Kongres wiedeński Putina

Wśród gości potajemnego wiedeńskiego spotkania był też Heinz-Christian Strache, szef skrajnie prawicowej austriackiej Partii Wolnościowej.

Na zdjęciu (z lewej) świętuje zdobycie przez swoje ugrupowanie 20 proc. głosów w wyborach do Parlamentu Europejskiego 25 maja (Fot. HEINZ-PETER BADER)

Wielkoruscy imperialiści i europejska skrajna prawica potajemnie spotkali się w Wiedniu. Reaktywują XIX-wieczne Święte Przymierze, by walczyć z laickim modelem demokracji liberalnej i sławić imię Władimira Putina.

„Powstaje eurazjatycka międzynarodówka” – tak nową inicjatywę tytułuje niemiecki dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, nawiązując przy tym do rosyjskich planów budowy Unii Eurazjatyckiej, która miałaby rywalizować z Unią Europejską.

Moment jej powstania media w Niemczech, a przede wszystkim w Austrii, przegapiły. Zorganizowane w zeszłą sobotę w wiedeńskim pałacu Liechtenstein rosyjsko-europejskie spotkanie z okazji 200. rocznicy rozpoczęcia kongresu wiedeńskiego kończącego epokę wojen napoleońskich trzymane było w ścisłej tajemnicy. By nie wzbudzać niczyich podejrzeń, rosyjska Fundacja Charytatywna św. Bazylego Wielkiego wynajęła lokal przez austriackiego pośrednika. Drzwi do pałacu pilnowali ochroniarze, którzy kręcili się również po sali, napominając gości, że nie wolno robić żadnych zdjęć. W sali, w której miały miejsca wystąpienia, a potem koncert muzyki klasycznej oraz przyjęcie, pozasłaniano nawet okna.

W poniedziałek po weekendzie wiedeńska prasa pisała o procesie biznesmenów, którzy sprzedawali skażony ser, przez co zmarło pięć osób. I o rekrutach z Tyrolu, którzy sprowadzili do koszar pijaną kobietę. O tym, co się działo za zamkniętymi drzwiami pałacu Liechtenstein, dowiedzieli się jedynie dziennikarze szwajcarskiego dziennika „Tages-Anzeiger”. Dzień po opublikowaniu ich artykułu przed austriackim parlamentem kilkaset osób protestowało przeciwko sojuszowi europejskich, w tym austriackich, populistów z Moskwą.

Narada piątej kolumny

Gospodarzem spotkania był Konstantin Małofiejew, rosyjski miliarder o konserwatywnych i nacjonalistycznych poglądach, założyciel Fundacji św. Bazylego Wielkiego, nazywany przez prasę „nowym Rasputinem”, z racji dostępu do ucha Władimira Putina. To on wysłał do Doniecka swojego bliskiego współpracownika Aleksandra Borodaja, moskiewskiego politologa, który dziś kieruje samozwańczą Doniecką Republiką Ludową jako jej „premier”.

Na wiedeńską imprezę za zasłoniętymi oknami Małofiejew zaprosił m.in. Marion Maréchal-Le Pen, posłankę francuskiego Frontu Narodowego, siostrzenicę liderki tej ksenofobicznej partii, która wygrała we Francji wybory do europarlamentu, zdobywając 25 proc. głosów.

Wśród gości był też Heinz-Christian Strache, szef skrajnie prawicowej austriackiej Partii Wolnościowej, która w tych samych wyborach zdobyła 20 proc. głosów.

Poza nimi na parkiecie pałacu Liechtenstein bawili się przywódcy populistycznych ugrupowań z Włoch, Chorwacji i Bułgarii, a także działacze ultrakonserwatywnych organizacji chrześcijańskich. Byli też katoliccy księża.

Nie zabrakło Rosjan. Był m.in. Ilja Głazunow, hołubiony przez Kreml twórca obrazów historycznych i religijnych, który mówi, że „Rosjaninem może być tylko ten, kto kocha Rosję”, a po aneksji Krymu miał łzy w oczach. Inny gość to Aleksander Dugin, ideolog nowego rosyjskiego imperializmu, który ostatnio stwierdził, że Rosja musi podbić Europę, by chronić ją przed samą sobą. – Musimy w tym celu wspierać w Europie piątą kolumnę, którą stanowią europejscy intelektualiści – cytuje Dugina „Tages-Anzeiger”. Jak widać po liście obecnych na spotkaniu w wiedeńskim pałacu, członków rosyjska piąta kolumna ma sporo.

Strach przed Conchitą Wurst

Według szwajcarskiej gazety celem spotkania była reaktywacja Świętego Przymierza. Ten alians państw europejskich, powstały z inicjatywy Rosji po pokonaniu Napoleona, miał promować na kontynencie politykę opartą na chrześcijaństwie. W tamtej epoce oznaczało to tępienie wszelkich liberalnych tendencji, które mogłyby zagrozić ówczesnym monarchom.

Dziś wrogiem dla nowego Przymierza mają być liberałowie, ateiści, a przede wszystkim panoszące się w Europie homoseksualne lobby. – Europejczycy i chrześcijanie zostali postawieni w takiej historycznej i geopolitycznej sytuacji, że odrodzenie ducha Świętego Przymierza jest konieczne – mówiono podczas obrad. To, dokąd zmierza Europa, było dla uczestników tajnego spotkania jasne. Na pewno widzieli oczami wyobraźni sceny rozgrywające się w tym samym momencie przed wiedeńskim ratuszem, odległym od pałacu zaledwie o półtora kilometra. Conchita Wurst, zwyciężczyni tegorocznego konkursu Eurowizji, bawiła setki gejów i lesbijek, którzy brali udział w balu charytatywnym na rzecz chorych na AIDS.

Według szwajcarskiej gazety o Władimirze Putinie jeden z mówców mówił, że „jest reinkarnacją cara Aleksandra I”, twórcy Świętego Przymierza. Jeden z polityków francuskiego Frontu Narodowego domagał się utworzenia przez kraje UE i Rosji Europy Narodów. Bardziej konkretnym pomysłem była organizacja marszu życia, który przemierzyłby cały kontynent. Uczestnicy chcieliby zapewnić sobie poparcie Watykanu dla tego projektu.

Następne spotkanie ma się odbyć w styczniu 2015 r. w Moskwie. Podczas obrad zamiast rosyjskiej stolicy proponowano wprawdzie Krym, ale większość uczestników nie zgodziła się na to.

Sieć Kremla

Flirt europejskiej skrajnej prawicy i ludzi Putina nie jest niczym nowym. Od dobrych pięciu lat analitycy obserwują, że Rosja wydaje mnóstwo pieniędzy, by szerzyć w krajach UE „ideę eurazjatycką”. Jej partnerami zostają właśnie populiści i eurosceptycy.

Raport węgierskiego liberalnego think tanku Political Capital Institute mówi wręcz o sieci europejskich sojuszników Kremla. To kolorowa mieszanka: są wśród nich neofaszyści z greckiego Złotego Świtu, austriaccy Wolnościowcy, zwolennicy Le Pena, czy Janusza Korwin-Mikkego. Dla większości z nich Putin to kryształowy demokrata, aneksja Krymu była zgodna z prawem, a Rosja powinna odgrywać w Europie większa rolę

Politycy węgierskiego skrajnie prawicowego Jobbiku publicznie pytali nawet rosyjskich polityków, czy kraj UE będzie mógł zostać członkiem Unii Eurazjatyckiej. Patrząc na sukcesy populistów w eurowyborach, widać, że Kreml postawił na dobrego konia.

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*