Boris Johnson nie tylko nie trzymał się żadnych zasad, ale nie miał też żadnej wizji dla kraju

dziennik polityczny

Boris Johnson nie tylko nie trzymał się żadnych zasad, ale nie miał też żadnej wizji dla kraju. Podobnego połączenia takich cech u szefa rządu nie mieliśmy – uważa prof. Jonathan Portes, znany politolog z King’s College.

Boris Johnson odchodzi, bo skłamał, mówiąc, że nie wiedział o skandalach obyczajowych wiceszefa klubu torysów w Izbie Gmin Chrisa Pinchera. To nie zbyt błahy powód dla dymisji premiera, który dał torysom historyczne zwycięstwo wyborcze w 2019 r.?

To była tylko kropla, która przelała czarę goryczy. Gdyby nie wszystkie kłamstwa, których się poprzednio dopuścił Johnson, jak choćby w sprawie jego udziału w imprezach na Downing Street u szczytu lockdownu, to to ostatnie zapewne uszłoby mu na sucho. Johnson jest jednak od 30 lat kompulsywnym kłamcą. Nie potrafi inaczej. I torysi zawsze o tym wiedzieli.

To dlaczego został trzy lata temu wybrany na szefa rządu?

Na to złożyły się dwie rzeczy. Po pierwsze Jeremy Corbyn na czele Partii Pracy. Był tak radykalny, że nie mogła go strawić ogromna większość elektoratu. Po wtóre przedłużające się rokowania o wyjściu kraju z Unii. Ludzie chcieli to przeciąć i Johnson zaproponował tu proste rozwiązanie, które zasadniczo sprowadzało się do przyjęcia wszystkiego, czego chciała Europa. Dziś okazuje, że jest to zupełnie nie do przyjęcia dla kraju i sam Johnson domaga się renegocjacji umowy z Brukselą.

Zdaniem YouGov aż 62 proc. Brytyjczyków źle ocenia dziś brexit, a tylko 28 proc. nadal widzi w nim sens…

Zmiana premiera stawia pytanie, co dalej z brexitem. Czy dojdzie do resetu naszych relacji z Brukselą? Innego podejścia? To zależy od przebiegu kampanii wyborczej o przywództwo Partii Konserwatywnej i samej postaci nowego premiera. Nikt nie mówi co prawda o powrocie Wielkiej Brytanii do Unii w krótkim czasie. Ale większość Brytyjczyków uważa, że brexit nie działa i nowy szef rządu będzie musiał coś z tym zrobić. Ludzie oczywiście wiedzą, że cała Europa ma problemy wynikające z eksplozji cen energii, wojny na Ukrainie. Ale zdają sobie też sprawę, że brexit zamiast pomagać w przezwyciężeniu tych problemów, pogłębia je. Nie ma ludzi do pracy, są trudności w zaopatrzeniu. A jednocześnie nie widać jakichś jasnych korzyści z wyjścia kraju z Unii.

To może w dalszej perspektywie, powiedzmy dziesięciu lat, Wielka Brytania wróci do Unii?

Tego nie da się wykluczyć. Ale biorąc pod uwagę tempo, w jakim rozwija się brytyjska polityka, byłoby szaleństwem formułowanie dziś tak dalekich prognoz. Jest natomiast możliwe, że w niedługim czasie Wielka Brytania mogłaby wrócić do jednolitego rynku, choć na razie nikt o tym jeszcze nie mówi.

Wzorem dla Johnsona zawsze był Winston Churchill, któremu poświęcił biografię. Jak jego idol przejdzie do historii jako wielki premier?

(Śmiech). To jest naprawdę łatwe pytanie! Zostanie zapamiętany jako jeden z najgorszych premierów w historii Wielkiej Brytanii! Nie tylko nie trzyma się żadnych osobistych zasad, ale nie ma też żadnej wizji dla kraju. Churchill czy Lloyd George też byli mało etyczni, skorumpowani. Ale mieli wizję przyszłości kraju. Z kolei Theresa May odwrotnie: takiej wizji nie miała, ale była osobą zdecydowanie integralną. Johnson nie miał ani jednego, ani drugiego, a to jednak rzadkość.

Ależ w kampanii przed referendum 2016 r. był kluczową postacią w walce o brexit. To nie jest wizja przyszłości kraju?

Jak powszechnie wiadomo, jeszcze na początku 2016 r. wahał się, czy nie popierać członkostwa w Unii. Potem owszem, miał wielki udział w doprowadzeniu do brexitu. Ale to było powodowane czystym oportunizmem, osobistą kalkulacją kariery politycznej, a nie wizją, jak miałaby wyglądać Wielka Brytania po wyjściu z Unii. Brak zasad odnosił więc u Johnsona nie tylko do życia osobistego, ale i polityki.

Gdyby nie Johnson, do brexitu by nie doszło?

To bardzo trudno ocenić. Wielu innych i to dużo wcześniej walczyło o wyprowadzenie kraju z Unii.

Częścią dziedzictwa Johnsona nie będzie rozpad Zjednoczonego Królestwa?

To będzie zależało od podejścia nowego premiera. Jednak z pewnością brexit spowodował, że utrzymanie jedności królestwa stało się o wiele trudniejsze. To dotyczy w pierwszym rzędzie Irlandii Północnej, która staje się znacznie bardziej zintegrowana z Republiką Irlandii niż resztą Wielkiej Brytanii. Ale także Szkocji, której brexit unaocznił, że niezależnie od tego, co myśli, decyduje za nią Anglia. To niezwykle niebezpieczne. Królestwo nie rozpadnie się natychmiast, ale długoterminowe perspektywy nie są dobre.

A jaka jest przyszłość Partii Konserwatywnej? Z 32 proc. poparcia w sondażach pozostaje daleko w tyle, za laburzystami (40 proc.).

Johnson został odsunięty po części, aby zapobiec porażce torysów w 2024 r. Ten manewr się udał, gdy w 1990 r. odsunięto Margaret Thatcher, jednak teraz będzie to o wiele trudniejsze, tak wielkie szkody dla reputacji torysów zrobił Johnson.

Kto go zastąpi?

Kandydatów jest wielu, ale jasnego faworyta brak. Dla dobra partii premierem powinien zostać ktoś, kto jest przeciwieństwem Johnsona: człowiek może i nudny, ale uczciwy. Nie sądzę natomiast, aby torysi odważyli się na tym etapie postawić na przeciwnika brexitu.

Co będzie teraz robił Johnson?

Jako polityk jest całkowicie skończony. Może więc wróci do dziennikarstwa?

rp.pl

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Więcej postów