Kim jest oficer, który ujawnił wady karabinka Grot? Wyjaśniamy

ujawnił wady karabinka Grot

Po ujawnieniu raportu o karabinku Grot, pod którym podpisał się Paweł Moszner, były oficer GROM, w mediach społecznościowych wylała się na niego fala hejtu. Anonimowe trolle zarzucają mu brak doświadczenia strzeleckiego czy krótki staż w GROM-ie. A jak było naprawdę? – Był wysokiej klasy specjalistą, jeżeli chodzi o broń i bardzo dobrym strzelcem. Wydaje mi się, że wtedy był jednym z najlepszych strzelców w jednostce – mówi płk Piotr Gąstał, były dowódca GROM-u, którzy przedstawia sylwetkę Pawła Mosznera.

Kiedy Paweł Moszner został żołnierzem jednostki specjalnej GROM?

płk Piotr Gąstał: Pawła Mosznera „Alfa” poznałem na początku 1992 r. zaraz po tym, jak trafił do jednostki. Tego samego roku przeszedł selekcję. Po selekcji rozpoczął szkolenie bojowe w nowo utworzonej drugiej grupie szturmowej. Po kilkumiesięcznym szkoleniu już jako operator wyróżniający się, jeśli chodzi o wyszkolenie strzeleckie, trafił na szkolenie snajperskie.

Został snajperem GROM-u?

Tak. Po szkoleniu podstawowym żołnierze jednostki zostają operatorami-szturmowcami zaś ludzie, którzy mają odpowiednie cechy psychofizyczne i wysokie umiejętności strzeleckie, idą na kurs snajperski.

„Alf” zawsze był wysokiej klasy specjalistą, jeżeli chodzi o broń i bardzo dobrym strzelcem. Wydaje mi się, że wtedy był jednym z najlepszych strzelców w jednostce.

Jak do was trafił?

Z pododdziałów antyterrorystycznych policji. Miał już wtedy mocne doświadczanie bojowe, brał udział w odbiciu zakładniczek z rąk bandyty i uczestniczył w tłumieniu buntu więźniów w Czarnem.

GROM na Haiti. „Z góry spadały wielkie głazy, ale też ciała ludzi”

Przypomnijmy, w grudniu 1989 r. Sejm przyjął amnestię, ale nie objęła ona recydywistów. Kilka dni później w więzieniu w Czarnem, gdzie przebywało wielu recydywistów, wybuchł bunt. Strażnicy próbowali ich powstrzymać, ale nie dali rady. Wezwano antyterrorystów. Kilka dni później przeprowadzono akcję odbicia, w której trakcie antyterroryści używali nawet śmigłowców. Rannych zostało 78 policjantów, 58 funkcjonariuszy służby więziennej i ponad dwustu skazanych.

Tak, był to bardzo agresywny bunt, podczas którego więźniowie starli się z policjantami, którzy mieli ich spacyfikować. Tam toczyła się brutalna walka. „Alf” tam był i to między innymi on zdobywał bunkry więźniów na dachach budynków.

Wróćmy do jego służby w GROM-ie…

Po wszystkich szkoleniach w Polsce w maju 1994 r. był u nas brytyjski Special Air Service (SAS), a w sierpniu my pojechaliśmy do nich do Hereford do Wielkiej Brytanii. Poznawaliśmy tam nowe techniki, procedury, organizację szkolenia. SAS to był nasz mistrz.

Paweł Moszner był wówczas z wami?

Tak, oczywiście. Natomiast jesienią 1994 r. również razem polecieliśmy na pierwszą zagraniczną misję GROM-u na Haiti.

Podczas jednego z naszych patroli, kiedy razem z „Alfem” jechaliśmy po osobę ochranianą, a było to podczas huraganu Gordon, musieliśmy ratować siebie spośród masy schodzącego z gór błota. Lawiny błotne zalały wtedy dogi, z góry spadały wielkie głazy, ale też ciała ludzi, którzy byli grzebani pod domostwami najbiedniejszej dzielnicy Port au Prince City de Soleil. To wszystko spadło na nasz samochód, który został całkowicie zniszczony. Uwięzieni wewnątrz, wydostaliśmy się przez okno i dzięki pomocy Haitańczyków, którzy zrobili żywy łańcuch, udało nam się w ostatniej chwili wydostać na skarpę. Przeżyliśmy.

Jakie zadanie wykonywał Paweł Moszner na Haiti?

Takie, jak my wszyscy. Przede wszystkim zajmowaliśmy się ochroną zagranicznych delegacji, ale „Alf” był też oficerem łącznikowym między nami a amerykańskimi siłami specjalnymi. On doskonale znał angielski, więc jeździł z chłopakami i tłumaczył. Przez to miał podwójną robotę.

W mediach społecznościowych pojawiły się informacje, że Moszner był tylko tłumaczem w jednostce.

Czytałem na blogu, że był jedynym, który znał język angielski. Kompletne bzdury. Mówiłem po angielsku ja i jeszcze kilka osób. Moszner był na etacie szturmowca w grupie bojowej ze specjalizacją snajperską. Natomiast dzięki znajomości angielskiego miał dodatkowe zadania.

Kim jest Paweł Moszner? „Zawsze ma swoje zdanie i jasno je artykułuje”

Wróciliście z Haiti i…

Następne ćwiczenia i szkolenia. Pamiętam jedno z brytyjskim SAS-em, które odbyły się w styczniu 1995 r. Ówczesny dowódca GROM-u płk Sławomir Petelicki zaprosił na nie byłego żołnierza Armii Krajowej, Cichociemnego Bronisława Czepczaka-Góreckiego. Pół roku później GROM stał się oficjalnie, decyzją ministra obrony, spadkobiercą tradycji Cichociemnych.

Tradycja i symbole są dla nas bardzo ważne. Warto tu podkreślić, że „Alf” był pomysłodawcą i projektantem odznaki i barw GROM-u. Z pomysłem poszedł do dowódcy, płk. Petelickiego, a ten ją zatwierdził. To było na przełomie 1992 i 93 r. Projektując odznakę Alf, wzorował się na odznace spadochronowej Polskich Sił Zbrojnych (PSZ) na zachodzie z II wojny światowej. Miał dużą wiedzę historyczną na ten temat, ponieważ, jego dziadek i inni członkowie rodziny służyli w PSZ w Wielkiej Brytanii.

„Alf” ma zresztą bardzo długie i chwalebne rodzinne tradycje wojskowe zarówno przedwojenne, jak i wojenne. Stąd jego zainteresowanie historią spadochroniarstwa i zainteresowanie bronią. Z tego co wiem, jego pradziadek był posłem na Sejm przed II wojną światową.

Nikt mu nie zabierze inteligencji i chęci do pracy, ale jest też człowiekiem trudnym we współżyciu, bo zawsze ma swoje zdanie i jasno je artykułuje. Nie wszystkim to się podobało. Mnie jednak w jednostce bardzo dobrze się z nim współpracowało.

Dlaczego Paweł Moszner odszedł z GROM-u?

Taką podjął decyzję. Poinformował, że przenosi się do innych służb i tak zrobił. Jak coś postanowił, to był konsekwentny. Dowódca powiedział, że zostało to z nim skonsultowane. Pożegnanie w jednostce odbyło się bardzo przyjaźnie, a dowódca w nim uczestniczył.

W mediach społecznościowych pojawiły się informacje, że Moszner odszedł z GROM-u do Urzędu Ochrony Państwa?

Nikt nie wie, dokąd odszedł, choć owszem mówiło się, że prawdopodobnie do służb. Dla nas, żołnierzy wojsk specjalnych jest to jednak jak najbardziej normalna droga kariery zawodowej. Taka droga jest, i wielu byłych żołnierzy ją przeszło. Wydaje mi się, że to powinno być premiowane, a nie wytykane, jako coś niewłaściwego. Służba dla UOP, SKW czy SWW powinna być dla najlepszych.

W mediach pojawiło się też zdjęcie Pawła Mosznera w mundurze spadochroniarza Luftwaffe z czasów II wojny światowej. Było to zdjęcie z rekonstrukcji historycznej, jednak posłużyło do hejtu na niego. Co pan o tym sądzi?

Pasją „Alfa” są skoki spadochronowe. Był on jednym z dwóch pierwszych żołnierzy w GROM-ie, którzy w 1993 r. wylądowali na spadochronach na dachu budynku Wojskowego Instytutu Chemii i Radiologii w Rembertowie. Wydaje mi się, że zrobili to jako pierwsi żołnierze Wojska Polskiego. Nie słyszałem o innych tego typu wyczynach wcześniej.

Do dziś „Alf” skacze ze skoczkami w Klubie Spadochronowym Sił Specjalnych, który skupia byłych żołnierzy m.in. GROM-u.

Pasjonuje się też rekonstrukcjami historycznymi. Wielokrotnie skakał z samolotu DC 3 Dakota z desantowymi spadochronami pod Arnhem tam, gdzie lądowała 1 Samodzielna Brygada Spadochronowa gen. Stanisława Sosabowskiego. Przypomnę, że w Normandii w rocznicę D-Day to on składał wieniec od naszej jednostki.

Wielokrotnie wykonywał też inscenizacje skoków spadochronowych, czy to Cichociemnych, czy innych formacji. Do tych inscenizacji przebierał się za skoczka polskiego, brytyjskiego i niemieckiego. Skakał też z kilkoma armiami świata m.in. w Azji.

Paweł kolekcjonuje też historyczne spadochrony, mundury i broń. W jednostce GROM robił na przykład prezentacje tego typu eksponatów.

Niedawno 100. urodziny obchodził ostatni Cichociemny – Aleksander Tarnawski „Upłaz”. Przy okazji przypomniano jego wyjątkowy – Tarnawski miał wówczas 94 lata – skok ze spadochronem w 70. rocznicę tego, który wykonał w czasie II wojny światowej. Paweł Moszner był jego współorganizatorem?

Owszem. Skok odbył się pod Książenicami. „Alf” nie tylko zorganizował samolot i historyczną oprawę tego wydarzenia, ale też wyskoczył z 200 metrów z grupą rekonstrukcyjną, która odgrywała skok Cichociemnych. Na koniec Aleksander Tarnawski skoczył w tandemie z żołnierzem GROM-u. Ja wówczas, jako dowódca jednostki, witałem Aleksandra na ziemi.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych w 2016 r. skierowało Pawła Mosznera do Kwatery Głównej NATO, Unii Europejskiej oraz polskich ambasad w Paryżu i Brukseli, by po zamachach terrorystycznych przeprowadził tam szkolenia i ćwiczenia antyterrorystyczne. Czy to oznacza, że obecna władza doceniła jego kompetencje?

Oczywiście, ale nie tylko jego. „Alf” zabrał ze sobą naszych byłych żołnierzy. Jest to o tyle ważne, że nikt wcześniej takich zadań za granicą na zamówienia rządowe nie wykonywał.

ONET.PL

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*