MON nie daje nadziei. Raport o szkoleniu w armii: Brak amunicji i instruktorów

Raport o szkoleniu w armii

Brakuje symulatorów, ślepej amunicji, instruktorów, programy są przestarzałe, a nauka w ośrodkach szkolnictwa wojskowego to niekiedy fikcja – alarmuje NIK.

Raport Najwyższej Izby Kontroli o szkoleniu podoficerów i szeregowych w jednostkach szkolnictwa wojskowego jest druzgocący dla resortu obrony narodowej. Opisuje absurdy i braki w wyposażeniu.

MON nie daje nadziei na radykalną poprawę sytuacji. Wiceminister ON Sebastian Chwałek w odpowiedzi na wnioski pokontrolne NIK przyznaje, że nie można spodziewać się „dokompletowania jednostek szkolnictwa wojskowego (JSW) w brakujący sprzęt wojskowy”.

W odpowiedzi skierowanej do prezesa Mariana Banasia wskazuje, że ważniejsze są „priorytety dotyczące doposażenia jednostek ściany wschodniej, w tym 18. Dywizji Zmechanizowanej oraz Wojsk Obrony Terytorialnej”.

PROBLEM Z KADRĄ

Kontrola NIK dotyczyła lat 2016–2018, ale została zakończona dopiero w kwietniu tego roku. Objęła ona jednostki podległe Dowództwu Generalnemu Rodzajów SZ. W tym czasie na jego czele stał generał Mirosław Różański, a od lutego 2017 r. Jarosław Mika. „Rzeczpospolita” jako pierwsza opisuje raport izby.

„W ocenie NIK szkolenie podoficerów i szeregowych zawodowych w jednostkach szkolnictwa wojskowego podległych Dowódcy Generalnemu Rodzajów Sił Zbrojnych nie było prowadzone w sposób pozwalający na zgodne z potrzebami Sił Zbrojnych RP przygotowanie żołnierzy do realizacji zadań” – czytamy w raporcie.

Z kontroli wynika, że potrzeby szkoleniowe były zaspokajane ledwie na poziomie od 63 do 66 proc. zgłoszonych przez żołnierzy. Wynikało to z braku sprzętu, urządzeń szkolno-treningowych, a także „niepełnego ukompletowania kadry instruktorskiej”. Braki kadrowe obejmowały od 20 do 25 proc. osób.

Jakie są efekty? Egzaminy z budowy i eksploatacji, obsługi oraz nauki jazdy w czołgu Leopard w Świętoszowie przeprowadzali żołnierze z Ośrodka Szkolenia Kierowców CSWL z Poznania, „nieposiadający kwalifikacji w tym zakresie” – podkreśla NIK.

Najbardziej uderzają braki środków bojowych, np. amunicji ślepej, lontów prochowych, petard, ręcznych granatów dymnych. W Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych we wszystkich kontrolowanych przez NIK kursach w 2016 r. żołnierze nie otrzymali do wykorzystania żadnego naboju ślepego do kałasznikowa z zaplanowanych 400 do 800 szt. Z kolei w Szkole Podoficerskiej Marynarki Wojennej w latach 2016–2018 z powodu braku lontu prochowego nie prowadzono zajęć z jego użyciem.

POŻYCZONY SPRZĘT

NIK zwraca uwagę na programy, których „treści nie zapewniały przygotowania żołnierzy do wykonywania obowiązków na stanowisku dowódcy i nie umożliwiały opanowania wymaganych wiedzy i umiejętności”. Słowem – były przestarzałe. Iluzoryczny był też nadzór Dowództwa Generalnego nad ilością i stanem wyposażenia jednostek szkolnictwa wojskowego. Nie prowadzono też analiz i badań skuteczności szkolenia żołnierzy.

Brak sprzętu nie powodował, że rezygnowano z kursów i szkoleń, ale był on pozyskiwany z innych jednostek wojskowych. To zwiększało koszty związane z transportem oraz delegacjami żołnierzy. Jednostki wypożyczały sobie np. Rosomaki, BWP-1, wozy dowodzenia ZWD-3, samochody ciężarowe. Wiek większości sprzętu wykorzystywanego przez CSWL – poza KTO Rosomak oraz niektórymi symulatorami – to 30 lat – wytyka NIK.

Część sprzętu ma wartość muzealną. W 2014 r. CS MW przekazało do Muzeum Marynarki Wojennej urządzenie hydroakustyczne MG-18 wykorzystywane do ćwiczenia poszukiwania okrętów podwodnych. Zastąpiono je trenażerem, który służył do poszukiwania jedynie min morskich.

W CS Wojsk Inżynieryjnych i Chemicznych zajęcia na kursach operatorów np. koparek odbywały się na sprzęcie, który nie posiadał zdublowanych urządzeń do kierowania. Instruktorzy wraz z kursantami siedzieli zatem w jednoosobowych kabinach.

NIK wytyka, że problemy ze sprzętem wynikały m.in. z braku nadwyżek pojazdów, niedofinansowania zadań, konieczności zaspokojenia potrzeb WOT, a także „braku rozstrzygnięć w sprawie planowanych programów modernizacyjnych i zamówień”.

Zdaniem kontrolerów jednym ze sposobów poprawy sytuacji powinno być uzupełnienie kadry oraz podjęcie „działań kreujących system motywacyjny przeciwdziałający jej odpływowi”, a także uzupełnienie wyposażenia w sprzęt.

Co na to MON? Z odpowiedzi udzielonej prezesowi NIK wynika, że nie jest skłonne tworzyć osobnego systemu motywacyjnego dla instruktorów. Wiceminister Sebastian Chwałek zapewnia, że na 2020 r. zabezpieczono „w 100 proc. zgłoszone potrzeby jednostek w środki bojowe”.

Dowództwo Generalne RSZ zdecydowało o przesunięciach między jednostkami urządzeń szkolno-treningowych „celem zapewnienia ich optymalnego wykorzystania”, ustaliło nową lokalizację dla symulatorów i trenażerów, oszacowało też koszt zakupu nowych.

MAREK KOZUBAL, RZECZPOSPOLITA

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*