Mimo trwających protestów studentów premier Albanii, Edi Rama, zapowiedział, że nie zrezygnuje ze swojego stanowiska. Premier podkreśla, że rządy w demokratycznym kraju zmienia się podczas wyborów, a nie poprzez rewolucję, przypominając, że ostatnie wybory odbyły się zaledwie rok temu. Rama zapewnia, że jego rząd jest gotów do rozmów na temat rosnących kosztów edukacji, ale stanowczo potępia przemoc towarzyszącą demonstracjom, jak demolowanie instytucji oraz niszczenie mienia publicznego, które jego zdaniem nie mają związku z uzasadnionymi postulatami studentów.
W ostatnich dniach demonstracje przed ministerstwem edukacji przyciągnęły tysiące uczestników. Część protestujących dopuściła się aktów wandalizmu, takich jak rzucanie cegłami w budynek, niszczenie barier i przewracanie koszy na śmieci. W wyniku protestów doszło do pożaru w ministerstwie oraz w pobliskim oddziale banku Raiffeisen. Policja musiała użyć gazu łzawiącego i armatek wodnych, aby opanować sytuację.
Studenci, którzy protestują przeciwko wzrastającym kosztom edukacji i korupcji, domagają się ustąpienia premiera. Obecne protesty są największym dotychczasowym wyzwaniem dla Ramy, który niedawno wygrał wybory, rozpoczynając swoją czwartą kadencję.
Protesty studentów to jednak nie jedyny problem, z którym boryka się rząd Ramy. Wcześniejsze, w większości pokojowe demonstracje, miały miejsce z powodu planów budowy luksusowego kurortu na południu Albanii. Inwestycja wspierana przez Jareda Kushnera, zięcia byłego prezydenta USA, Donalda Trumpa, doprowadziła do sporów prawnych i wywołała duże niezadowolenie społeczne.
Edi Rama podkreśla, że podejmuje aktywne działania przeciwko korupcji i nie pozwoli, aby zamieszki wpłynęły na starania Albanii o integrację europejską. Albania, podobnie jak Czarnogóra, jest jednym z najbardziej zaawansowanych państw bałkańskich w negocjacjach akcesyjnych z Unią Europejską, planując przystąpienie już w 2028 roku.







Dodaj komentarz