„To szaleństwo!”. OSTRE słowa byłego dowódcy BOR

OSTRE słowa byłego dowódcy BOR

Mateusz Morawiecki musi być na bieżąco ochraniany przez sztab współpracowników. Wydawać by się mogło, iż jego ochrona jest priorytetowym zadaniem służb, jednak słowa byłego szefa BOR są bardzo niepokojące. Mówi on o niebezpiecznych praktykach, które mogą ostatecznie prowadzić do prawdziwego nieszczęścia.

Mateusz Morawiecki jako premier naszego kraju zawsze otoczony jest kordonem służb, które dbają o jego bezpieczeństwo. Patrząc na nich, każdy z nas jest przekonany o wysokim stopniu specjalizacji i wyszkoleniu współpracowników, dzięki któremu polityk może czuć się bezpiecznie w miejscach publicznych – pomimo swojej oczywistej rozpoznawalności. Teraz jednak okazuje się, że nie wszystko w rzeczywistości jest tak idealne, jak może nam się wydawać.

Właśnie były szef BOR – służby, która funkcjonowała przed SOP – głośno opowiedział o bardzo niepokojącym i niebezpiecznym zjawisku panującym w ochronie premiera. Wygląda na to, że Mateusz Morawiecki wcale nie może czuć się aż tak bezpiecznie, a przerażające praktyki mogą nawet zagrażać jego życiu.

Jak poinformowało TVN24, niektórzy funkcjonariusze należący do grupy, przez którą chroniony jest Mateusz Morawiecki, przeszli przed tym odpowiedzialnym zadaniem zaledwie 10 miesięcy stażu. Informację tę potwierdziła była już rzeczniczka SOP, Anna Gdula-Bomba. Informacja wywołała powszechne oburzenie zarówno w społeczeństwie, jak i wśród polityków i byłych funkcjonariuszy. Wszyscy są zdziwieni tym, że na tak odpowiedzialnych stanowiskach mogło dojść do tak rażących zaniedbań.

– Do grup prezydenta i premiera powinni trafiać najlepsi z najlepszych. Tam nie ma miejsca na naukę, bo trzeba często podejmować samodzielnie decyzje. Grupa powinna działać jak automat. Jest tak silna, jak jej najsłabsze ogniwo – komentował sprawę dowódca BOR w latach 1991-2001, Mirosław Gawor.

Te słowa zszokowały wiele osób, zwłaszcza, że padły z ust doświadczonych oficerów. Inni nie mieli litości dla formy obecnego SOP-u i otwarcie mówili o „skandalu”.

Ostre słowa byłego dowódcy BOR

Praktyki wprowadzone do SOP-u są wyjątkowo niebezpieczne i ucierpieć może na nich premier Mateusz Morawiecki.

– To szaleństwo. Grupy prezydenta i premiera to nie miejsce na naukę. Za to ważne jest w nich zgranie i zaufanie. Nie pamiętam, by taki system rotacyjny był stosowany – stwierdził Grzegorz Mozgawa, dowódca BOR w latach 2001-2005.

Wtóruje mu także gen. Gawor. On jest przekonany, że premiera czy prezydenta powinny chronić „najlepsi z najlepszych”.

– Nigdy nie wysyłało się funkcjonariuszy do grup prezydenta, czy premiera na jakiś czas, by się podszkolili. To, co się teraz dzieje, to tragedia – dodaje ostro gen. Andrzej Pawlikowski dowodzący formacją w latach 2006-2007 oraz od 2015 do 2017 roku.

PIKIO.PL

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*