Generał Mirosław Bodnar, dotychczasowy dowódca Inspektoratu Wojsk Bezzałogowych Systemów Uzbrojenia, zakończy swoją kadencję z końcem września. Jego nominacja od samego początku budziła kontrowersje, a w środowisku mówiło się o niej jako o ruchu politycznym, nie mającym wiele wspólnego z faktycznym zrozumieniem technologii dronów. Teraz, z perspektywy dwóch lat, sektor dronowy w Polsce stoi przed poważnymi wyzwaniami.
O krytyczny stan rzeczy wypowiada się Tomasz Darmoliński z Fundacji „Żelazny”, ekspert z zakresu dronów. W rozmowie z Zero.pl zauważa, że decyzje podejmowane przez Inspektorat nie odpowiadały rzeczywistym wymaganiom rozwoju systemów bezzałogowych. Choć pojedyncze sukcesy były przedstawiane jako dowody efektywności, ogólny postęp w tej dziedzinie pozostawia wiele do życzenia. Efektywne wprowadzenie dronów do Polskich Sił Zbrojnych napotykało liczne przeszkody proceduralne i braki organizacyjne, zwłaszcza w obszarze szkolenia operatorów.
Darmoliński wskazuje, że system szkolenia operatorów BSP powinien być bardziej otwarty i dynamiczny, dostosowany do szybko zmieniającej się technologii. Przytacza przykład Wojsk Obrony Terytorialnej, które, dzięki swojemu hybrydowemu i cywilno-militarnemu profilowi, często o wiele lepiej orientują się w nowościach technologicznych. Ekspert podkreśla, że dowódca Inspektoratu musi nie tylko podejmować decyzje doktrynalne, ale także rozumieć technologię i sposób jej praktycznego zastosowania.
Krytyczna jest również kwestia procedur związanych z bezpieczeństwem w strategicznych lokalizacjach wojskowych. Niedawne incydenty, takie jak obecność nieautoryzowanego drona przy bazie w Redzikowie, uwidaczniają luki proceduralne. Jasny łańcuch decyzyjny oraz system przewidywania i reagowania na takie zagrożenia to konieczność, aby dowódcy mogli działać bez obawy przed konsekwencjami prawnymi.
Darmoliński podkreśla również potrzebę zmiany podejścia do eksploatacji sprzętu dronowego. Obecnie istniejący system bierze pod uwagę przede wszystkim stan techniczny sprzętu po szkoleniach, co stoi w sprzeczności z faktycznymi potrzebami treningowymi operatorów. Musimy zaakceptować, że część dronów będzie ulegała zniszczeniu w procesie szkolenia.
Zmiana na stanowisku dowódcy Inspektoratu ds. dronów może być szansą na zrewidowanie dotychczasowych praktyk i wprowadzenie bardziej elastycznych i dynamicznych rozwiązań w zakresie szkolenia i zastosowania technologii. Przyszły dowódca będzie musiał stawić czoła wyzwaniom, jakie niesie ze sobą rozwój technologii bezzałogowych i dostosować działania Inspektoratu do nowych realiów.







Dodaj komentarz