Sąd USA kontra tajemnica dziennikarska

Czy dziennikarz „New York Timesa” pójdzie do więzienia za to, że nie chce ujawnić źródła swojej informacji?

Decyzja sądu najwyższego USA stworzyła taką możliwość.

Chodzi o Jamesa Risena, który w książce „State of War” („Państwo w stanie wojny”) opisał sekretną operację CIA w Iranie, której celem było spowolnienie irańskiego programu atomowego. Prokuratura wezwała autora, by potwierdzić podejrzenia, że źródłem tajnych informacji jest Jeffrey Sterling, były pracownik CIA, przeciwko któremu toczyło się postępowanie karne.

Administracja Baracka Obamy wyjątkowo surowo tropi przecieki i karze urzędników, którzy złamali tajemnicę państwową. Już ośmiu zostało o to oskarżonych – czegoś takiego nie było za żadnej poprzedniej prezydentury. Prokuratura sprawdziła nawet historię połączeń telefonicznych dziennikarzy AP, żeby odkryć źródło ich informacji o innej operacji tajnych służb.

Risen, który pracuje w „New York Timesie” od 16 lat i jest laureatem Nagrody Pulitzera, odmówił współpracy. Wtedy prokuratura pozwała go do sądu, który nakazał mu ujawnienie tożsamości źródła. Dziennikarz znowu odmówił, twierdząc, że prędzej pójdzie do więzienia, niż spełni to żądanie. I odwołał się od wyroku. Jednak sąd apelacyjny podtrzymał wyrok niższej instancji stosunkiem głosów dwa do jednego.

Ostatnią nadzieją Risena był sąd najwyższy w Waszyngtonie. W poniedziałek także ta nadzieja się rozwiała – dziewięciu najważniejszych sędziów w Ameryce zdecydowało, że nie będą zajmować się tą sprawą. W tej sytuacji wyrok sądu apelacyjnego jest ostateczny. Teraz dziennikarz może zostać oskarżony i skazany za obrazę sądu, czyli odmowę podporządkowania się wyrokowi.

Byłby to jednak wielki skandal, bowiem zasada poufności źródeł jest w Ameryce świętością. Daje dziennikarzom siłę, dzięki której nazywani są czwartą władzą i faktycznie nią są. Poufne źródła były kluczowe w ujawnieniu wielu skandali w USA, w tym najsłynniejszego – afery Watergate, która doprowadziła do ustąpienia prezydenta Richarda Nixona.

Ostatnio poufne źródła doniosły mediom, że amerykańscy weterani wiele miesięcy czekają na wizytę u lekarza, a ok. 40 z nich nie doczekało i zmarło. Sprawa ta wywołała w Ameryce ogromne emocje i doprowadziła do dymisji szefa Departamentu ds. Weteranów Erica Shinsekiego.

Czy zatem Risen pójdzie siedzieć? Zapewne nie, bo departament sprawiedliwości najpewniej nie zdecyduje się go formalnie oskarżyć o obrazę sądu. W rozmowach z dziennikarzami prokurator generalny Eric Holder kilka razy powtarzał, że „póki jest na stanowisku, żaden dziennikarz nie pójdzie do więzienia za to, że wykonywał swoją pracę”.

Jednakże już nawet sam fakt, że w USA można by całkowicie zgodnie z prawem posłać do więzienia dziennikarza chroniącego źródło, jest zdumiewający.

– Kiedy dziennikarz ma informację, która może uratować życie ludzkie, np. o planowanym zamachu terrorystycznym, wtedy – jak sądzę – 99 proc. opinii publicznej zgodzi się, że musi ją ujawnić na żądanie władz i że zasada poufności źródeł nie powinna mieć zastosowania – mówi „Wyborczej” Tom Malinowski, podsekretarz stanu USA ds. praw człowieka. I dodaje: – A gdzie wyznaczymy granicę tajemnicy dziennikarskiej w sprawach mniej oczywistych? O tym powinny w demokracji decydować sądy. I to robią. Mamy świadomość, że amerykańskie decyzje w tej kwestii są ważne nie tylko dla nas, ale i dla całego świata. Świat bowiem ma podwyższone oczekiwania wobec Ameryki. Kiedy jakiś dyktator aresztuje setki ludzi, nikt tego nie zauważa, ale kiedy my hipotetycznie możemy aresztować jednego dziennikarza – słusznie czy niesłusznie – interesują się tym wszyscy.

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*