Szok w Słupsku! Ojciec skatował umierającą na raka Roksanę

Roksana za tydzień obchodziłaby dwudzieste urodziny… Trzy lata zmagała się z nowotworem mózgu – glejakiem. Ostatnie miesiące bardzo cierpiała, lekarze nie dawali jej szans na wyzdrowienie. Według ustaleń śledczych dwa tygodnie przed śmiercią pobił ją pijany ojciec. Czy to mogło się przyczynić do jej śmierci? To ma ustalić śledztwo.

 Słupsk, centrum miasta. Na parterze komunalnej kamienicy z matką, ojcem i 10-letnią siostrą mieszkała Roksana B. – cierpiąca na nowotwór mózgu. Jej matka nie pracowała, jest niepełnosprawna umysłowo. Ojciec Jacek B. (45 l.) był murarzem, ale wpadł w nałóg i pił niemal codziennie.

 W domu często dochodziło do awantur. Mężczyzna miał założoną „Niebieską kartę”, był pozbawiony praw rodzicielskich do córek. Mimo to bliscy razem z nim mieszkali. Rodzina miała asystenta i kuratora. Dzielnicowy często tu zaglądał. Dramat rozegrał się 20 kwietnia nad ranem. Jacek B. po raz kolejny pijany wrócił do domu. Roksana była już w ostatnim stadium choroby – nie chodziła, nie mówiła, porozumiewała się tylko SMS-ami, jęczała z bólu.

I to miało zdenerwować jej ojca. Zdaniem śledczych zaczął ją szarpać i przyduszać, a kiedy w ustach Roksany pojawiła się krew, wezwał pogotowie. Dziewczyna trafiła do szpitala, potem do hospicjum, gdzie zmarła. – Roksana tylko raz poskarżyła się na ojca, tuż przed pobiciem wysłała SMS asystentowi rodziny, napisała, że ojciec ją szarpie, ale podczas wizyty naszego pracownika tego nie potwierdziła – mówi Klaudiusz Dyjas, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie.

W winę Jacka B. nie wierzą sąsiedzi. – On jako jedyny zajmował się tą rodziną, gotował, pracował, pił, ale nie był agresywny, kiedy Roksana była w szpitalu w Gdańsku, czuwał przy jej łóżku – mówi Marian Śledź.

– 45-letni mieszkaniec Słupska usłyszał zarzut znęcania się nad córką, został zatrzymany, a sąd zdecydował o jego aresztowaniu na dwa miesiące – mówi Robert Czerwiński, rzecznik policji w Słupsku.

FAKT.PL

Więcej postów