To było dosyć kuriozalne. Poseł chciał zanieść uchodźcom leki

– To było dosyć kuriozalne. Żadna służba nie ma prawa posłowi zabronić wykonywania jego pracy. Ja mam prawo podejść do granicy państwa, jeśli widzę, że prawo jest nadużywane – tłumaczy w rozmowie z Gazeta.pl poseł Franciszek Sterczewski z Koalicji Obywatelskiej, który we wtorek został otoczony kordonem pograniczników, gdy próbował dostać się do koczujących na granicy uchodźców z Afganistanu.

Od 16 dni przy polsko-białoruskiej granicy na wysokości miejscowości Usnarz Górny koczuje grupa kilkudziesięciu uchodźców z Afganistanu. Starają się dostać się na terytorium Polski, by uzyskać ochronę międzynarodową, ale uniemożliwiają im to pilnujący granicy żołnierze oraz Straż Graniczna.

Na opublikowanym we wtorek wieczorem nagraniu widać, jak poseł Koalicji Obywatelskiej Franciszek Sterczewski w biegu próbuje wyminąć funkcjonariuszy policji i Straży Granicznej i dostać się do osób przebywających przy granicy. W rozmowie z Gazeta.pl tłumaczy motywacje, jakie kierowały jego działaniami oraz opisuje przebieg samego zdarzenia.

– 32 osoby są zamknięte przez polskie służby w kordonie, szczelnie otoczone wozami Straży Granicznej i policji. Z odległości 300 metrów próbujemy się z nimi komunikować, bo nie jesteśmy wpuszczani bliżej. Niezależne organizacje, jak Fundacja Ocalenie, nie są dopuszczane do nich, w związku z tym przez megafon z tłumaczką staraliśmy się krzyczeć i komunikować z osobami zamkniętymi w tym obozie – relacjonował poseł.

– Wiemy, że przynajmniej cztery osoby są w ciężkim stanie i wymagają natychmiastowej opieki medycznej. Dlatego stworzyliśmy razem z ratownikiem medycznym paczkę, w której były podstawowe leki i również żywność, banany, orzechy, słodycze. Te osoby w tej chwili nie mają co pić, piją wodę ze strumyka, w związku z tym ich stan zdrowia jest coraz bardziej narażony na pogorszenie – mówił poseł Sterczewski.

Franciszek Sterczewski próbował dotrzeć do imigrantów. „Żadna służba nie ma prawa zabronić posłowi wykonywania jego pracy”

Na nagraniu widać, jak poseł w biegu próbuje wyminąć pilnujących granicy funkcjonariuszy i dostać się do imigrantów. Jak to wyglądało z jego perspektywy?

– Podszedłem na początku na kilka metrów, potem przebiegłem w sumie 250 metrów i byłem 50 metrów od tego obozu uchodźców – relacjonował w rozmowie z Gazeta.pl.

– Szedłem, a przede mną ustawiał się kordon. W związku z tym zacząłem ten kordon omijać i ustawiał się kolejny. Potem zacząłem biec. Jak kordon do mnie podbiegł, to chwilę zaczekałem i zacząłem biec dalej. I takie szybkie sprinty udało się zrobić, ale w pewnym momencie strażników było około dwudziestu, więc stwierdziłem, że to nie ma sensu. Z drugiej strony, było to ciekawe doświadczenie. Mogliśmy porozmawiać sobie poza kamerami z panami strażnikami – opisywał zdarzenie poseł. Jak dodał, nie został zatrzymany i wylegitymowany, ale – w jego opinii – uniemożliwiono mu wykonywanie pracy parlamentarzysty.

– To było dosyć kuriozalne. Żadna służba nie ma prawa posłowi zabronić wykonywania jego pracy. Ja mam prawo podejść do granicy państwa, jeśli widzę, że prawo jest nadużywane i skontrolować tę sytuację. Prosiłem strażników o podstawę prawną, dlaczego uniemożliwiają mi skorzystanie z konstytucyjnego prawa, ale nie uzyskałem takiej odpowiedzi. To jest brak szacunku dla mandatu posła, w związku z tym brak szacunku dla prawa – mówił poseł Sterczewski. Dodał, że strażnicy sugerowali, by pytania kierować do rzeczniczki Komendy Głównej. – Ona nie odpowiada albo odpowiada w sposób wymijający. To wszystko jest mydleniem oczu. Spychologia, zrzucanie odpowiedzialności na kogoś innego i twierdzenie, że nic się nie dzieje. Tymczasem dzieje się tragedia i uważam, że to jest absurd – relacjonował.

Poseł odniósł się również do głosów, że uchodźców nie należy wpuścić na teren Polski, bo wpisałoby się to w scenariusz destabilizacji sytuacji w państwie forsowany przez białoruski reżim.

– Oczywiście, że Łukaszenka wykorzystuje tę sytuację politycznie i stara się wykorzystać kryzys migracyjny. Ale kto jest lepszy: reżim Łukaszenki, który tych ludzi przysyła, czy nasz rząd, który tak samo przedmiotowo tych ludzi traktuje i nie potrafi rozpatrzeć ich sprawy i po prostu potraktować po ludzku? Uważam, że te próby siłowania się z Łukaszenką są po prostu śmieszne – mówił poseł.

– Sprawy polityczne nie mogą sprawiać, że zapominamy o prawach człowieka. Nie mogą sprawiać, że zapominamy o traktatach międzynarodowych i naszej konstytucji. Nie może być tak, że przez to, że ktoś cynicznie wykorzystuje ludzi, my odmawiamy im człowieczeństwa, odmawiamy im prawa do picia i do jedzenia. Uważam, że to jest straszne, że zapominamy w tej sprawie często o tym, że tu chodzi o ludzi, ich zdrowie i życie – dodał poseł.

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!