„Wysiadaj k… z samochodu, bo cię wysadzę”

nagranie z zatrzymania fotoreporterów przez wojsko

Fotoreporterzy zatrzymani we wtorek w okolicach Michałowa przez osoby w mundurach żołnierzy udostępnili nagranie audio z zajścia. Słychać na nim, jak jeden z wojskowych krzyczy m.in. „Wysiadaj k… z samochodu, bo cię wysadzę”. MON twierdzi, że interwencja była uprawniona, podkreśla, że dziennikarze byli zamaskowani i nie mieli oznaczeń prasowych.

We wtorek w miejscowości Wiejki pod Michałowem grupa osób w mundurach Wojska Polskiego zaatakowała trzech fotoreporterów: Macieja Nabrdalika, Macieja Moskwę i Martina Diviska. Dziennikarze mieli być wyciągniętą siłą z auta, skuci i obsypani wulgaryzmami. Przejrzano im też karty pamięci w aparatach. Press Club Polska wystąpił do MON z wnioskiem o wyjaśnienie, czy w zajściu brali udział żołnierze Wojska Polskiego. Z relacji, jaką przedstawił mediom Marcin Lewicki, prezes Press Club Polska wynika, że we wtorek cała trójka dziennikarzy została zaatakowana przez osoby w mundurach żołnierzy WP. Czy było to wojsko – takich wyjaśnień w imieniu poszkodowanych domaga się Press Club od Ministerstwa Obrony Narodowej.

Co słychać na nagraniu?

W środę zatrzymani i przeszukani dziennikarze ujawnili nagranie z interwencji – na Twitterze udostępnił jego fragment trójmiejski reporter Radia Zet, Maciej Bąk. Nagranie ma trzy minuty. Na początku słychać, jak wojskowi zatrzymują samochód reporterów i każą im go niezwłocznie opuścić. „Wysiadaj z samochodu, w tej chwili! Wysiadasz, czy mam cię wysadzić”- krzyczy jeden z mundurowych, dodając: „Masz minutę”.  Pada też polecenie, by reporterzy opróżnili kieszenie, położyli się na ziemi i wylegitymowali. „Gdzie legitymacja jest twoja? Na ch… czekasz? Gdzie legitymację masz?” – krzyczy jeden z interweniujących.  W tle słychać wyraźne zapewnienia jednego z fotoreporterów: „Jestem dziennikarzem”. Wówczas żołnierz mówi podniesionym głosem: „Drugi też: won z samochodu!”.

MON: „Nie ma mowy o ataku” Do sytuacji w Wiejkach ustosunkowało się Ministerstwo Obrony Narodowej, publikując na Twitterze oświadczenie. Wynika z niego, że interweniowali jednak żołnierze (tego chciał dowiedzieć się Press Club), a interwencja spowodowana była tym, że reporterzy byli zamaskowani, kręcili się w pobliżu obozowiska i fotografowali: zarówno obozowisko, jak i żołnierzy. „Osoby te chodziły wzdłuż obozowiska, miały na twarzy białe maski, założone kaptury na głowach, nie posiadały żadnych oznaczeń zewnętrznych, świadczących o tym, że są dziennikarzami” – pisze MON. Gdy zostali wezwani do zaprzestania fotografowania, mieli udać się do samochodu i próbowali odjechać, więc wojskowi postanowili zatrzymać ich do wyjaśnienia sytuacji. „Osoby te pokazały dokumenty potwierdzające tożsamość. Wojskowi nie potwierdzają, że przed wykonaniem zdjęć dziennikarze się przedstawili i uprzedzili, że będą wykonywać fotografie” – czytamy w oświadczeniu resortu obrony. – Stanowczo nie zgadzamy się, że to był „atak na fotoreporterów”. Interwencja była w pełni uprawniona – napisano na Twitterze.

Kryzys na granicy bez obecności dziennikarzy

Od 2 września, w związku z presją migracyjną w przygranicznym pasie z Białorusią w 183 miejscowościach woj. podlaskiego i lubelskiego obowiązuje stan wyjątkowy. Na mocy rozporządzenia prezydenta Andrzeja Dudy wydanego na wniosek Rady Ministrów stan wyjątkowy wprowadzono najpierw na 30 dni, po czym w końcu września Sejm zgodził się na przedłużenie go o kolejne 60. Kilka dni temu do wykazu prac legislacyjnych rządu trafił projekt nowelizacji ustawy o ochronie granicy państwowej i niektórych innych ustaw. Regulacja umożliwia m.in. wprowadzenie na czas określony zakazu przebywania na określonym obszarze strefy nadgranicznej. W środę Sejm przyjął ustawę o ochronie granicy, w myśl której minister będzie mógł wprowadzić czasowy zakaz poruszania się w strefie przygranicznej rozporządzeniem, zaś lokalni komendanci Straży Granicznej będą mieli uprawnienia, aby zakazać wjazdu do niej dziennikarzom.

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!