MON kupuje Javeliny. Za jaką cenę?

Trwająca pandemia koronawirusa i związany z nią kryzys gospodarczy dotyka różnych dziedzin życia, także sił zbrojnych. Poszczególne państwa stawiają na zakupy we własnym przemyśle, zarówno po to, by zapewnić bezpieczeństwo dostaw, jak i po to by wspierać własną gospodarkę. Pomimo starań o ochronę budżetu MON, niektóre programy mogą zostać zawieszone lub odłożone w czasie. Warto więc dokonać krytycznej analizy projektów i wybrać z nich te, charakteryzują się stosunkowo wysokim kosztem (także w stosunku do uzyskiwanych zdolności) a jednocześnie nie dają żadnych korzyści przemysłowych i mogą zostać zastąpione przez krajowe rozwiązania. Takim przykładem jest zakup ppk Javelin dla Wojsk Obrony Terytorialnej – pisze dla Defence24.pl Marek Dąbrowski.

Niedawno Minister Obrony Narodowej poinformował o zakończeniu negocjacji związanych z zakupem 60 modułów celowniczych (Command Launch Unit – CLU) i 180 pocisków oraz o dalszych planach pozyskania kolejnych egzemplarzy tego ppk. Negocjowany kontrakt, jak łatwo zauważyć, obejmuje tylko trzy pociski na wyrzutnię, a więc nie zabezpiecza nawet minimalnej jednostki ognia. Jednocześnie otwarte jest pytanie o celowość tego zakupu – jak i zapowiadanych kolejnych – w świetle trwającej pandemii koronawirusa. Nie jest przecież tajemnicą, że kryzys gospodarczy zmusza do przemyślenia części planów modernizacyjnych. Sam przebieg pandemii pokazuje zresztą, że dostawy zza granicy mogą zostać zakłócone, a poszczególne państwa – tam gdzie jest to możliwe – stawiają na własny przemysł, co zapewnia zarówno wpływy z podatków i utrzymanie miejsc pracy, jak i możliwości finansowania dalszego rozwoju własnych rozwiązań. Czy zatem zakup „z półki” tych rakiet to dobre rozwiązanie, pomimo istnienia kilku alternatyw?

Javelin w WOT – założenia

Javeliny trafią do powstających pododdziałów przeciwpancernych, które wejdą w skład trzech brygad WOT rozmieszczonych we wschodniej części Polski. Pozyskano je w trybie FMS, bez offsetu i transferu jakichkolwiek technologii. Dowództwo WOT argumentuje, że taki a nie inny sposób pozyskania tej broni podyktowany jest chęcią szybkiego wprowadzenia na uzbrojenie systemu pocisków przeciwpancernych. Wspomniany typ uzbrojenia jest już znany, jest na wyposażeniu wielu armii (w tym jednostek US Army i British Army w Polsce) i pozwala na względnie szybkie przeszkolenie żołnierzy. Jednocześnie, pozyskanie Javelinów odbywa się w ramach programu odrębnego od realizowanego w Inspektoracie Uzbrojenia programu Pustelnik, w którym pod uwagę brane są również przeciwpancerne pociski kierowane Pirat opracowywane przez polski przemysł, jak i inne rozwiązania. 

Pocisk Javelin funkcjonuje na zasadzie „wystrzel i zapomnij”, naprowadzany jest za pomocą głowicy termowizyjnej i ma możliwość zwalczania celów zarówno w trybie „Direct Attack” (ogniem bezpośrednim) jak i „top attack” (uderzenie z górnej półsfery, w słabszy pancerz czołgu. Obecnie produkowana i pozyskiwana dla WOT wersja F posiada szereg usprawnień w stosunku do wcześniej produkowanych (od lat 90. XX wieku) rakiet serii. Chodzi m.in. o nową wielozadaniową część bojową, udoskonalony system naprowadzania itd. W nowszych wariantach rakiet zwiększono też maksymalny zasięg – z 2,5 do ponad 4 km. Rozwijana jest także wersja FGM-148G, mająca dysponować całkowicie nową, niechłodzoną głowicą naprowadzającą oraz nową lżejszą wielofunkcyjną wyrzutnią CLU.

Javeliny są szeroko używane w armii Stanów Zjednoczonych. Są one obecne już na szczeblu drużyny (np. każdy pluton zmechanizowany ma 3 wyrzutnie, a oprócz tego – wyrzutnie TOW na BWP Bradley), a także w pododdziałach rozpoznawczych i inżynieryjnych. Prostota obsługi w połączeniu z dużym nasyceniem pododdziałów (niektóre brygady mają nawet około 100 wyrzutni, oprócz innych środków ppanc.) czyni z Javelina – w rękach US Army – skuteczny środek przeciwpancerny. O ile co do samego systemu pojawiały się pewne zastrzeżenia (związane np. ze skutecznością działania naprowadzania fire&forget opartego o termowizor w trudnych warunkach, np. przy dużej wilgotności, i w ogóle wykorzystania trybu F&F), to duże nasycenie jest tu decydujące.

Kontrowersje – koszty… 

Pomimo tego, pozyskanie Javelinów przez WOT wzbudziło wiele kontrowersji. Wątpliwości budzi cena pocisków, często porównywana z innymi istniejącymi już rozwiązaniami. Maksymalna wartość pakietu zatwierdzonego przez Departament Stanu wynosi 100 mln USD, aczkolwiek realna kwota powinna być nieco niższa. Na razie dokładna cena nie jest znana. Można jedynie podać, że sam pocisk w wersji FGM-148F w dostawach przewidzianych na rok 2021 dla US Army kosztuje około 180 tys. USD, czyli 750 tys. złotych netto. A Polska oprócz samych pocisków musi zakupić także wyrzutnie (CLU) oraz sprzęt szkoleniowy. Szacując cenę należy także doliczyć do niej podatek VAT, płatny do Urzędu Skarbowego w momencie dostaw broni. Z VAT cena pocisku to ok. 900 tys. brutto, bez uwzględnienia dodatkowego osprzętu, wyrzutni, a także np. opłat za administację programu FMS. 

Dla porównania, zamówiona przez Inspektorat Uzbrojenia w 2015 roku w zakładach Mesko partia tysiąca pocisków Spike-LR, produkowanych w Polsce na licencji i dysponujących wielosensorowym systemem naprowadzania (kamery termowizyjna, telewizyjna oraz łącze światłowodowe) kosztowała 602 mln zł. Pociski te są więc tańsze od Javelinów, a jednocześnie powstają w Polsce. Trzeba też wspomnieć o tym, że dostępny jest też pocisk Spike-LR2, o zasięgu powiększonym do 5,5 km (przy odpalaniu z wyrzutni lądowych), z nowym systemem naprowadzania i nowej generacji głowicą – dostosowany do odpalania z istniejących wyrzutni Spike-LR. Szkolenie do jego wykorzystania może odbywać się analogicznie, jak w wypadku Spike-LR, można więc wykorzystać istniejący już w Wojsku Polskim system. 

WOT zdecydował się na inne rozwiązanie, argumentując że ppk Spike są zbyt skomplikowane w obsłudze. Ponadto, analizowana jest możliwość wykorzystania rakiet Spike-LR na wyższym poziomie (na szczeblu brygady). Niewątpliwie – co potwierdzają doświadczenia żołnierzy Wojsk Lądowych – kierowanie rakietami tego typu z użyciem światłowodu wymaga dłuższego szkolenia. Z drugiej strony, również Spike-LR/LR2 można odpalać w trybie Fire&Forget na zasadach podobnych do Javelina (z możliwością wyboru kamery), choć wtedy nie wykorzystamy pełni ich możliwości jakie daje światłowodowy system sterowania. 

Cena pocisków Javelin jest jednak kluczowa. W ramach pierwszej partii WOT zdecydował się na wprowadzenie 60 wyrzutni, prawdopodobnie do trzech brygad i to z pomniejszoną w stosunku do standardowej jednostką ognia. Oznacza to – biorąc pod uwagę potrzeby innych jednostek i oczywiste ograniczenia budżetowe, że Wojska Obrony Terytorialnej nie osiągną odpowiedniego nasycenia wyrzutniami Javelin. Dość powiedzieć, że 60 wyrzutni, przeznaczonych dla trzech brygad WOT to mniej, niż dysponuje jedna amerykańska brygada piechoty, posiadająca – niezależnie od rodzaju – szereg innych środków walki. W tej sytuacji argumentacja Dowództwa WOT staje pod dużym znakiem zapytania. Tym bardziej, że w przeciwieństwie do zakupu Mesko, środki przeznaczone na Javeliny nie wrócą (w części) do budżetu państwa podatki i nie będą tworzyć tutaj miejsc pracy. 

…i brak korzyści przemysłowych 

Alternatywą do Javelinów mogłoby tutaj być pozyskanie innego, tańszego systemu obrony przeciwpancernej. W programie Pustelnik rozważano kilka alternatyw. Z myślą o Pustelniku powstaje polski Pirat, dysponujący systemem naprowadzania zunifikowanym z powstającą amunicją precyzyjnego rażenia dla moździerzy Rak i haubic Krab. Wykonawcą jest Mesko, natomiast system naprowadzania do Pirata to dzieło spółki Telesystem-Mesko. Według publicznie dostępnych zapewnień producentów ma on być o co najmniej połowę tańszy od Spike-LR, a więc co najmniej ok. 2,5-3-krotnie tańszy od Javelina. Wprowadzenie tego pocisku może więc zapewnić – przy podobnym koszcie – większe nasycenie bronią przeciwpancerną, a to w obronie ppanc. sprawa kluczowa. Co bardzo ważne, wszystkie elementy Pirata są pod pełną narodową kontrolą. Sam pocisk jest kierowany laserowo i ma możliwość atakowania celów nie tylko z przedniej, ale i z górnej półsfery.

Ma też cyfrowy, „inteligentny” system naprowadzania, co powoduje że jest w dużej mierze uodporniony na zakłócenia. Choć powinien być kierowany w locie przez operatora, to z drugiej strony daje większe możliwości reakcji w wypadku określonego zachowania przez cel. Argument, że operatorzy z WOT nie poradzą sobie z „rozbudowanym” CLU Pirata (który ma dwa tryby ataku) jest również wątpliwy, szczególnie wobec podawanych faktów o wstępowaniu do tej formacji w większości ludzi ze średnim i wyższym wykształceniem. Jeżeli w liczącej kilka tysięcy żołnierzy brygadzie WOT miałoby być kilkudziesięciu czy nawet stu operatorów wyrzutni przeciwpancernych pocisków kierowanych, można przecież dokonać selekcji odpowiednich żołnierzy i zapewnić im szkolenie specjalistyczne.

Często przytaczanym argumentem „za” zakupem Javelinów jest to, że polski pocisk nie jest gotowy. Paradoksalnie jednak, możliwe jest również to, że stan w jakim znajduje się teraz Pirat jest wynikiem braku środków finansowych na zakończenie nad nim prac. Wówczas pieniądze przeznaczone na Javeliny mogły by spowodować ich finał a w efekcie i zasilić polski przemysł w trudnych czasach pandemii koronawirusa. Nakłady dziś poniesione mogą przy umiejętnej polityce gospodarczej zwrócić się kilkukrotnie w przyszłości poprzez uzyskanie zamówień na ten ppk z zagranicy. Chętnych raczej nie powinno brakować. Do tego dochodzi kwestia sposobu finansowania prac rozwojowych. Choć na ten cel rokrocznie przeznacza się 2,5% budżetu MON, to większość z tych pieniędzy nie jest wydawana z uwagi na restrykcyjne zasady rozliczania prac.

Jeżeli natomiast należałoby zdecydować się na „gotowe” rozwiązanie, to dostępne są inne (tańsze). Zarówno wspomniany Spike-LR, jak i prostsze zestawy, działające na zasadzie „odpal i zapomnij”. Jednym z nich jest izraelski Spike-SR, który został wprowadzony na uzbrojenie tamtejszej armii. System charakteryzuje się niewielką masą (poniżej 10 kg wraz z wyrzutnią) i podobnie jak Spike-LR, mógłby być produkowany na licencji w Mesko.

Jeszcze innym rozwiązaniem, które można przytoczyć w tym kontekście jest niemiecki Enforcer, produkowany przez MBDA. Choć w obecnej wersji nie jest to system przeznaczony do zwalczania celów ciężko opancerzonych, to z drugiej strony jest to pocisk kierowany z systemem naprowadzania zdolnym do rażenia stacjonarnych i ruchomych, charakteryzuje się niższą ceną i – w razie potrzeby – mógłby zostać dostosowany do potrzeb WOT poprzez wprowadzenie głowicy o większej przebijalności. Nota bene, w końcu 2019 roku niemiecki Bundestag zgodził się na zawarcie pierwszego kontraktu na ich dostawy do sił specjalnych Bundeswehry. W komunikacie resortu obrony zaznaczono, że umowa obejmująca finalizację pracy rozwojowej i dostawę 850 pocisków ma wartość około 76 mln euro, czyli cena jednego pocisku jest niższa niż 100 tys. euro. To pokazuje, że wybrany dla WOT Javelin jest dość kosztownym rozwiązaniem.

Trudno na obecnym etapie oszacować ile kosztować nas będzie eksploatacja ppk Javelin. Możliwe że, przynajmniej w początkowym okresie organizacyjnym będzie ona większa niż Spike. Z regulaminów US Army wynika, że podstawowe szkolenie obsług to ok. 45 godzin teorii i 60 godzin praktyki na trenażerach (czyli średnio ok. 3-4 tygodnie). Następnie operator już na poligonie odpala rakiety treningowe a do strzelań bojowych dopuszczany jest po egzaminie zbiorczym, po którym otrzymuje tytuł kwalifikowanego operatora. Do kosztów szkolenia trzeba jeszcze dorzucić te związane z eksploatacją pocisku. Pomimo tego, że większość szkolenia odbywać się będzie na symulatorach, to i tak konieczne będą strzelania bojowe prowadzące do zużycia nielicznych i kosztownych pocisków.

Javeliny a polska obrona ppanc. 

System obrony ppanc. powinien być dobrze przemyślany i zaczynać się od lotnictwa oraz odpowiednim ku temu uzbrojeniem oraz specjalnej broni dalekiego i średniego zbiegu. Łatwiej i skutecznej jest bowiem niszczyć broń pancerną i zmechanizowaną miejscach jej koncentracji, przegrupowania czy przemarszu niż w bezpośredniej walce. Następnie mówimy o śmigłowcach i systemach artyleryjsko-rakietowych, inteligentnych i konwencjonalnych polach minowych, ciężkich ppk a na samym końcu o przenośnych wyrzutniach i granatnikach.

Kluczowym oprócz parametrów samej broni jest również dystans prowadzonej walki. Nawet najlepszy ppk w rękach „najtwardszych” żołnierzy (zwłaszcza w małej ilości) nie może być jedynym elementem obrony, może też nie być skuteczny, gdy przeciwnik będzie panował w powietrzu, zniszczy system zaopatrzenia i manewru. Jest przy tym oczywiste, że nasze wojska mają za mało nowoczesnych ppk o granatnikach już nie wspominając, ale linia obrony oparta na konfrontacji żołnierz-operator a pojazd pancerny powinna być dopiero tą ostatnią.

Dlaczego, więc pomimo braku środków, jeszcze bardziej je rozdrabniamy na zakupy potrzebnego, ale nie najpilniejszego uzbrojenia? Może lepiej by było najpierw dokończyć programy 155 mm haubic Krab czy 120 mm moździerzy Rak pozyskując dla nich specjalistyczną amunicję, np. ppanc? Swoją drogą, ppk Pirat może korzystać z tego samego podświetlacza co amunicja dla tych środków walki (samych Raków będzie w wojsku niebawem ponad 100, uwzględniając negocjowane kontrakty). Można by więc stworzyć spójny system rażenia na miarę naszych możliwości.

W polskich warunkach o skuteczności obrony ppanc. decyduje jeszcze dość słaby system rozpoznania i przetwarzania danych, szczególnie ten niskiego szczebla oraz odporność na środki WRE przeciwnika. Spójrzmy na Amerykanów i ich najnowsze opracowania dotyczące efektywnego pokonania zdolności A2/AD przeciwnika. Według nich najważniejszym celem jest zapewnienie współdziałania poszczególnych rodzajów broni, wysokie zdolności rozpoznania, przetwarzania danych i wykonywania wyprzedzających posunięcia przeciwnika kroków. Czołg jest dużo łatwiej zneutralizować przy posiadaniu przewagi w powietrzu i to nawet nie niszcząc go fizycznie. Wystarczy uniemożliwić mu manewr i koncentrację np. poprzez zniszczenie systemu jego zaopatrzenia i transportu. 

Trzeba też przyznać, że część z tych założeń jest spełniana przez WOT. Nowy rodzaj Sił Zbrojnych bierze pod uwagę wykorzystanie do zwalczania czołgów amunicji krążącej Warmate, na wyższym szczeblu – ppk Spike-LR, pozwalających na zwalczanie celów niewidocznych, a do obezwładniania lżej opancerzonych celów jak np. transportery opancerzone mają być używane także wielkokalibrowe karabiny wyborowe. Jednakże, samo umiejscowienie w tym systemie ppk Javelin jest kontrowersyjne. Najważniejszym argumentem ze strony WOT i MON za pozyskaniem Javelinów jest szybki czas realizacji, pilna konieczność wzmocnienia systemu obrony ppanc., możliwość zabezpieczenia eksploatacji przez serwis Amerykanów stacjonujących w naszym kraju czy pozyskanie już funkcjonującego i nadal perspektywicznego rozwiązania.

Innym argumentem za jest z kolei dywersyfikacja posiadanych systemów uzbrojenia i konieczność utrzymywania w linii różnych technicznie rozwiązań – Javelin wykorzystuje moduł naprowadzania termicznego a Pirat laserowego. Daje to potencjalnie pewną ochronę w wypadku poznania przez przeciwnika jednego z tych rozważań i zastosowani przeciw niemu środków zaradczy w postaci np. ASOP, WRE czy cyberataku itp. Nie należy też kojarzyć zakupu Javelinów z „ratowaniem” przez Polaków przemysłu zbrojeniowego USA w czasach pandemii, bo procedurę rozpoczęto dużo wcześniej a i pozyskiwania liczba jest dla niego marginalna. Może się jedynie przyczynić wizerunkowo do zdobycia kolejnych zamówień. 

Tutaj jednak wracamy do punktu wyjścia. Ppk Javelin to rozwiązanie kosztowne i nie dające żadnych przemysłowych korzyści. Osiągnięcie takiego nasycenia, jak w Stanach Zjednoczonych jest nierealne, zresztą w USA jest to tylko jeden z elementów systemu obejmującego lotnictwo, artylerię, systemy minowania, ppk TOW, Hellfire/JAGM (od niedawna też Spike NLOS na śmigłowcach). Na „ostatnią linię obrony” Javelin jest po prostu za drogi. Środki przeznaczone na niego mogłyby posłużyć albo do zakupów tańszego sprzętu produkowanego już czy gotowego do licencyjnej produkcji w polskim przemyśle, albo do rozwoju własnego rozwiązania.

Sam fakt, że kupuje się pewną ilość uzbrojenia w „pilnej potrzebie operacyjnej”, jeszcze przed opracowaniem docelowego rozwiązania jest w pewnych wypadkach dopuszczalny. Trzeba jednak spełnić kilka warunków. Zachowywać proporcje (niekoniecznie wybierając te bardzo kosztowne) i uwzględniać możliwości własnego przemysłu (tak, by taki zakup nie stanowił niebezpiecznego precedensu i pretekstu do zatrzymania własnych prac), a także budżetu. Dodajmy jeszcze, że Francuzi pozyskali przed laty dla swoich sił specjalnych, wkraczających do Afganistanu kilkadziesiąt wyrzutni Javelin, gdyż posiadane przez nich rakiety Milan nie spełniały wymogów tamtejszego pola walki. Ale program pocisków MMP, które zastąpią Milany był realizowany równolegle. W efekcie dziś francuski przemysł wprowadza do armii własne, nowocześniejsze pociski przeciwpancerne (porównywalne pod względem koncepcji do Spike-LR2), natomiast Javeliny będą tylko faktycznym rozwiązaniem pomostowym, a nie „utrwalonym rozwiązaniem pomostowym”, jak to często bywa w naszej rzeczywistości. Oby więc w wypadku Wojska Polskiego i WOT było tak samo, jak we Francji.

Podsumowanie

Choć z ust wojskowych i polityków słyszymy różne wypowiedzi i podejmowane są czasem trudne do zrozumienia działania z ich strony to w większości przypadków otrzymywany przez to obraz jest bardzo wyrazisty. Krótko – albo więc wspieramy obcy przemysł albo własny przy tym budując niezależność i w rozsądnych granicach nasze bezpieczeństwo.

Z perspektywy potężnego rynku amerykańskiego te kilkadziesiąt CLU i mniej niż 200 pocisków tak naprawdę niewiele znaczy, dla naszego przemysłu z kolei pieniądze te pozwoliłyby na zakończenie prac nad własnym rozwiązaniem (opartym o inną zasadę działania), ale też nie poznanym przez potencjalnego przeciwnika, dającym miejsca pracy i możliwość dalszego samodzielnego rozwoju i sprzedaży. Parametry Pirata były przecież przed laty definiowane z udziałem wojskowych, wydaje się więc, że powinien być w obszarze zainteresowania MON. Z kolei pieniądze skierowane na krajowe zakupy w części „wracają” do resortu obrony w podatkach, a także finansują dalszy rozwój własnych rozwiązań, które przemysł może następnie oferować armii.

W przypadku właśnie Javelina dochodzi sam „niewytłumaczalny” sposób pozyskiwania tego uzbrojenia z pominięciem realnej (i transparentnej – w miarę możliwości jawnej) oceny przydatności dla naszych wojsk (choć tu panuje opinia, że Spike jest dużo lepszy), testów czy dobrej oceny koszt/efekt. Szczególnie to ostanie budzi spore kontrowersje, bo choć nie znamy ostatecznej ceny jednostkowej to i tak wiadomo, że będzie ona wyższa niż Spike-LR, będzie też prawdopodobnie wyższa niż innych dostępnych lekkich ppk, które można by pozyskać jako „rozwiązanie pomostowe”, do czasu zakończenia prac we własnych przemysł.

Po co zatem choć niewielkie to jednak cenne w naszych warunkach pieniądze przeznaczać na ten zakup? Wydaje się, że mogłyby one zostać przeznaczone na bardziej perspektywiczne rozwiązania, wzmacniające SZ RP jako całość. Zwłaszcza w sytuacji, gdy w związku z pandemią koronawirusa tych pieniędzy będzie mniej niż przewidywano, a inwestycje we własny przemysł mogą dać zdolności pozwalające na wydatne wzmocnienie obrony ppanc., co legło przecież u podstaw planu pozyskania ppk Javelin.

DEFENCE24.PL

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*