Cena imperialnych mrzonek rządzących Polską po 1990 roku

15 lat po wstąpieniu do NATO i poniesienia ogromnych kosztów unifikacji systemów uzbrojenia, Wojsko Polskie nie jest w stanie bronić militarnie i gospodarczo Polski przed agresją! Za to świadczy NATO i USA kosztowne dla Polaków „sojusznicze zobowiązania”.

 

Trzeba przyznać, że Styropianowy Ethhosss robi wszystko, a nawet jeszcze więcej, aby taki Zorro nie chodził smutny i z braku tematu zaczął pisywać felietony na temat osiągania orgazmu, albo jak przyrządzić syf sprzedawany w hipermarketach jako mięso, aby smakowało… jak mięso, a nie jak nafaszerowana antybiotykami i sterydami bryła mączki rybnej, naszprycowana do granic możliwości solanką.

Nic to, że to humor wisielczy, grunt, że powoduje uśmiech na twarzy Zorra. Najweselej jest zaś wówczas, kiedy nędznie opłacane pachołki syjonistycznej międzynarodówki, do tego nieustannie włażące jJankesom, jak to mawia gmin, pardon: „bez mydła w dupę”, bredząc coś o „demokracji oraz walki o prawa człowieka”, zaczynają sadzić brednie na tematy związane ze stanem gotowości Polski do ewentualnej obrony polskich granic, na przykład przed chwilowo wyciszonymi roszczeniami ukraińskich neobanderowców, twierdzących do niedawna przy każdej okazji: „Poznaj Lasze, po San nasze”! Teraz jakby przycichli, no bo jednak głupio wyciągać ręce po jałmużnę i drzeć japy na tematy „wielkiej Ukrainy” od Kaukazu po San.

Przecież należymy do NATO! Odezwą się pewnie „pożyteczni idioci”, a nawet sam ekscelencja minister Sikorski, któren od kilku lat „przebiera nóżkami” i pisze pseudonaukowe memoranda tajne/poufne (przed przeczytaniem spalić), wykazujące u autora znamiona upośledzenia intelektualnego w stopniu znacznym, w nadziei, że jankesi dadzą mu za wieloletnią wierną służbę imperialnym kaprysom Wuja Sama upragnioną fuchę sekretarza generalnego NATO, czyli takiego politycznego „listka figowego”, mającego udawać, że tym NATO nie rządzą tępogłowi generałowie z US-Army, tak mądrzy jak będące do ich dyspozycji symulacje komputerowe, ale „światli politycy”, co to wiedzą jak poprawnie rozebrać kraba oraz jak i czym wznosić toasty, aby nie było potem skandalu salonowego.

Fakt, do NATO należymy, od lat już 15, nawet zdążyło dla interesów tegoż NATO zginąć w brudnych wojnach, rozpętanych przez USA około 50 polskich żołnierzy, a około 1 tysiąca zostało kalekami, głównie psychicznymi, ale gdyby tak nie daj Boże, przyszło co do czego, to polscy żołnierze pozostaliby pozostawieni samym sobie, bo pierwszą rubieżą obronną, jaką planuje się w sztabach NATO bronić siłami sojuszu to… linia Odry!

Czyli przekładając z wojskowego na zrozumiały, wojska NATO będą broniły dopiero terytorium Niemiec, a tereny Polski będą dla strategów NATO tak zwaną „ziemią niczyją”, czyli obszarem de facto spisanym na straty, terenem, na którym zniszczenia wojenne będą największe, podobnie jak skażenie terenu wywołane ewentualnym zastosowaniem broni masowego rażenia, na przykład głowic neutronowych, dających stosunkowo niewielkie skażenie radioaktywne terenu. Fajna perspektywa, nieprawdaż?

Ale to nie wszystko! Z tego, co dowiedział się z hermetycznej literatury fachowej Zorro, jaką mu po starej znajomości udostępniają kumple z akademii, spodziewany konflikt może mieć tak gwałtowny scenariusz, że zakończy się zanim pokonana strona zdoła osiągnąć gotowość bojową swojego pierwszego rzutu! Czyli zanim nasi dzielni szturmowcy, matrosy, lotnicy i obsługi rakiet, zdąża zająć stanowiska bojowe, „będzie pozamiatane”, bo nie będzie miał kto i przez co wydawać rozkazy!

Dawno bardzo dawno temu, kiedy Zorro studiował na Bemowie, wojska Układu Warszawskiego trzymały w stanie zakonserwowanym pewną ilość, wydawałoby się zabytkowych czołgów T-34 i T-54. Zapytany o powód utrzymywania tego skansenu wykładowca odpowiedział: te czołgi są odporne na wszelkie formy wojny elektronicznej, temu, że nie posiadają praktycznie wrażliwych na zakłócenia elektromagnetyczne elementów elektronicznych! Tak więc kiedy te wszystkie cuda techniki II i III generacji staną ślepe i głuche, te stare konstrukcje będą nadal skutecznym orężem, mogącym zwalczać unieruchomione z powodu ataku elektromagnetycznego pojazdy bojowe wroga!

Podobnie było z niektórymi typami samolotów będących na uzbrojeniu Armii Czerwonej! One miały na pokładach unikatowe komputery analogowe, zbudowane na… lampach elektronowych, służące do wspomagania pilotażu i zarządzania polem walki! Te konstrukcje też wykazują ogromną odporność na zakłócenia, a ten walor na rzeczywistym polu walki jest dziś nadrzędnym.

Dziś nikt w Wojsku Polskim takich kroków prewencyjnych nie planuje! Stawia się na „nowoczesne uzbrojenie” i wszechobecną modę na centralne zarządzanie polem walki, polegającą w skrócie na tym, że nawet pojedynczy żołnierz może swoimi obserwacjami moderować rozwój działań taktycznych nawet całej dywizji, albo brygady. Tak więc komputery zainstalowane na: stanowiskach dowodzenia, w poszczególnych wozach bojowych, samolotach lub dronach, wymieniają między sobą nieustannie gigabajty informacji, zwykle nieszyfrowanych, a to temu, że utrata czasu rzeczywistego transmisji jest groźniejszą od przechwycenia przez wroga! Skuteczne kodowanie i dekodowanie informacji wymaga czasu, więc tak przekazywana informacja może być nieaktualną w momencie dotarcia do adresata, więc te linie transmisyjne są „piętą Achillesa” na współczesnym polu walki. Do tego pogoń za maksymalnymi częstotliwościami przetwarzania informacji powoduje konieczność operowania coraz mniejszymi kwantami energii, a im mniej energii niesie informacja, tym łatwiej taki przekaz zakłócić.

Więc skoordynowany atak hakerski oraz wywołanie „burzy elektromagnetycznej” nad antenami centrów dowodzenia, jest w stanie pokonać każdą armię, zanim ktokolwiek z jej dowódców zda sobie sprawę z tego, że właśnie wróg zaatakował! A kiedy wróg zdoła kontrolować przestrzeń powietrzną oraz sparaliżuje łączność na szczeblach strategicznych, to prowadzenie jakichkolwiek działań stricte militarnych po prostu mija się z rozsądkiem! Jak wróg ma wyobraźnię, to może doprowadzić nawet do bratobójczych walk pomiędzy nieświadomymi tego faktu pododdziałami.

Pozostaje tylko odpowiedzieć na banalne pytanie: kiedy dochodzi do konfrontacji militarnej?

Oczywiście tylko wówczas, kiedy jedna ze stron sporu uzna, że per saldo na otwartym konflikcie zbrojnym… zyska. A to staje się coraz trudniejszym do osiągnięcia celem, bo dziś nawet ograniczony konflikt zbrojny kosztuje podatnika bajońskie wręcz wydatki! Dla przykładu, koszt rzeczywisty utrzymania tylko 1 (słownie jednego żołnierza) w przypadku wojny w Afganistanie wynosi rocznie, bagatela, około 5 milionów dolarów! Łatwo więc policzyć ile nas, durnych wazeliniarzy imperialnego gangsterstwa USA kosztowały: wojna w Iraku oraz wojna w Afganistanie! (Całkowity koszt każdej z tych operacji, to nie mniej niż 10 miliardów złotych rocznie, wydanych ekstra, obok preliminowanych w budżecie wydatków MON).

To jednak nie wszystkie wydatki, jakie łoży bezlitośnie łupiony przez fiskusa polski podatnik, na imperialną paranoję, zdaniem Zorra, poczytalnych inaczej polityków made in Solidarność!

Projekt „Biełsat”, mający zohydzić Białorusinom prezydenta Łukaszenkę to przynajmniej 1 miliard dolarów rocznie.

Projekt „wolna Ukraina”, czyli wsparcie: szkoleniowe, logistyczne i propagandowe, (kupienie czasów antenowych i prostytutek intelektualnych), neobanderowców i resztek „pomarańczowych” oligarchów, to wydane w sumie co najmniej 4 miliardy dolarów.

Projekt „Gruzja w NATO”, to też około 1 miliarda dolarów rocznie, mimo że sprawa wydaje się być z gatunku beznadziejnych.

Oczywiście tych wydatków nie znajdzie się w budżecie MON, ani w wydatkach celowych budżetu Polski! Podobnie jak nie znajdzie upierdliwiec wydatków CIA w budżecie USA, mimo że CIA jest przecież agendą rządową USA. Te wydatki są starannie ukrywanymi przed społeczeństwami, tak zwanymi funduszami operacyjnymi wojskowych służb specjalnych, zaś proweniencja tychże funduszy operacyjnych jest zwykle „nieciekawa”, pisząc dyplomatycznie. To są, w przypadku Polski: masowe wyłudzenia podatku VAT, kontrabanda paliwa, alkoholu, papierosów, dziwni pośrednicy typu „katarskiego inwestora”, nierzadko dystrybucja „prochów” i hazard, niektóre parabanki, firmy „czyszczące kamienice z lokatorów”, wobec których są bezsilne polskie prokuratury, bo zwykle, jak to ujął znajomy prokurator Zorra, kiedy tylko śledczy trafią na trop takiej afery, dzwoni służbowy, specjalny telefon, wpięty w specjalną linię, (nie do podsłuchania), z poleceniem służbowym treści: „natychmiast przerwać wszelkie czynności dochodzeniowe, wszystkie zebrane materiały przekazać kurierowi i nie przeszkadzać w działaniach operacyjnych służb specjalnych”!

Jakby nie liczyć, te fundusze znacząco uszczuplają wpływy do fiskusa, a przy okazji dewastują polską gospodarkę, bo przedsiębiorcy muszą płacić służbom specjalnym haracz, jeśli nie chcą podzielić losu pana Kluski.

Z drugiej strony secesja od Ukrainy Krymu będzie kosztowała Rosję około 10 miliardów dolarów inwestycji w gospodarkę Krymu i drugie tyle na umocnienie potencjału militarnego, zwłaszcza Floty Czarnomorskiej. Tyle tylko, że miliardy zainwestowane w infrastrukturę Krymu szybko się zwrócą, a miliardy zainwestowane przez bezrozumnych i bezwolnych sługusów Wuja Sama w awanturnicza politykę wobec Rosji, nigdy się nie zwrócą! Wręcz przeciwnie, będą tylko generowały kolejne straty!

Prezydent Ronald Reagan i potem jego następcy ordynarnie okłamali, najpierw Michaiła Gorbaczowa, potem Borysa Jelcyna, gwarantując Rosji to, że NATO się nie zbliży do granic Rosji, w zamian za zgodę na zjednoczenie Niemiec i rozwiązanie Układu Warszawskiego. Kiedy więc prezydenci USA zapewniali prezydenta Jelcyna o swojej przyjaźni i chęci współpracy z Rosją, agenci CIA kupowali decyzyjnych wojskowych z krajów Układu Warszawskiego, aby ci przekonali polityków o konieczności wstępowania tych krajów do struktur NATO.

Oficjalnie prezydent Bush senior rozkładał ręce, mówiąc prezydentowi Jelcynowi, że przecież nikomu nie może zabronić przystąpienia do NATO, dając jednocześnie gwarancje, że na terenach nowych sygnatariuszy Karty Atlantyckiej NATO nie będzie instalowało swoich baz, zwłaszcza ofensywnego przeznaczenia, ale „zainstalowano” w tych krajach, zwłaszcza w Polsce, takich polityków jak Radosław Sikorski, którzy jawnie domagają się ofensywnej aktywności militarnej sSojuszu na terenach np. Polski!

Czy zatem grozi Polsce konflikt z Rosją?!

Jakby ktoś jeszcze tego nie zauważył, jawny konflikt z Rosją Polska toczy i to od momentu akcesji Polski do NATO! Czyli od 15 lat. Ale dopiero od dojścia do władzy braci Kaczyńskich ten konflikt się wyraźnie zaognił, bo ówczesny prezydent Kaczyński całkiem na poważnie rozważał wysłanie do Gruzji polskich „doradców wojskowych”, w ślad za sporą ilością sprzętu bojowego, który pierwotnie miał zasilić korpus interwencyjny w Afganistanie! Na szczęście dla polskiej racji stanu Rosjanie błyskawicznie uporali się z wielkomocarstwowymi ambicjami prezydenta Saakaszwilego, więc temat militarnego wsparcia Gruzji upadł.

Wydawało się, że konflikt się wygasi po dojściu do rządu ekipy Donalda Tuska, ale znowu dały o sobie znać „potrzeby materialne” polskojęzycznych służb specjalnych, dla których normalizacja stosunków z Rosją oznacza tylko jedno: bezpowrotną utratę wielu miliardów dolarów rocznie, jaka polski rząd topi w politykę „drażnienia Ruskiego” , a którą zleca durnym „pPolskim kubkom” CIA, dla której wojna z rosyjskimi interesami na rynku surowców jest obok „wojny z terroryzmem” głównym źródłem dochodu!

Pytanie, czy Rosja zdecydowałaby się na militarną agresję wobec Polski?!

Zorro twierdzi, że najlepszym gwarantem bezpieczeństwa od strony Rosji dla Polski są… biegnące przez obszar Polski magistrale gazociągów i ropociągów!

No bo nawet prezydent Putin „nie zabijałby kury znoszącej złote jajka”, tylko temu, aby pokazać nieustannie „podskakującym Polaczkom” ich miejsce w szeregu!

Niestety, sytuacja się mocno skomplikuje, kiedy pełną mocą ruszy Nord Stream, a po niemieckiej stronie, wzdłuż linii Odry i Nysy zostanie uruchomiona magistrala, pozwalająca skutecznie ominąć obszar Polski i Ukrainy przy zasilaniu w rosyjski gaz środkowej Europy.

Więc podziękujmy Michnikowi i jego „gazecie wyborczej”, panu Kulczykowi, pilnującemu interesów w Polsce France Telecom, że wzniecili antyrosyjską panikę i zablokowała projekt gazociągu Jamał II, co doprowadziło do powstania podbałtyckiej magistrali Nord Streamu!

Jakby nie analizować po wyrugowaniu terenu Polski z tranzytu rosyjskiego gazu na zachód Europy, czego powoli stajemy się świadkami, Rosja nie musi uwzględniać strat spowodowanych przerwaniem dostaw swoich surowców za pomocą tranzytu przez tereny Polski! Tym samym koszt potencjalnej wojny polsko-rosyjskiej stanie się zdecydowanie niższym, dla Rosji, niż gdyby dalej przez teren Polski szedł na zachód tranzyt rosyjskiej ropy i gazu!

Sumując, Rosja nie ma żadnych powodów, aby militarnie atakować Polskę, bo okupowanie Polski nie da jej żadnych wymiernych pożytków, a tylko problemy z utrzymaniem porządku. Nie zaatakuje Polski, choć mogłaby to uczynić… zupełnie bezkarnie! Zachód by poprzestał, podobnie jak w 1939 roku, na okazaniu oburzenia, może nawet NATO wypowiedziałoby Rosji wojnę, ale nikt na poważnie nie myślałby o „umieraniu za Warszawę”. Bo ważniejsze od tego kto rządziłby w Warszawie byłoby to, ile warta jest wymiana handlowa Zachodu z Rosją. Polacy to już dziś przecież naród niewolników, a kto niewolnika pyta o zdanie, którego chce mieć pana?!

Ale gospodarczo Rosja Polskę zaatakuje, bo… musi!

Tak nakazują podstawowe kanony prowadzenia polityki międzynarodowej kraju tak dużego, jak Rosja! Skoro Polska angażuje w wojnę przeciwko interesom gospodarczym, a nawet militarnym Rosji przynajmniej kilka miliardów dolarów rocznie, to tym samym powoduje wymierne straty w gospodarce Rosji, a nie wymagajmy od Rosji tego, aby się spokojnie przyglądała procesowi marginalizacji swoich wpływów i dochodów jakie powodują zaczepne działania polskojęzycznych służb specjalnych, realizujących obstalunki CIA i Mossadu!

Jak Zorro zna inteligencję rosyjskich strategów, to już oni znajdą sposób, aby wtrącić polską gospodarkę w tak dotkliwą recesję, że się Polakom odbije na dwa pokolenia wielkim refluksem bezkrytyczne wazeliniarstwo wobec imperialnych awantur USA!

Ale mamy przecież… Wojsko Polskie!

Raczej polskojęzyczne formacje okupacyjne NATO, obawia się Zorro, bo dziś Wojsko Polskie może co najwyżej z sukcesem przeprowadzić… defiladę! Zdaniem Zorra stan Polskich Sił Zbrojnych jest katastrofalnym i jest to chyba najpilniej strzeżona tajemnica Sztabu Generalnego W.P.

Polskie Lotnictwo praktycznie nie istnieje, bo nadal mamy więcej generaliów w lotnictwie, niż zdolnych do wykonania na współczesnym polu walki zadania bojowego samolotów! Polskie „Jasstrzszczębie”, czyli paście samolotopodobne F-16, jakimi zarazili nas jankesi, nadal mogą wykonywać jedynie odstraszające wroga „groźne manewry”, bo nadal nie mają homologacji na użycie pełnego bojowego uzbrojenia! (Na razie w użyciu są pociski szkolne, a postępy w szkoleniu pilotów z ich używania idą bardzo opornie, z powodu niedostatecznej ilości lotów i sporym odsetku zdefektowanych maszyn, dewastujących budżet MON).

Jeszcze gorzej w marynarce, gdzie znowu mamy więcej admirałów niż… pełnomorskich okrętów, do tego uzbrojonych w tak zabytkowe typy uzbrojenia, że nawet Rosjanie, którzy to uzbrojenie produkowali, dawno zapomnieli jak to uzbrojenie wygląda! To, co dziś stanowi o sile bojowej Polskiej Marynarki Wojennej, Rosjanie właśnie… zatapiają w cieśninach wokół Krymu, w celu ich zablokowania i niech to najlepiej świadczy o stanie Polskiej Marynarki Wojennej!

Kontrola polskiej przestrzeni powietrznej nie istnieje! Nadal ponad 2/3 przestrzeni powietrznej Polski nie jest monitorowane pod kątem obecności obiektów latających, niemających na pokładzie czynnych transponderów GPS, obowiązkowych dla cywilnych maszyn rejsowych. Czyli polska obrona przestrzeni powietrznej widzi przeważnie tylko te obiekty, które same informują system o swojej obecności i położeniu. Atakujące samoloty bojowe i transportowe potencjalnego wroga, mają te urządzenia podczas ataku wyłączone, więc jakby co nikt nawet nie podniesie alarmu przed atakującym wrogiem. Nie istnieje też odporny na zakłócenie kompleksowy system łączności i wymiany informacji!

A wszystko temu, że od 15 lat priorytetem dla polskich żołnierzy nie jest obrona terytorium Polski, ale mityczne: „wypełnienie sojuszniczych zobowiązań”, sprowadzone do dostarczania deficytowej w US-Army i NATO siły żywej dla imperialnych awantur USA i ponoszenie kosztów tej krótkowzrocznej głupoty i prywaty polityków oraz wysokich rangą oficerów W.P. Co do okazania było. Spooczniiij! Amen.

 

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*