Szczyt NATO w Madrycie. Brak konkretów i mgliste zapowiedzi wzmocnienia wschodniej flanki

Szczyt NATO w Madrycie. Brak konkretów i mgliste zapowiedzi wzmocnienia wschodniej flanki

Polscy wojskowi, z którymi rozmawiał Onet, uważają, że na zakończonym właśnie szczycie NATO w Madrycie nie zapadły decyzje, które istotnie wzmocniłby wschodnią flankę Sojuszu. W związku z agresją Rosji na Ukrainę oczekiwali stałych baz i większej liczby sojuszniczych żołnierzy w Polsce. Usłyszeli jedynie zapowiedzi zwiększenia sił szybkiego reagowania NATO, dedykowanych do odparcia ewentualnego ataku Rosji na jedno z sojuszniczych państw.

Na nadzwyczajny szczyt NATO do Brukseli, zwołany 24 marca, niedługo po wybuchu wojny w Ukrainie, polski prezydent Andrzej Duda wystąpił z konkretnym pakietem propozycji dla Sojuszu, odnoście wsparcia wschodniej flanki

Zwrócił się do NATO z prośbą o wzmocnienie polskiej obrony przeciwlotniczej i stałą, a nie rotacyjną obecność wojsk sojuszniczych w naszym kraju oraz zwiększenie ich liczebności. Wnioskował też o ulokowanie w Polsce stałej bazy dla ciężkiej amerykańskiej dywizji (ok. 9 tys. żołnierzy).

Sygnały, jakie po agresji Rosji na Ukrainę płynęły do Polski z kwatery głównej NATO i Pentagonu pozwalały polskim politykom i wojskowym wierzyć, że nasze oczekiwania zostaną spełnione.

W Brukseli nie zapadły jednak żadne wiążące decyzje. Ich ogłoszenie odłożono na koniec czerwca, kiedy miał odbyć się szczyt państw NATO w Madrycie.

Mijały kolejne miesiące wojny. Nasi negocjatorzy zrozumieli, że nastroje wobec walczącej z rosyjską agresją Ukrainy, zwłaszcza wśród państw Starej Europy zmieniły się. To oznaczało, że Polska nie może już liczyć na spełnienie żądań, które wstępnie obiecano jej w Brukseli.

Kilka tygodni przed szczytem w stolicy Hiszpanii wojskowi, którzy negocjowali polskie stanowisko, zaczęli wycofywać się z części postulatów, co przyznali w nieoficjalnych rozmowach z Onetem. Polska delegacja, zaczęła również wysuwać coraz skromniejsze żądania.

— Walczyliśmy już nie o ciężką dywizję ulokowaną na stałe w naszym kraju, lecz brygadę, licząca ok. 3 tys. żołnierzy. Wycofaliśmy się też ze wzmocnienia naszej obrony przeciwlotniczej sojuszniczym sprzętem. Ważne jednak dla nas były gwarancje przyspieszenia dostaw sprzętu, który zamówiliśmy na Zachodzie po wybuchu wojny w Ukrainie — mówi jeden z wysokich rangą polskich wojskowych.

Choć oficjalnie nasi oficerowie i politycy podkreślali, że szczyt Sojuszu w hiszpańskiej stolicy będzie ważny, historyczny i przełomowy, w kuluarowych rozmowach dodawali z rozgoryczeniem, że “tylko na papierze i w przekazach dla mediów”.

Rosja jest zagrożeniem dla pokoju

Wczoraj zakończyło się spotkanie liderów NATO w Madrycie. Czy było historyczne? Niewątpliwie za takie należy uznać zapis we wspólnej deklaracji, że Sojusz Północnoatlantycki będzie nadal bronić każdego centymetra swojego terytorium, a także ten, że Rosja “jest najważniejszym i bezpośrednim zagrożeniem dla bezpieczeństwa sojuszników oraz dla pokoju i stabilności w obszarze euroatlantyckim”. Doniosłe i ważne było również rozszerzenie grona sojuszników o Finlandię i Szwecję.

Sformułowania dotyczące wzmocnienia wschodniej flanki NATO brzmią jednak mgliście i mało konkretnie.

Sekretarz generalny paktu Jens Stoltenberg zapowiedział, że siły szybkiego reagowania NATO zostaną zwiększone aż siedmiokrotnie – do 300 tys. żołnierzy. Każda zaś jednostka w planach będzie przypisana do obrony konkretnej części flanki wschodniej w razie rosyjskiej agresji. Problem w tym, że te siły, które dziś liczą 40 tys. żołnierzy, nie będą stacjonować wschodzie, lecz w państwach macierzystych.

Tylko Rumunia po szczycie w Madrycie ma gwarancję, że zostanie wzmocniona brygadą NATO-wską, lecz nadal stacjonującą tam na rotacyjnej, niestałej zasadzie.

Jedyną konkretną zapowiedzią stałej obecności sojuszniczej na wschodniej flance, było ogłoszenie przez prezydenta Stanów Zjednoczonych, Joe Bidena, że w Polsce powstanie na stałe wysunięte dowództwo V Korpusu amerykańskiej armii, a także batalion wsparcia i wojskowy garnizon. Tyle że V Korpus jest formowany w Poznaniu już od 2020 r. Zgodnie z zapowiedziami po spotkaniu w Madrycie jego obsada ma zostać zwiększona z ok. 300 do 700 amerykańskich wojskowych i pracowników cywilnych.

Nie mamy już czasu na rozwijanie koncepcji

— Przy dobrych wiatrach ustalenia ze szczytu NATO w Madrycie można systematycznie rozwijać, tak by rzeczywiście zwiększyć bezpieczeństwo wschodniej flanki. To jednak wymaga woli politycznej, sporych nakładów i czasu. Obecnie jednak zwłaszcza tego ostatniego w związku z wojną w Ukrainie bardzo nam brakuje — mówi z pewnym rozgoryczeniem wysoki rangą polski wojskowy.

Inny dodaje: — Wiem, że po spotkaniu szefów państw NATO w Madrycie można odnieść wrażenie, że niewiele ustalono. Jednak to, co tam padło, to wytyczne polityczne, do których usiądą teraz wojskowi i przekują w konkrety.

onet.pl