„Polscy nacjonaliści“ — co chce przez to powiedzieć litewska bezpieka

W ubiegłym tygodniu opublikowany został raport Departamentu Bezpieczeństwa Państwowego Republiki Litewskiej (Valstybės Saugumo Departamentas, dalej będę używał skrótu VSD lub po prostu słów „bezpieka“ i „sauguma“), zatytułowany „Ocena zagrożeń dla bezpieczeństwa państwoego”, w którym po raz pierwszy wśród tych zagrożeń wymieniono tak otwarcie Polaków na Litwie.

 

W rozdziale, zatytułowanym „Ekstremizm i terroryzm“ i zajmującym półtorej strony, czytamy:

„W ciągu paru ostatnich lat na Litwie Południowo-Wschodniej ostatecznie uformował się ruch skrajnych polskich nacjonalistów. W ocenie VSD, pierwotną przyczyną pojawienia się tego ruchu była dość silna izolacja socjalna i kulturalna społeczności polskiej na Litwie, ale podstawowy impuls dały aktywniejsza w ostatnich latach działalność i kontakty na Wileńszczyźnie prawicowych organizacji z Polski. W ocenie VSD, wspomniany twór nie stanowi zagrożenia dla integralności terytorialnej Litwy, ale jego działalność i osobne incydenty mogą nasilać napięcie etniczne na Litwie Południowo-Wschodniej, powodować negatywne nastawienie społeczeństwa państwa w stosunku do polskiej społeczności na Litwie.“

Co zatem ten akapit oznacza i jakie ma to implikacje dla nas, Polaków na Litwie?

Przede wszystkim, między bajki należy włożyć teksty o „powstaniu“ czy „ostatecznym ukształtowaniu się“ jakiegoś „ruchu skrajnych polskich nacjonalistów“. Społeczność polska ani żadna z jej organizacji nie wystąpiła z jakimiś nowymi postulatami czy działaniami, nie zostały też zarejestrowane żadne nowe organizacje, które by takie hasła głosiły — a histeryczne krzyki pewnych środowisk o „nielegalnej filii ONR w Wilnie“ należy uznać za polityczne delirium. Co zatem się stało, że bezpieka pisze o problemie „skrajnego polskiego nacjonalizmu“? Otóż, w październiku 2012 roku Akcja Wyborcza Polaków na Litwie przekroczyła — po raz pierwszy w historii — pięcioprocentowy próg wyborczy i weszła do koalicji rządzącej. Jest siłą polityczną, na którą głosuje 60% uprawnionych do udziału w wyborach Polaków, z którą trzeba się liczyć — a AWPL od zawsze jest atakowana jako „polscy szowiniści“, a postulaty polskiej pisowni nazwisk czy nawet sam fakt istnienia polskich szkół określa się nierzadko jako „antypaństwowe“ czy „nacjonalistyczne“, więc VSD tylko dołącza do tej fali oszczerstw.

Bardzo dużo mówią też powody rzekomego powstania opisywanego „ruchu“, podane przez saugumę — które sugerują także, jakie środki należy przedsięwziąć, by je zlikwidować. O „zacofaniu“ czy „izolacji“ Wileńszczyzny zawsze się mówi, kiedy się ma na celu wprowadzenie rozwiązań, uderzających w Polaków. „Integrowanie“ Polaków do społeczeństwa było głównym argumentem antypolskiej reformy oświatowej, poważnie ograniczającej zakres używania języka polskiego w szkołach na Wileńszczyźnie. „Zmniejszenie izolacji“ było głównym celem tzw. programu rozwoju Litwy Południowo-Wschodniej, w ramach którego budowano rządowe litewskie szkoły, zwane przez niektórych inkubatorami lituanizacji. Ostatecznie, „rezerwatem“ Wileńszczyznę nazywał ostatnio socjaldemokrata, sygantariusz Aktu Odrodzenia Niepodległości Litwy Aloyzas Sakalas, nawołując do pozbawienia Polaków politycznej reprezentacji.

To zaś, że bezpieka zignorowała rzeczywiste powody ewentualnej radykalizacji, jakimi jest marginalizowanie Polaków przez państwo litewskie, tzw. „pełzająca dyskryminacja“, łamanie praw mniejszości narodowych oraz obrażanie i poniżanie Polaków przy każdej okazji przez polityków litewskich — sugerować może, że działania takie nie spotykają się z potępieniem, a może cieszą się wsparciem lub są nawet inspirowane przez VSD.

Dlaczego wzmianka o Polakach pojawiła się w raporcie bezpieki właśnie teraz, skoro nie pojawiły się żadne okoliczności wewnętrzne ani zmiany struktury społeczności polskiej, które by usprawiedliwiały tego rodzaju opinie VSD? Ze względu na sytuację na Ukrainie.

Nie jest szczególną tajemnicą, że Litwa de facto rządzona jest przez obecnych i byłych depeków (od Departamentu Bezpieczeństwa), nierzadko pracujących w bezpiece jeszcze od czasów komuny — oraz zaprzyjaźnionych z nimi oligarchów, polityków (ze wszystkich opcji), urzędników i organizacji. Nie jest także wielką tajemnicą bliskość służb litewskich oraz rosyjskich. Dlatego tzw. „kryzys ukraiński“ sauguma chce wykorzystać, by podjąć kolejne kroki na drodze do likwidacji polskiej społeczności, która niechętnie poddaje się kontroli służb i do tego ma wsparcie z Macierzy. A wydarzenia na Ukrainie i rosyjska agresja na Krym są właśnie doskonałą okazją, by ponownie zastosować wobec Polaków scenariusz z początku lat dziewięćdziesiątych — oskarżyć o działalność antypaństwową i spacyfikować, najlepiej przy wsparciu polityków z Polski, którzy wówczas gotowi byli Polaków na Litwie „złożyć na ołtarzu dobrych relacji Sąjūdisu i Solidarności“, a dziś — w opinii VSD — mogliby to powtórzyć w imię jedności krajów UE w obliczu kremlowskiej ofensywy. Wówczas zostaliśmy pozbawieni reprezentacji politycznej w samorządach, a władze komisaryczne rozkradały polską ziemię i pacyfikowały mieszkańców podwileńskich wiosek. Co zgotują nam tym razem? Lepiej, żebyśmy nie musieli się przekonywać. Ale nasilona inwigilacja polskiej społeczności i działania tych służb w nas wymierzone są już faktem.

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*