Trump wysyła swój Air Force One na paradę? Nie. My jednak możemy wyciągnąć jakiś sprzęt z Muzeum Wojska Polskiego

– Lech Kaczyński powiedział: tak, defilada wojskowa jest zasadna, zgadzam się, ale – po pierwsze – żeby nie było wielkiego rozmachu, bo to jest kosztowne, a po drugie, aby odbywała się przy pomniku Piłsudskiego – wspomina gen. Waldemar Skrzypczak.

Jacek Gądek: – Będzie pan na defiladzie osobiście albo przynajmniej ją pan obejrzy?

Gen. Waldemar Skrzypczak: – Akurat na żołnierzu defilady nie robią wrażenia. Sam w nich kiedyś maszerowałem. Byłem też jednym z inicjatorów współczesnych defilad w Polsce. Przekonywałem prezydenta Lecha Kaczyńskiego i Aleksandra Szczygłę [szefa Kancelarii Prezydenta i MON], by dać ludziom defiladę wojskową. One naprawdę są pożyteczne. Społeczeństwo potrzebuje takich wydarzeń i kontaktu z wojskiem. Inną kwestią jest rozmach.

A czy będę na tegorocznej?

Nie.

Dlaczego? Przecież jest pan byłym dowódcą Wojsk Lądowych.

Jestem trędowaty – oczywiście politycznie. Nie zapraszają mnie już wcale. Weterani tacy jak ja są dla polityków bardzo niewygodni. Politycy już zapomnieli, kto był inicjatorem tych defilad. Zapomnieli, kto organizował pierwszą defiladę. Ale czego mogę oczekiwać?

Pamiętam, co prezydent Lech Kaczyński mówił o wojsku i co dla wojska robił razem ze Szczygłą. Ci, którzy teraz odpowiadają za armię, nie dorastają im nawet do pięt.

A co Lech Kaczyński panu mówił?

Z grona dowódców, z którymi rozmawiał śp. prezydent, zostałem już tylko ja. Pozostali zginęli razem z nim w Smoleńsku: generałowie Franciszek Gągor, Włodzimierz Potasiński, Andrzej Karweta, Bronisław Kwiatkowski… Zostałem jeden jako świadek tych rozmów.

Otóż Lech Kaczyński chciał, aby defilada się odbywała. Najpierw przekonałem Szczygłę do tego pomysłu, a potem udało się namówić także prezydenta. Na spotkaniu z nami Lech Kaczyński powiedział: tak, inicjatywa jest zasadna, zgadzam się, ale – po pierwsze – żeby nie było wielkiego rozmachu, bo to jest kosztowne, a po drugie, aby odbywała się właśnie przy pomniku Piłsudskiego. Mówił: róbcie, to jest wasze święto.

I była pierwsza w 2007 r.

W zasadzie była to defilada Wojsk Lądowych, do których dołączyły Siły Powietrzne.

Tegoroczna defilada ma mieć największy jak do tej pory rozmach i wcale nie odbywa się przed pomnikiem Piłsudskiego, ale na Wisłostradzie. Nie tak miało być?

Politycy używają argumentu, że to z okazji 100-lecia niepodległości Polski. Ale to chybione uzasadnienie. Nie ważne jak wielka jest defilada – ważne, żeby uczcić święto.

Szef MON Mariusz Błaszczak mówił, że defilada służy „poczuciu dumy, że jesteśmy Polakami”. Pan nie czuje dumny z powodu defilady?

Muszę podziwiać defiladę, żeby czuć dumę z bycia Polakiem?

Może jak pan będzie ją oglądał, to dumy będzie więcej?

Nie muszę się utwierdzać w tej dumie. Dumy to może brakuje dzisiaj politykom, którzy organizują tak wielką defiladę.

Ponad 100 samolotów i śmigłowców, ponad tysiąc żołnierzy, 900 rekonstruktorów, ponad 200 jednostek sprzętu wojskowego, myśliwce, samoloty dla VIP-ów… może jest się czym chwalić?

Jeśli mi pan mówi, że będziemy się chwalić samolotami dla VIP-ów, to traktuję to jako dowcip.

Na serio: jeden samolot dla VIP-ów, stary radziecki Tu-154M, rozbił się w Smoleńsku i zginął prezydent z dowódcami armii – pana przyjaciółmi. Nowe samoloty dla przywódców państwa to jednak jest powód do zadowolenia, a może i nawet dumy.

Jest. Ale czy prezydent USA Donald Trump wysyła swój Air Force One na jakąś paradę wojskową? Nie. My jednak nie mamy czego innego pokazywać, tylko samolot pasażerski dla VIP-ów.

Na defiladzie nie pokażemy nic z naszego nowego potencjału bojowego. Od lat patrzymy na to samo. Bez sensu jest ściągać muzealne śmigłowce Kaman z fregat, bo nie ma się czym chwalić. Panowie, którzy decydują, co poleci, pokażą wszystko, co mają na stanie. To jednak nie ma sensu.

Bo?

Defiladę będą obserwować m.in. attaché wojskowi z innych krajów. Oni znają się na uzbrojeniu. Będą oglądać te stare śmigłowce, które nie mają żadnego potencjału.

MON powinno część tego sprzętu schować w tunelu Wisłostrady, a nie paradować nim?

Część sprzętu wzbudza uśmiechy politowania. Może wyciągną jakiś sprzęt z Muzeum Wojska Polskiego?

Taka parada ma jedynie być atrakcją, czy ma jakąś wagę polityczną, nawet na arenie międzynarodowej?

Znaczenia międzynarodowego tu nie widzę. Uwaga wszystkich zawsze skupia się na defiladzie w Moskwie, a nie w Warszawie. Rosjanie maszerują, żeby pokazać swój potencjał militarny oraz nowy sprzęt. Na rosyjską defiladę się czeka z wielką uwagą, bo wszyscy chcą zobaczyć, co nowego mają Rosjanie. Wszyscy szpiedzy zlatują się ze świata do Moskwy, bo chcą zobaczyć, co Kreml chował pod plandekami. U nas tego oczywiście nie ma, bo niczego nowego nie ma.

Po defiladzie odbędzie się piknik z częstowaniem grochówką. Po co to?

To akurat ma znaczenie i jest potrzebne. Żołnierze rzadko mają okazję, by pokazać się publicznie i być docenionymi, oklaskiwanymi. Sprzętu może nie, ale żołnierze są dobrzy.

Wojsko zamierzało używać „orzeszków” – starych modeli metalowych hełmów, które mają wartość muzealną. Czy takie informacje nie odbierają armii powagi i szacunku?

W którym my wieku żyjemy! Nawet armie z państw trzeciego świata już mają hełmy kevlarowe, kompozytowe. A my mamy wydawać miliony złotych na odnawianie hełmów stalowych? One powinny być w muzeach. Kto chce dawać żołnierzowi hełm ze stali? To przeżytek i każdy wie, że gdy kula trafia w taki hełm, to go przebija, a żołnierz ginie.

A już zwłaszcza po wojnach w Iraku i Afganistanie wiemy: te hełmy do niczego się nie nadają. Dać żołnierzowi taki hełm, to popełnić na żołnierzu zbrodnię.

JACEK GĄDEK

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*