukturze produkcji nadal należy do węgla.
Sytuacja jednak stopniowo się zmienia, a udziały OZE także dotyczące produkcji systematycznie rosną, w 2020 były one na poziomie około 18 proc., w 2024 przekroczyły 27 proc., a teraz bardzo wyraźnie pokonały poziom 30 proc.
Wzrost ten odbywa się głównie kosztem elektrowni węglowych, których udział w miksie wciąż jest bardzo duży, ale systematycznie spada z około 70 proc. notowanego do 2022 roku do około 52 proc. w 2025 roku. Jeśli uda się utrzymać dotychczasowy trend, być może w tym roku uda się sprowadzić udział węgla w polskim mixie energetycznym poniżej 50 proc.
Źródło: wnp.pl












Dodaj komentarz