Ukraińskie specsłużby zamieszane w podkarpacką seksaferę – wynika z zeznań braci R.

Gazeta „Rzeczpospolita” dotarła do zeznań wskazujących, że Służba Bezpieczeństwa Ukrainy już od 2007 roku interesowała się, jacy politycy i biznesmeni korzystają z usług domów publicznych prowadzonych na Podkarpaciu przez ukraińskich imigrantów, braci R.

Jak pisaliśmy, od kilku miesięcy szereg mediów informuje o agencji towarzyskiej, którą na Podkarpaciu prowadziło dwóch braci z Ukrainy Jewgienij i Aleksiej R. Były oficer Centralnego Biura Antykorupcyjnego Wojciech J. twierdził, że Ukraińcy nagrywali w agencji towarzyskiej ważnych polityków i urzędników uprawiających seks z prostytutkami. Nagrania miały zostać zdeponowane na Ukrainie, jest ich podobno aż 4 tysiące. W prasie pojawiały się spekulacje, że taśmy są w rękach ukraińskich specsłużb i mogą być wykorzystywane do szantażowania polityków uwikłanych w aferę. Dziennik „Rzeczpospolita” dotarł ostatnio do zeznań samych braci R., którzy potwierdzili, że Służba Bezpieczeństwa Ukrainy interesowała się ich działalnością a także ewentualnymi nagraniami.

Sąd Okręgowy w Tarnowie zezwolił „Rz” na wgląd do jawnej części akt sprawy przeciwko braciom R. Jak napisała w poniedziałek „Rz”, okazało się, że adwokat braci złożył w 2011 roku doniesienie o „szpiegostwie przeciwko Polsce”. Bracia R. utrzymywali w zawiadomieniu, że Służba Bezpieczeństwa Ukrainy od 2007 roku interesowała się, kto należy do klienteli ich domów publicznych. Chodziło przede wszystkim o polityków i biznesmenów. SBU poszukiwała też materiałów w postaci CD-ROM-ów i pendrive’ów.

„Oni [SBU – red.] pytali, jaką działalność prowadzimy, ile mamy klubów, kogo zatrudniamy, jakie mamy powiązania biznesowe i polityczne. Pytali, jacy konkretni politycy i biznesmeni bywają w naszych lokalach” – cytuje zeznania Jewgienija R. złożone w ABW „Rzeczpospolita”.

Według „Rz” w jawnej części akt sprawy brak informacji, czy polscy śledczy zweryfikowali doniesienie braci R. Wcześniej prokuratura i CBA dementowały doniesienia o sekstaśmach, lecz jak zauważa „Rz”, do szukania kamer i nagrań polskie służby przystąpiły dopiero w 2016 roku.

Polski wymiar sprawiedliwości przez 13 lat tolerował działalność agencji towarzyskiej braci R., która zmuszała do prostytucji Ukrainki wykupując ich długi. Gdy jej właściciele wreszcie trafili przed polski sąd, otrzymali bardzo niskie wyroki. Za czyn zagrożony karą do 10 lat więzienia bracia otrzymali wyroki 1 roku i 1,5 roku więzienia. Właśnie w czasie tego postępowania prostytutki i pracujący w agencji towarzyskiej kelnerzy zeznali, że bracia R. nagrywali odwiedzających ich dom publiczny wpływowych klientów. Wśród nagranych miał być wpływowy polityk Prawa i Sprawiedliwości oraz wiceminister obrony narodowej.

RP.PL                                                                                        

Więcej postów