To będą pierwsze popandemiczne wakacje. Co dalej z uchodźcami mieszkającymi w hotelach?

Dziennik polityczny

Do Polski z Ukrainy uciekło już ponad 3,5 mln uchodźców. Większość nie ma szans na powrót do kraju. Schronienie zaoferowali im m.in. osoby prywatne i właściciele hoteli. Tej odpowiedzialności do tej pory nikt z nich nie zdjął. Branża hotelarska ma teraz ogromny problem, z którym sama sobie nie poradzi.

Wydaje się, że przez trzy miesiące, które upłynęły od rozpoczęcia wojny, polski rząd miał wystarczająco dużo czasu, by kompleksowo zorganizować uchodźcom dach nad głową. Tak jednak nie jest i nadal to zwykli Polacy czy hotele goszczą Ukraińców. W zamian za to rząd daje osobom prywatnym 40 zł za dzień pomocy, a z hotelami zawierane są umowy – przedstawiciele branży wyliczają, że są to kwoty rzędu 40-70 zł za nocleg i trzy posiłki.

Z ankiety Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego wynika, że w kwietniu 43 proc. badanych obiektów gościło uchodźców – w sumie 6,4 tys. obywateli Ukrainy. To głównie matki z dziećmi.

Hotele chcą wyjść na prostą

– Wiele hoteli od początku wojny w Ukrainie aktywnie wspiera wszelkie akcje pomocowe na rzecz uchodźców, którzy znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji życiowej. Branża od pierwszych dni traktuje to jako swój moralny obowiązek. Ale hotel, jako przedsiębiorstwo, musi się utrzymać ze swojej działalności, właściciel musi pokrywać koszty, w tym zapłacić na czas wszystkie zobowiązania finansowe – mówi w rozmowie z serwisem finanse.wp.pl Ireneusz Węgłowski, prezes Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego.

Tymczasem, jak tłumaczy, ostatnie dwa lata były dla branży bardzo trudne z powodu pandemii. Do tego hotele odczuwają skutki rosnącej inflacji. – To wszystko powoduje, że przedsiębiorcy hotelowi, jak nigdy, poszukują dzisiaj możliwości odrobienia poniesionych strat – komentuje Węgłowski.

I podkreśla, że stawki za zakwaterowanie i wyżywienie uchodźców, które proponuje rządowa specustawa, są nieadekwatne do ponoszonych kosztów.– Może tańsze ośrodki wakacyjne, sezonowa baza kolonijna czy wypoczynkowa byłyby w stanie je akceptować przed sezonem, ale znaczna większość komercyjnych hoteli – nie. W końcu lutego i w marcu hotele miejskie nie miały dużego obłożenia i starały się przyjmować uchodźców z Ukrainy. Ale obecnie wchodzimy już w okres wzrastającego popytu na usługi hotelowe, a zniesienie stanu epidemii powoduje, że hotele dostają coraz więcej rezerwacji i nie mogą przeznaczać pokoi na zakwaterowanie po zaniżonych stawkach ze specustawy – przyznaje.

– Hotelarze bardzo pomogli w momencie próby, ale nie oczekujmy, że ta odpowiedzialność ciągle będzie spoczywać na ich barkach – zgadza się Marek Łuczyński, prezes Polskiej Izby Hotelarzy. – Podkreślmy, że noclegi uchodźcom udostępniali głównie niezależni hotelarze działający w naszym kraju. Zagraniczne sieci pomagały w znacznie mniejszym zakresie, jeśli w ogóle. W tym roku mamy przed sobą tak naprawdę pierwszy popandemiczny sezon wakacyjny i trudno się dziwić, że dla właścicieli najważniejsza będzie sprzedaż miejsc noclegowych czy organizacja opłaconych wcześniej imprez okolicznościowych i konferencji – dodaje w rozmowie z serwisem finanse.wp.pl.

– Polski rząd już bardzo pomógł: dostarcza m.in. olbrzymią ilość sprzętu wojskowego na Ukrainę, a w Polsce uprościł szereg procedur administracyjnych dla uchodźców i wprowadził świadczenia pieniężne, jak 500+. Trudno oczekiwać, abyśmy my – jako Polska – robili coś więcej. Pomocą humanitarną zajmuje się wiele organizacji pozarządowych, fundacji oraz zwykłych ludzi o dobrym sercu – komentuje Łuczyński.

– Nie pytajmy, co jeszcze może zrobić polski rząd czy hotelarze, odbijmy piłeczkę w kierunku diaspory ukraińskiej w naszym kraju. Nie tylko my powinniśmy pomagać – przekonuje prezes PIH. Dodaje, że zamiast ryby, lepiej dać ludziom wędkę.

– W całej branży hotelowo-gastronomicznej są potrzebni pracownicy. Wiele hoteli dało uchodźcom z Ukrainy pracę, a za zarobione pieniądze osoby te mogą szukać bardziej stałego dachu nad głową.

Jacek Piechota, prezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej, zapewnia, że od pierwszych dni rosyjskiej agresji Ukraińcy na stałe mieszkający w Polsce pomagali swoim rodakom, którzy trafili do naszego kraju. – To, że możemy pochwalić się tym, że w Polsce nie było obozów dla uchodźców, że przyjęliśmy ich w domach, to także zasługa właśnie diaspory ukraińskiej – mówi w rozmowie z serwisem finanse.wp.pl prezes PUIG.

 Ukraińcy też dają dach nad głową uchodźcom, od razu też zaangażowali się w tworzenie zorganizowanego systemu pomocy. Pierwsze centrum recepcyjne w Warszawie zostało stworzone nie przez prezydenta miasta czy rząd, a przy udziale mieszkających tu ukraińskich wolontariuszy – tłumaczy.

– Polsko-Ukraińska Izba Gospodarcza ma podpisane porozumienie z grupą Arche i innymi niezależnymi hotelami w sprawie lokowania w nich uchodźców. Liczymy jednak, że pełnomocnik rządu ds. uchodźców razem z hotelarzami i przedstawicielami ukraińskiej diaspory będą szukać sposobów, jak ten problem kompleksowo rozwiązać – dodaje Jacek Piechota.

Jak skutecznie pomagać?

Grupa Arche jest jednym z tych graczy na rynku, którzy w szukanie miejsc pobytu dla Ukraińców zaangażowali się najmocniej. I pokazuje, jak można rozwiązać obecny kryzys. Oprócz prowadzenia biznesu hotelowego i deweloperskiego, w 2014 roku firma założyła też Fundację Leny Grochowskiej – i to właśnie ta organizacja zajmuje się teraz działalnością na rzecz uchodźców.

– Od początku wojny w naszych hotelach udzieliliśmy uchodźcom około 18 tysięcy bezpłatnych noclegów. Od razu założyliśmy, że będzie to tylko przejściowa forma pomocy, a w marcu zaczęliśmy szukać budynków, w których można urządzić miejsca na pobyt stały – tłumaczy w rozmowie z finanse.wp.pl Aneta Żochowska, dyrektor Fundacji Leny Grochowskiej.

8 marca fundacja uruchomiła pierwszy taki dom na warszawskiej Pradze.Wcześniej był to niemal pusty hotel robotniczy, a budynek bezpłatnie użyczyła firma Strus Development. Jedyne koszty, które trzeba pokrywać, to te związane z utrzymaniem obiektu. Najpierw trzeba go było jednak zaadaptować, kupić meble i potrzebne wyposażenie. W tym pomaga fundacja Grand Circle z Bostonu, która jest stałym partnerem Fundacji Leny Grochowskiej.

Do dziś organizacji tej udało się pozyskać w sumie siedem budynków pod miejsca stałego pobytu dla uchodźców: oprócz tego w Warszawie, także w Ożarowie Mazowieckim, Konstancinie-Jeziornej, Siedlcach, Lublinie, Sannikach koło Płocka i w Gdańsku. Prace nad pozyskaniem następnego, w Łodzi, trwają. Wszędzie działa to na tej samej zasadzie: obiekt jest udostępniany fundacji bezpłatnie, na przykład uczelnia przekazuje opuszczony akademik.

– Obecnie gościmy w tych domach 800 osób, a do końca czerwca będą ich dwa tysiące. Gdy to się uda, będziemy monitorować, czy jest zapotrzebowanie na kolejne takie obiekty. Nadal też w niektórych hotelach Arche nocują jeszcze niewielkie grupy uchodźców. Natomiast hotel w Janowie Podlaskim na stałe został przeznaczony na dom dla ponad 200 dzieci z ukraińskich domów dziecka – mówi Aneta Żochowska.

Jak zaznacza, na razie fundacja od rządu nie dostała żadnego finansowego wsparcia, ale będzie ubiegać się o pieniądze, które otrzymują osoby prywatne i firmy, dające Ukraińcom schronienie. – Choć fundacje są wyłączone z tego rządowego wsparcia, my się na nie łapiemy, ponieważ prowadzimy także działalność gospodarczą. Pojawia się jednak inny problem, bo rząd zapowiedział, że będzie wypłacał te pieniądze jeszcze tylko przez kolejne dwa miesiące – podkreśla dyrektor Fundacji Leny Grochowskiej.

– Na razie, oprócz fundacji Grand Circle, finansowo i technicznie wspiera nas też grupa Arche, pieniądze wpłacają również osoby prywatne i firmy. Widać jednak, że ten pierwszy zryw pomocowy od osób prywatnych przygasł. Wielu ludzi, którzy przyjęli uchodźców pod swój dach, chciałoby wrócić do normalności. Nie spodziewali się, że przez trzy miesiące będą żyli z obcymi ludźmi – przyznaje Żochowska.

I zaznacza, że wyzwań będzie coraz więcej, bo do Polski trafiają teraz uchodźcy, którzy uciekli z regionów, w których trwały zaciekłe działania wojenne: z Mariupola, Odessy, Zaporoża czy Dniepra. – Wielu z nich już nie ma do czego wracać, więc ich pobyt w naszym kraju może być długi. Rząd i samorządy się tym jednak nie interesują. Standardową stawką, jaką wojewodowie oferują hotelom za zapewnienie noclegu Ukraińcom, jest 70 zł. A to za mało, by te obiekty mogły normalnie funkcjonować, zwłaszcza że w tej cenie mają też, zgodnie z umowami, zapewnić trzy posiłki dziennie – komentuje.

 Rząd powinien przestać udawać, że problemu nie ma. Powinien teraz pójść na współpracę z organizacjami pozarządowymi, które mają wiedzę i umiejętności, by dalej skutecznie kierować pomoc do uchodźców, odciążając zwykłych Polaków czy hotelarzy. Można by na przykład tworzyć więcej takich miejsc pobytu, jakie tworzymy my. Znam osobiście kilka organizacji, które są w stanie na podobną skalę robić takie rzeczy. Do tego jest jednak potrzebna rządowa gwarancja finansowego bezpieczeństwa – podsumowuje Aneta Żochowska.

Według Ireneusza Węgłowskiego z Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego, warunkiem szerszego włączenia się hoteli w pomoc w zakwaterowaniu uchodźców jest z kolei korekta stawki dziennej w górę i podpisanie umów z obiektami, które zgodzą się świadczyć wymagany zakres usług. – Umowy powinny też precyzować, na jak długi okres są zawierane i regulować kwestię relokacji osób zakwaterowanych w hotelu po zakończeniu okresu obowiązywania – tłumaczy.

Węgłowski podkreśla też, że IGHP podpisała niedawno porozumienie z JP Morgan, jedną z największych instytucji finansowych z USA, która przeznaczyła na sfinansowanie zakwaterowania dla uchodźców z Ukrainy 5 milionów dolarów. Program będzie koordynowany przez IGHP, a stawka dzienna za pobyt znacznie przekracza oferowane dzisiaj kwoty wynikające ze specustawy – zaznacza prezes izby.

Od początku wojny w pomoc zaangażował się też państwowy Polski Holding Hotelowy, który udostępnił już w sumie ponad 100 tysięcy noclegów. Jak tłumaczy nam biuro prasowe PHH, w obiektach należących do holdingu znajduje się teraz około 1,4 tys. osób z Ukrainy. “Ta liczba cały czas się zmienia, a nasze hotele pełnią przede wszystkim funkcję hubów w swoich regionach” – tłumaczą przedstawiciele holdingu w przesłanym nam e-mailu. W sumie PHH może przyjąć w jednym momencie trzy tysiące osób.

Pomoc ma być systemowa

O plany dotyczące odciążenia osób prywatnych i hoteli zapytaliśmy w piątek MSWiA. Odpowiedź opublikujemy, gdy tylko ją dostaniemy. Tego samego dnia Paweł Szefernaker, pełnomocnik rządu ds. uchodźców wojennych z Ukrainy i wiceszef MSWiA, zapowiedział w Senacie, że w tym tygodniu rząd przedstawi projekt zmian w ustawie o pomocy uchodźcom z Ukrainy. Ma się w nim znaleźć rozwiązanie pomagające samorządom w zagospodarowaniu pustostanów.

– To niezwykle ważna sprawa, bo już przed wojną były problemy z dostępem do mieszkań komunalnych, a przyjazd do Polski tak dużej grupy uchodźców powoduje, że problem z tym jest coraz większy. W związku z tym tutaj uelastyczniamy prawo – zapowiedział Szefernaker, cytowany przez PAP. Przypomniał, że w Polsce w ramach współpracy rządu i samorządów został powołany zespół, który wypracowuje systemowe założenia pomocy Ukraińcom. – Dziś najważniejsze jest to, abyśmy do 1 lipca mogli przygotować takie rozwiązania systemowe, które pozwolą nam na najbliższe miesiące ustabilizować sytuację – dodał.

MONEY.PL, Tomasz Sąsiada, dziennikarz Wirtualnej Polski